Lepa z Soczi: Galeria sław

Zimowe
Lepa z Soczi: Galeria sław
Złoto w towarzystwie złota / fot. PAP

Zbliża się godzina 21 miejscowego czasu, kiedy na wielkim telebimie w sercu parku olimpijskiego pojawia się podobizna pierwszego z naszych bohaterów sobotniej nocy. Pierwszego z dwóch, którzy przyprawili nas o sportową gorączkę. Widownia szaleje z zachwytu. Wśród tysięcy kibiców jest spora grupa biało-czerwonych. To jest ich noc!

Igrzyska w Soczi przejdą do historii polskiego sportu jako wyjątkowe. Nigdy biało-czerwonym nie udało się wywalczyć tylu medali z najcenniejszego kruszcu. A przy odrobinie szczęścia możemy także pobić dorobek ilościowy z Vancouver. 15 lutego zapamiętam na długo – raz ze względu na podwójne złoto, ale przede wszystkim na niesamowite emocje towarzyszące występom Zbigniewa Bródki i Kamila Stocha. Noc 16 lutego będzie wspomnieniem podwójnej koronacji naszych biało-czerwonych mistrzów olimpijskich.

Sekundy niepewności

Po triumfie na skoczni normalnej na drugie zwycięstwo polskiego skoczka czekaliśmy z nieco większym spokojem. Tym bardziej, że treningi i kwalifikacje na skoczni w Soczi zdawały się potwierdzać formę Polaka. Medal panczenisty z Domaniewic był jednak większą zagadką. Ba, po jego występie na 1000 metrów niektórzy zwątpili w formę Bródki.

Nigdy nie zapomnę tych kilkudziesięciu sekund oczekiwania na ostateczny werdykt sędziów – i Bródka, i Stoch musieli wstrzymać oddech, a wraz z nimi cała sportowa Polska. Panczenista w oczekiwaniu na weryfikację czasu jego i Koena Verweija, skoczek w oczekiwaniu na notę sędziowską i ostateczną punktację za skok.

Medal w podróży

Zwycięstwo Bródki w Adler Arenie oglądałem na żywo, z bliska – to były najpierw niesamowite nerwy, później podziw dla sportowca, który dokonał czegoś historycznego, a na końcu wzruszenie. Ten medal bowiem to efekt tytanicznej pracy, niezwykłego talentu, predyspozycji fizycznych, ale też zaangażowania grupy fanatyków łyżwiarstwa szybkiego w Polsce. I wierzę, że pomoże odmienić ten sport nad Wisłą.

Triumf Stocha śledziłem po części w telewizji, po części w drodze, „wisząc na telefonie”. Konieczność i przyjemność rozmowy ze złotym Zbigniewem spowodowała, że nie miałem możliwości zdążyć na skocznię. Towarzyszyły mi więc kompletnie inne odczucia – szok i niedowierzanie przede wszystkim z powodu ilości złota, które już zebrali w sejfie polscy sportowcy w Soczi. A w zasadzie magiczna trójka: Stoch, Bródka i Justyna Kowalczyk.

Idź złoto do złota

Dziś obraz ten stał się jeszcze piękniejszy – ceremonia dekoracji medalowej w parku olimpijskim w Soczi była wyjątkowa. W odstępie kilkunastu minut miejscowi kibice mogli dwukrotnie wysłuchać „Mazurka Dąbrowskiego”. Łzy same spływały po policzkach. Tak jak Otylii Jędrzejczak, naszej multimedalistce (w igrzyskach wywalczyła jeden złoty i dwa srebrne krążki), która zawitała i do Adler Areny kibicować Bródce, i na Russki Gorki wspierać Stocha. Była także podczas niedzielnej ceremonii.

Jest coś magicznego w tych wszystkich medalach, które zbierają nasi reprezentanci w Rosji. Coś niepowtarzalnego, nielogicznego. – Dlaczego? Przecież po to trenujemy. Każdy z nas chce zwyciężać. Skoro wygrywaliśmy w pucharach świata, mieliśmy medale mistrzostw świata, to czemu nie mielibyśmy powtórzyć tego w Soczi? – przekornie mówi mistrz Stoch. – Wierzyłem, że jestem w stanie zdobyć ten medal. Po to trenuję, aby teraz cieszyć się z wygranej – dodaje złoty Bródka.

Takich właśnie sportowców cenię nadzwyczaj – ludzi gotowych do wyrzeczeń, ale też z silnym charakterem, świadomych swojej wartości! Powstaje nam piękna galeria sław polskiego sportu. I jest wciąż jeszcze otwarta...
Marcin Lepa z Soczi, PZŁS

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze