Rokicki: Czasami się nie lubimy, ale chcemy osiągnąć wspólny cel

Inne
Rokicki: Czasami się nie lubimy, ale chcemy osiągnąć wspólny cel

Mołdawia to przeciwnik trudniejszy niż Czechy czy Szwecja. Tomasz Rokicki, napastnik kadry Marka Płonki, doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale to go nie przytłacza. - Atmosfera jest wspaniała, przyjeżdżamy na zgrupowanie i czujemy się jak w rodzinie. Chcemy osiągnąć nasz wspólny cel, mimo że nie zawsze się lubimy, bo często rywalizujemy na boisku w barwach innych drużyn. W kadrze tworzymy jedność.

Łukasz Borowski: Spotykamy się dzień przed początkiem zgrupowania. Jakie nastroje przed ważnym meczem z Mołdawią? Bilans jest dla nas niekorzystny, więc w końcu czas pokonać Mołdawian.

Tomasz Rokicki: Na pewno, choć będzie to bardzo trudne. Chcemy zagrać jak najlepsze zawody, dużo trenowaliśmy, w tym kształcie reprezentacji gramy od pół roku. Z meczu na mecz gramy coraz lepiej. Chcemy wygrać i pokazać dobrą grę.

Nowa reprezentacja. Właśnie, wróciłeś, jest znany CI trener Marek Płonka. Podobno jest dobra atmosfera w zespole. Nie ma już Francuzów z polskimi korzeniami, a wiemy, że wcześniej były zgrzyty, że oni grają, zabierając miejsce młodym Polakom. Jak oceniasz tę grupę, która przyjechała na kadrę?

W większości jest to ta grupa polska, która jeździła do trenera Putry, uzupełniona o kilku zawodników z polskiej ligi. Atmosfera jest wspaniała, przyjeżdżamy na zgrupowanie i czujemy się jak w rodzinie. Chcemy osiągnąć nasz wspólny cel, mimo że nie zawsze się lubimy, bo często rywalizujemy na boisku w barwach innych drużyn. W kadrze tworzymy jedność i chcemy wygrać każdy mecz.

Mołdawia to przeciwnik trudny. Ostatnio porażki, może te mecze były „na styku”, ale mają w swoich szeregach graczy z ligi francuskiej czy z Premier League. Momentami graliście dobre mecze ze Szwedami i Czechami, ale Mołdawianie to chyba trochę lepszy przeciwnik.

Przede wszystkim lepszy w formacji młyna. Trzech zawodników: Vadim Cobilas – najsłynniejsza postać reprezentacji Mołdawii, nr 3, filar młyna, grający w Sale Sharks w Premier League. Gra prawie całe mecze, bardzo dobry zawodnik. On i kilku zawodników z ligi rosyjskiej tworzą bardzo dobrą ekipę młyna. Grający bardzo mocno, bardzo fizycznie. To będzie nasze zadanie – żeby przesunąć grę w strefę ataku i tam szukać szczęścia.

Mam wrażenie, że jak wróciłeś do kadry po licznych perturbacjach – bo trzeba powiedzieć, że miałeś swoje problemy – to jesteś czołową postacią. Nawet po śmierci ojca, to pamiętam punkty w Warszawie, zadedykowałeś to właśnie jemu. Jest forma, pokazałeś, że ten Rokicki sprzed lat jeszcze pokaże pazur.

Wróciłem po ciężkim urazie, bo przez 1,5 roku leczyłem kontuzję barku. Zrzuciłem 20 kg, które nabrałem przez to, że nie mogłem nic zrobić. Zdecydowałem się na powrót, trener Lipkowski z Lechii i trener Płonka się mną zaopiekowali. Teraz został tylko ten pierwszy, bo drugi jest w reprezentacji. Forma jest, czy jestem lepszym od innych? Nie,cały nasz atak wygląda dobrze. Kwestia tego, kto jaki ma dzień i z jakim przeciwnikiem gramy. Jeden może być lepszy w starciu z jakimś zespołem, bo pasuje mu jego styl. Co do Warszawy, tak, kilka dni wcześniej spotkała mnie ta sytuacja, więc spotkanie ze Szwedami było dla mnie bardzo ważne.

Kiedyś byłeś większy, teraz postawiłeś na szybkość? Jak się czujesz? Wolisz grać na skrzydle czy na środku ataku?

Nie ma to znaczenia, lubię obie. W klubie gram na środku ataku, w kadrze na skrzydle.

Zbicie wagi przyszło przez trening wytrzymałościowy?

Dużo trenujemy w formie crossfitowej, też opiekuje się mną dietetyk, który przypisuje mi jedzenie, odżywki i całą suplementację. Oprócz tego sam siebie pilnuje. Dużo trenujemy, w klubie 5-6 razy w tygodniu. DO tego dochodzi basen, siłownia, indywidualne treningi. Nawet nie chcąc waga będzie spadała.

Poza tym, że macie wielkie serca jako zawodnicy, bo zawsze pokazujecie ambicję i chęć walki za orzełka, za Polskę, to do tego jesteście wspaniałymi ludźmi. Ostatnio odwiedziliście  zakład półotwarty w Gdańsku. Podobno więźniowie byli zachwyceni , że pokazaliście im te swoje charaktery. No i że świat się jeszcze dla nich nie kończy.

Często mamy takie akcje promujące rugby. Pokazujemy, że nie trzeba być wzorowym uczniem, by uprawiać ten sport. Rugby resocjalizuje, pomaga wyjść z jakichś problemów. Dobrze wiemy, jakie problemy wychowawcze ma dzisiaj młodzież. Pójście w stronę sportową, w stronę rugby, może im bardzo pomóc w życiu – wykrystalizować ich charakter i pomysł na życie.

Powiedz, jak czułeś się podczas tego spotkania w zakładzie karnym? Byłeś takim trenerem i wychowawcą.


Jest to ważna kwestia, że jest się trenerem, szczególnie w grupie młodszej. Właśnie w wieku 15-16 lat dzieci decydują, co chcą robić. Naszym celem jest ich poprowadzenie, uzmysłowienie paru rzeczy, by nie skończyli jak koledzy z zakładu poprawczego.

Masz fajną, wierną dziewczynę. Nieważne, czy jest dobrze, czy źle – ona zawsze wspiera. Powiedz, jaki Ty masz ceremoniał meczowy? Jak wygląda Twój dzień przed ważnym meczem?


 No tak, dziewczyna od 9. lat – stare małżeństwo. Wspiera mnie do dnia poprzedzającego mecz. Później się już nie kontaktujemy, chyba że jest to jakiś SMS. A tak, to zamykam się w sobie, słucham muzyki, skupiam się i analizuje słabe punkty przeciwnika, moje mocne. Po prostu układam sobie w głowie mecz, pozycje, ustawienie stóp, rąk, chwyt, wszystko. W meczu daję z siebie wszystko.

Jak spędzasz wolny czas?


Ostatnio przeczytałem – nawiązując do naszych wycieczek resocjalizacyjnych – książkę od małej dziewczyny „Życie po śmierci” Damiena Echolsa. Jest ona o amerykańskim skazańcu, który 18 lat przesiedział w celi, a był niewinny. Polecam wszystkim. Inny sposób? Kino, często chodzimy z dziewczyną. Tak samo jak na spacery.

Macie swoich kibiców. Oni zawsze są, pokazuję to na każdym meczu, uwielbiają waszą walkę za orzełka. Co chciałbyś im powiedzieć na kilki dni przed meczem z Mołdawią?

Przede wszystkim chciałbym im podziękować za dotychczasowe wsparcie na meczach w Warszawie, a także za mecz z Niemcami na wyjeździe. Nie spodziewaliśmy się, że w Berlinie będziemy mieli aż tak liczne wsparcie! Polaków na trybunach było więcej niż Niemców. Mimo przegranej daliśmy z siebie wszystko. To samo mówili kibice, że podobał im się ten mecz. Mogę ich tylko zaprosić na mecz w Siedlcach, my damy z siebie wszystko, a sport to sport – można przegrać i uciec ze stadionu, lub wyjść z podniesionym czołem.
Łukasz Borowski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze