Pojedynek dżentelmenów. Legia wypuszcza szansę z rąk

Mistrzowie Polski zremisowali 2:2 z Wisłą Kraków. Puste trybuny i padający deszcz były idealnym tłem dla tego widowiska. Gospodarzom gole przyszły łatwo, a potem przestało im się chcieć. Goście na początku meczu byli zbyt przestraszeni, by zagrozić rywalom, a potem wykorzystali niechlujstwo Legii i doprowadzili do remisu. Ozdobą meczu był gol Semira Stilicia.
To był smutny mecz, a mógł być hitem kolejki. Cicho na trybunach, padający deszcz i fatalna forma obu zespołów walczących o mistrzostwo Polski - wszystko do siebie pasowało.
Legia pokazała jak koncertowo wypuścić z rąk szansę na zwycięstwo. Prowadzić 2:0, mieć przewagę jednego zawodnika, grać na własnym stadionie i nie wygrać spotkania, to naprawdę duża sztuka. Wisła w pierwszej połowie zrobiła wszystko, żeby ułatwić gospodarzom zwycięstwo, a w drugiej Legia zrewanżowała się tym samym. Szkoda, że kibice obu drużyn nie patrzyli na to, co działo się na boisku.
Zaczęło się zgodnie z planem, od bramki strzelonej przez Miroslava Radovicia, najlepszego piłkarza Legii w tym spotkaniu i jedynego, którego można od biedy pochwalić. Wisła zaczęła z dwoma defensywnymi pomocnikami w składzie, ale przestraszona tak mocno, że nie była w stanie skonstruować żadnej akcji.
Potem scenariusz układał się idealnie dla mistrzów Polski. Arkadiusz Głowacki znów nie wytrzymał nerwowo w ważnym meczu, sfaulował ostro Michała Żyrę i dostał czerwoną kartkę. Za chwilę drugą bramkę dla Legii dołożył Ondrej Duda, za którym nie wrócił Ostoja Stjepanović i Legia zaczęła się szykować do świętowania trzech punktów. Franciszek Smuda wyglądał w tym momencie jak bokser po ciężkim sierpowym. Patrzył na boisko i nie rozumiał, dlaczego jego zawodnicy biegają jak dzieci we mgle.
Legia stanęła i czekała na kolejne gole, ale Wisła jak na złość nie chciała się położyć i spokojnie przyjąć wyrok. Kiedy było już naprawdę źle, ruszyła do szturmu. W dziesięciu przeciw jedenastu grali lepiej. Jeszcze w pierwszej połowie Semir Stilić z Pawłem Brożkiem grali w berka w polu karnym Legii, chociaż jeszcze wtedy gola nie udało się zdobyć.
Tylko, że mecz trwa 90 minut i trzeba o tym pamiętać, zwłaszcza jeśli naprzeciwko stoi drużyna prowadzona przez Franciszka Smudę. W przerwie w szatni Wisły musiała być głośno, bo goście ruszyli odważnie do ataku. Nie tylko nie złożyli broni, ale natarli na Legii i zostali za swoją wytrwałość nagrodzeni.
Im lepiej grała Wisła, tym bardziej piłkarze Legii ich do tego zapraszali. Kontrataki? A kto by się tym przejmował? Ostre odbieranie piłki? Komu by się chciało? Konstruowanie akcji? Wystarczyło tyle, ile w pierwszej połowie. Fatalnie grał Łukasz Broź, którego ogrywał wprowadzony po przerwie Wilde-Donald Guerrier. Zniknął z pola widzenia Duda, nawet Radović przestał się wysilać. Taką uprzejmość rywali Wisła musiała wykorzystać. Najpierw Stilić świetnie dośrodkował do Guerriera, który z bliska pokonał Dusan Kuciaka, a potem sam zdobył cudowną bramkę z rzutu wolnego.
Piłka szybowała pod poprzeczkę, słowacki bramkarz wyciągnął się, ile mógł, ale nie był w stanie obronić doskonałego uderzenia. Legia miała jeszcze swoją szansę na zwycięstwo, na które nie zasłużyła. Wprowadzony w końcówc Wladimer Dwaliszwili pokazał, dlaczego coraz rzadziej wstaje z ławki rezerwowych. Przez nikogo nie atakowany z dwóch metrów trafił w bramkarza Wisły.
Czy można już mówić o kryzysie Legii prowadzonej przez Henninga Berga? Wliczając walkower za spotkanie z Jagiellonią to już trzeci mecz z rzędu mistrzów Polski bez zwycięstwa. Jeszcze bardziej niż słabe wyniki martwić jednak powinna fatalna gra. Nawet w polskiej ekstraklasie nie wystarczy biegać szybko przez kwadrans, żeby wygrywać spotkania
LEGIA WARSZAWA - WISŁA KRAKÓW 2:2 (2:0)
Bramki: dla Legii: Radović (2), Duda (36) - dla Wisły: Guerrier (66), Štilić (82)
Legia: Kuciak - Broź, Rzeźniczak, Júnior, Brzyski - Żyro (70, Kucharczyk), Vrdoljak,Jodłowiec, Duda (83, Dwaliszwili), Ojamaa (70, Augusto) - Radović.
Wisła: Miśkiewicz - Burliga, Głowacki, Bunoza, Dudka - Sarki (70, Szewczyk), Stjepanović, Nalepa, Štilić (90, Burdenski), Garguła (46, Guerrier) - Brożek.
Żółte kartki: Júnior - Dudka, Burliga.
Czerwona kartka: Głowacki (27. minuta, Wisła, za brutalny faul).
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock). Mecz bez udziału publiczności.
Legia pokazała jak koncertowo wypuścić z rąk szansę na zwycięstwo. Prowadzić 2:0, mieć przewagę jednego zawodnika, grać na własnym stadionie i nie wygrać spotkania, to naprawdę duża sztuka. Wisła w pierwszej połowie zrobiła wszystko, żeby ułatwić gospodarzom zwycięstwo, a w drugiej Legia zrewanżowała się tym samym. Szkoda, że kibice obu drużyn nie patrzyli na to, co działo się na boisku.
Zaczęło się zgodnie z planem, od bramki strzelonej przez Miroslava Radovicia, najlepszego piłkarza Legii w tym spotkaniu i jedynego, którego można od biedy pochwalić. Wisła zaczęła z dwoma defensywnymi pomocnikami w składzie, ale przestraszona tak mocno, że nie była w stanie skonstruować żadnej akcji.
Potem scenariusz układał się idealnie dla mistrzów Polski. Arkadiusz Głowacki znów nie wytrzymał nerwowo w ważnym meczu, sfaulował ostro Michała Żyrę i dostał czerwoną kartkę. Za chwilę drugą bramkę dla Legii dołożył Ondrej Duda, za którym nie wrócił Ostoja Stjepanović i Legia zaczęła się szykować do świętowania trzech punktów. Franciszek Smuda wyglądał w tym momencie jak bokser po ciężkim sierpowym. Patrzył na boisko i nie rozumiał, dlaczego jego zawodnicy biegają jak dzieci we mgle.
Legia stanęła i czekała na kolejne gole, ale Wisła jak na złość nie chciała się położyć i spokojnie przyjąć wyrok. Kiedy było już naprawdę źle, ruszyła do szturmu. W dziesięciu przeciw jedenastu grali lepiej. Jeszcze w pierwszej połowie Semir Stilić z Pawłem Brożkiem grali w berka w polu karnym Legii, chociaż jeszcze wtedy gola nie udało się zdobyć.
Tylko, że mecz trwa 90 minut i trzeba o tym pamiętać, zwłaszcza jeśli naprzeciwko stoi drużyna prowadzona przez Franciszka Smudę. W przerwie w szatni Wisły musiała być głośno, bo goście ruszyli odważnie do ataku. Nie tylko nie złożyli broni, ale natarli na Legii i zostali za swoją wytrwałość nagrodzeni.
Im lepiej grała Wisła, tym bardziej piłkarze Legii ich do tego zapraszali. Kontrataki? A kto by się tym przejmował? Ostre odbieranie piłki? Komu by się chciało? Konstruowanie akcji? Wystarczyło tyle, ile w pierwszej połowie. Fatalnie grał Łukasz Broź, którego ogrywał wprowadzony po przerwie Wilde-Donald Guerrier. Zniknął z pola widzenia Duda, nawet Radović przestał się wysilać. Taką uprzejmość rywali Wisła musiała wykorzystać. Najpierw Stilić świetnie dośrodkował do Guerriera, który z bliska pokonał Dusan Kuciaka, a potem sam zdobył cudowną bramkę z rzutu wolnego.
Piłka szybowała pod poprzeczkę, słowacki bramkarz wyciągnął się, ile mógł, ale nie był w stanie obronić doskonałego uderzenia. Legia miała jeszcze swoją szansę na zwycięstwo, na które nie zasłużyła. Wprowadzony w końcówc Wladimer Dwaliszwili pokazał, dlaczego coraz rzadziej wstaje z ławki rezerwowych. Przez nikogo nie atakowany z dwóch metrów trafił w bramkarza Wisły.
Czy można już mówić o kryzysie Legii prowadzonej przez Henninga Berga? Wliczając walkower za spotkanie z Jagiellonią to już trzeci mecz z rzędu mistrzów Polski bez zwycięstwa. Jeszcze bardziej niż słabe wyniki martwić jednak powinna fatalna gra. Nawet w polskiej ekstraklasie nie wystarczy biegać szybko przez kwadrans, żeby wygrywać spotkania
LEGIA WARSZAWA - WISŁA KRAKÓW 2:2 (2:0)
Bramki: dla Legii: Radović (2), Duda (36) - dla Wisły: Guerrier (66), Štilić (82)
Legia: Kuciak - Broź, Rzeźniczak, Júnior, Brzyski - Żyro (70, Kucharczyk), Vrdoljak,Jodłowiec, Duda (83, Dwaliszwili), Ojamaa (70, Augusto) - Radović.
Wisła: Miśkiewicz - Burliga, Głowacki, Bunoza, Dudka - Sarki (70, Szewczyk), Stjepanović, Nalepa, Štilić (90, Burdenski), Garguła (46, Guerrier) - Brożek.
Żółte kartki: Júnior - Dudka, Burliga.
Czerwona kartka: Głowacki (27. minuta, Wisła, za brutalny faul).
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock). Mecz bez udziału publiczności.
Komentarze