Pindera: Tu nie ma żartów

Dla Tomasza Adamka będzie to kolejny pojedynek, którego nie może przegrać. Wiaczesław Głazkow też nie myśli o porażce, obaj są przekonani, że to ich ręka powędruje w górę po ogłoszeniu werdyktu. Tak naprawdę nikt nie wie, jak będzie wyglądała walka w Bethlehem. Wiemy tylko, jakie mogą być jej konsekwencje.
Adamkowi otworzy niejedne drzwi, ale porażka może je zatrzasnąć. Głazkow jest młodszy, nawet jeśli przegra po dobrym występie, to wcześniej czy później kolejną szansę dostanie.
Na oficjalnym ważeniu prezentowali się znakomicie. Obaj ważą poniżej 100 kg, widać, że są wypoczęci i głodni boksu. Wiele ich łączy. Mało mówią o tym, co będzie, mają podobne warunki fizyczne. Adamek jest dziewięć lat starszy i ma za sobą 51 walk, w tym 49 zwycięstw. Niepokonany Głazkow tylko 17, w tym jeden remis z Malikiem Scottem. Przewaga doświadczenia Polaka jest więc bardzo wyraźna, to chyba jedyna, znacząca różnica.
Z informacji, jakie docierają z obozu Ukraińca wynika, że zaatakuje od pierwszych rund i będzie starał się zamęczyć Adamka tempem i presją. A ten się tylko uśmiecha, gdy to słyszy. Kondycji mu nie zabraknie, tak twierdzi, a takich, którzy szukali swej szansy w zdecydowanym ataku było już kilku i nie najlepiej na tym wychodzili. Wystarczy chociażby przypomnieć sobie pierwszą walkę ze Steve’em Cunninghamem w Newark i czwarte starcie, w którym Amerykanin postawił wszystko na jedną kartę. Polak przetrzymał huragan i posłał rywala na deski. Travis Walker w 2012 r. też zaatakował, miał swoje pięć minut, ale ostatecznie przegrał przed czasem.
Jeśli faktycznie Ukrainiec wybierze taką właśnie taktykę, to zobaczymy bardzo ciekawy pojedynek, zdecydowanie bardziej emocjonujący od tego, który Adamek na tym samym ringu w Bethlehem stoczył kilkanaście miesięcy temu z Cunninghamem. Wygrał wtedy rewanż nieznacznie, ale nie zachwycił. Teraz chce pokazać, że jeszcze stać go na wiele, choć w tym roku skończy już 38 lat. I jeśli faktycznie pokaże dobry i skuteczny boks, to będzie już bardzo bliski walki o tytuł. A taki scenariusz jeszcze nie tak dawno wydawał się nieprawdopodobny.
Na oficjalnym ważeniu prezentowali się znakomicie. Obaj ważą poniżej 100 kg, widać, że są wypoczęci i głodni boksu. Wiele ich łączy. Mało mówią o tym, co będzie, mają podobne warunki fizyczne. Adamek jest dziewięć lat starszy i ma za sobą 51 walk, w tym 49 zwycięstw. Niepokonany Głazkow tylko 17, w tym jeden remis z Malikiem Scottem. Przewaga doświadczenia Polaka jest więc bardzo wyraźna, to chyba jedyna, znacząca różnica.
Z informacji, jakie docierają z obozu Ukraińca wynika, że zaatakuje od pierwszych rund i będzie starał się zamęczyć Adamka tempem i presją. A ten się tylko uśmiecha, gdy to słyszy. Kondycji mu nie zabraknie, tak twierdzi, a takich, którzy szukali swej szansy w zdecydowanym ataku było już kilku i nie najlepiej na tym wychodzili. Wystarczy chociażby przypomnieć sobie pierwszą walkę ze Steve’em Cunninghamem w Newark i czwarte starcie, w którym Amerykanin postawił wszystko na jedną kartę. Polak przetrzymał huragan i posłał rywala na deski. Travis Walker w 2012 r. też zaatakował, miał swoje pięć minut, ale ostatecznie przegrał przed czasem.
Jeśli faktycznie Ukrainiec wybierze taką właśnie taktykę, to zobaczymy bardzo ciekawy pojedynek, zdecydowanie bardziej emocjonujący od tego, który Adamek na tym samym ringu w Bethlehem stoczył kilkanaście miesięcy temu z Cunninghamem. Wygrał wtedy rewanż nieznacznie, ale nie zachwycił. Teraz chce pokazać, że jeszcze stać go na wiele, choć w tym roku skończy już 38 lat. I jeśli faktycznie pokaże dobry i skuteczny boks, to będzie już bardzo bliski walki o tytuł. A taki scenariusz jeszcze nie tak dawno wydawał się nieprawdopodobny.
Komentarze