Bożydar Iwanow: Pawłowski trafił idealnie

Który z trenerów zatrudnionych przez polskie ligowe kluby w tym roku miał największy wpływ na poprawę stylu i wyników swojej drużyny? Ten, który ma najmniejsze doświadczenia w pracy z zespołami najwyższej klasy. I miał najdłuższą przerwę. Nowy opiekun Śląska Wrocław Tadeusz Pawłowski.
W polskiej rzeczywistości ostatnio pracował w Bystrzycy Kąty Wrocławskie. W Austrii m.in. w Rheindorf Altach czy FC Blau-Weiss Feldkirch. To nawet Stanislav Levy miał ciekawsze CV od piłkarskiej legendy ze stolicy Dolnego Śląska. Po Śląsku widać jednak poprawę. Większą niż w Legii, odkąd objął ją Henning Berg.
Ironicznie można powiedzieć, że nauczyciel dzieciaków z austriackiego regionu Voralberg sprawił, że czołowy klub ostatnich trzech sezonów wreszcie przestał zamęczać swoją nudną grą, tak jak chociażby w drugiej części jesieni. Oczywiście, zwycięstw za dużo „Teddy” jeszcze nie ma, ale żadnego meczu nie przegrał, a w niedzielę z Górnikiem, gdyby nie niedoświadczenie Pawła Zielińskiego i brak skuteczności, wygrana byłaby pewna. Nastroje są zdecydowanie lepsze. O ryzyku degradacji już mało kto mówi.
Siła w ofensywie. Problemem obrona
Inna sprawa, że Pawłowski w przeciwieństwie do Czecha dostał to, na co Levy tak długo czekał – poszerzenie dość wąskiego składu. Z Robertem Pichem, Mateuszem Machajem czy Flavio Paixao siła ofensywna drużyny wygląda zupełnie inaczej. Zapomniano jednak o tym, że poza „przodem” przydałby się jeszcze jakiś solidny obrońca. I to nie taki w stylu Oddeda Gavisha. Dobrze, że Marian Kelemen gra jednak jak w swoich najlepszych dniach, kiedy Śląsk operował w zupełnie innych tabelowych rejonach niż obecnie.
Co prawda odstawienie od składu Sebastiana Mili mogło się odbyć bardziej elegancki sposób, ale to Pawłowski poradził sobie z kłopotem jak grać bez niego. Levy korzystał z „Rogera” nawet wtedy, gdy ten miał niedoleczoną kontuzję albo był bez formy. A za formę odpowiada nie tylko piłkarz ale i – a może przede wszystkim – trener. Dziś Śląsk nie cierpi już z powodu braku Mili.
A może rację ma Paweł Zieliński, który po meczu z Górnikiem, na pytanie: „Jak duża jest różnica między trzecią ligą, a ekstraklasą” z rozbrajającą szczerością odpowiedział : „nie za duża”. Dlatego nie trzeba mieć wybitnych trenerskich osiągnięć i laurów, żeby sobie w tej lidze poradzić. Obejrzałem w tej kolejce parę spotkań, w tym jedno na żywo. Faktycznie czułem się parę razy jak na meczu trzecioligowym. Jak mówi czasem nasz ekspert Marcin Adamski, poziom naszych spotkań wygląda momentami jak w austriackiej Landeslidze. Pawłowski trafił więc idealnie…
Bohaterowie i antybohaterowie kolejki
POZYTYWNIE: Patryk Wolański (Widzew Łódź) – był już w rubryce „negatywnie”, za mecz z Ruchem Chorzów, teraz jednak trafia pod bardziej przyjemny adres. Uratował punkt swojej drużynie, imponował refleksem oraz szybko i celnie wznawiał grę. Tylko jego koledzy potem nie robili nic ani szybko, ani celnie.
Marco Paixao (Śląsk Wrocław) – który to już raz tak wiele zależy od niego. Ciągle z zadziwiającą łatwością dochodzi do dogodnych sytuacji strzeleckich. Nikt nie ma ich w tej lidze co nowy kapitan WKS-u. Gdyby o 25% poprawił skuteczność, już przymierzałby koronę króla strzelców.
NEGATYWNIE: Maciej Iwański (Podbeskidzie Bielsko-Biała) – kompletnie nie sprawdził się na „10” w meczu z Cracovią. Nie potrafił poprowadzić gry zespołu w bardzo ważnym dla niego spotkaniu. Bardzo dużo niecelnych zagrań. Piłkarzowi o takich umiejętnościach to nie przystoi.
Ironicznie można powiedzieć, że nauczyciel dzieciaków z austriackiego regionu Voralberg sprawił, że czołowy klub ostatnich trzech sezonów wreszcie przestał zamęczać swoją nudną grą, tak jak chociażby w drugiej części jesieni. Oczywiście, zwycięstw za dużo „Teddy” jeszcze nie ma, ale żadnego meczu nie przegrał, a w niedzielę z Górnikiem, gdyby nie niedoświadczenie Pawła Zielińskiego i brak skuteczności, wygrana byłaby pewna. Nastroje są zdecydowanie lepsze. O ryzyku degradacji już mało kto mówi.
Siła w ofensywie. Problemem obrona
Inna sprawa, że Pawłowski w przeciwieństwie do Czecha dostał to, na co Levy tak długo czekał – poszerzenie dość wąskiego składu. Z Robertem Pichem, Mateuszem Machajem czy Flavio Paixao siła ofensywna drużyny wygląda zupełnie inaczej. Zapomniano jednak o tym, że poza „przodem” przydałby się jeszcze jakiś solidny obrońca. I to nie taki w stylu Oddeda Gavisha. Dobrze, że Marian Kelemen gra jednak jak w swoich najlepszych dniach, kiedy Śląsk operował w zupełnie innych tabelowych rejonach niż obecnie.
Co prawda odstawienie od składu Sebastiana Mili mogło się odbyć bardziej elegancki sposób, ale to Pawłowski poradził sobie z kłopotem jak grać bez niego. Levy korzystał z „Rogera” nawet wtedy, gdy ten miał niedoleczoną kontuzję albo był bez formy. A za formę odpowiada nie tylko piłkarz ale i – a może przede wszystkim – trener. Dziś Śląsk nie cierpi już z powodu braku Mili.
A może rację ma Paweł Zieliński, który po meczu z Górnikiem, na pytanie: „Jak duża jest różnica między trzecią ligą, a ekstraklasą” z rozbrajającą szczerością odpowiedział : „nie za duża”. Dlatego nie trzeba mieć wybitnych trenerskich osiągnięć i laurów, żeby sobie w tej lidze poradzić. Obejrzałem w tej kolejce parę spotkań, w tym jedno na żywo. Faktycznie czułem się parę razy jak na meczu trzecioligowym. Jak mówi czasem nasz ekspert Marcin Adamski, poziom naszych spotkań wygląda momentami jak w austriackiej Landeslidze. Pawłowski trafił więc idealnie…
Bohaterowie i antybohaterowie kolejki
POZYTYWNIE: Patryk Wolański (Widzew Łódź) – był już w rubryce „negatywnie”, za mecz z Ruchem Chorzów, teraz jednak trafia pod bardziej przyjemny adres. Uratował punkt swojej drużynie, imponował refleksem oraz szybko i celnie wznawiał grę. Tylko jego koledzy potem nie robili nic ani szybko, ani celnie.
Marco Paixao (Śląsk Wrocław) – który to już raz tak wiele zależy od niego. Ciągle z zadziwiającą łatwością dochodzi do dogodnych sytuacji strzeleckich. Nikt nie ma ich w tej lidze co nowy kapitan WKS-u. Gdyby o 25% poprawił skuteczność, już przymierzałby koronę króla strzelców.
NEGATYWNIE: Maciej Iwański (Podbeskidzie Bielsko-Biała) – kompletnie nie sprawdził się na „10” w meczu z Cracovią. Nie potrafił poprowadzić gry zespołu w bardzo ważnym dla niego spotkaniu. Bardzo dużo niecelnych zagrań. Piłkarzowi o takich umiejętnościach to nie przystoi.
Komentarze