Historyczny Puchar Polski dla Zawiszy!

Zawisza Bydgoszcz po raz pierwszy sięgnął po Puchar Polski. Jest to 21. drużyna w historii, która może poszczycić się wygraniem tych rozgrywek. Do wyłonienia zwycięzcy potrzebne były rzuty karne. W nich lepsi byli podopieczni Ryszarda Tarasiewicza, którzy zachowali więcej zimnej krwi i wygrali 6:5.
Przed sezonem prawdopodobnie nikt nie wytypowałby tego, że w decydującym spotkaniu na Stadionie Narodowym spotka się Zawisza Bydgoszcz i Zagłębie Lubin. Faworytem finałowego starcia był beniaminek. Na trybunach, mimo obaw, zasiadło około 37 tysięcy widzów. Piłkarzom pozostało dopasować się do tego piłkarskiego święta.
Dobre tempo finału
Dosyć zaskakujące było to, że mecz stał na naprawdę przyzwoitym poziomie. Nie brakowało przede wszystkim spięć podbramkowych, rzadko gra toczyła się w środku pola. Zawodnicy obu drużyn często decydowali się na strzały z dystansu i nie było to uderzenia na alibi. Większość była realnym zagrożeniem.
Już po kwadransie mogły paść trzy bramki. Najpierw dobrą okazję miał David Abwo, który jednym zwodem minął Andre Micaela, ale przegrał pojedynek z bramkarze. Po chwili dwie szanse zmarnował Luis Carlos. Raz źle lobował, a drugi raz w ostatniej chwili uprzedził go Pavel Vidanov.
Lekką przewagę miał Zawisza. Z dystansu, czyli w swoim stylu, spróbował Piotr Petasz, ale Silvio Rodic skutecznie odbił piłkę. Po półgodzinie tempo lekko spadło, ale tak stać się musiało, gdyż początek był bardzo intensywny. Tak więc do przerwy bez bramek.
Kilka okazji i wyczekiwanie na rzuty karne
Pod koniec pierwszej części zawodnicy odpoczywali. Później nastąpił regulaminowy odpoczynek, tak więc piłkarze mieli sporo czasu, by zregenerować siły. I było to widoczne już od pierwszych minut drugiej połowy. Tempo było zbliżone do tego z początku spotkania. Już w pierwszej akcji poważnie zakotłowało się w polu karnym Zagłębia. W związku z tym długo z murawy nie podnosił się Rodic.
Bramkarz „Miedziowych” wrócił jednak do gry. Przebieg meczu także wrócił do normy. Wszystko było na styku. Wydawało się, że jedna bramka może zadecydować o tym, kto po raz pierwszy w historii sięgnie po Puchar Polski. W końcówce stuprocentową okazję zmarnował David Abwo. 90 minut to było za mało, by wyłonić zwycięzcę.
W dodatkowym czasie fantastyczną szansę miał rezerwowy Jorge Kadu, ale jego strzał świetnie obronił Rodic. Poza tym brakowało sytuacji. Obie drużyny skupiły się na tym, by gola nie stracić. W efekcie więcej było zmian personalnych niż groźnych strzałów.
Wojna nerwów
A więc jedenastki! Wielu zawodników miało kłopoty z łapaniem oddechu, ale w takich chwilach się już o tym nie myśli. Serię miało rozpocząć Zagłębie. Do piłki podszedł Jiri Bilek i było 1:0. Po chwili odpowiedzieć chciał Sebastian Dudek, ale mimo że bramkarza zmylił, to w bramkę nie trafił.
Potem wszyscy byli zgodni. Arkadiusz Piech, Kamil Drygas, Adrian Błąd, Jorge Kadu trafiali do siatki. Aż przyszła kolej Djorjde Cotry. Serb chciał przechytrzyć bramkarza, ale to było zgubne. Uderzył w sam środek. Straty odrobione, gdyż po chwili gola strzelił Alvarinho.
Później znowu znajomy scenariusz. Pavel Vidanov, Vahan Geworgian, Lubomir Guldan, Luis Carlos - oni strzelali i się nie mylili. Dopiero gdy do piłki podszedł młody Sebastian Bonecki coś drgnęło. Zabrakło zimnej krwi i doświadczenia. Jego strzał pewnie wybronił Wojciech Kaczmarek. Decydującego karnego egzekwował Igor Lewczuk. I się nie pomylił. Zawisza wygrał 6:5 i sięgnął po pierwszy Puchar Polski w historii!
ZAGŁĘBIE Lubin – ZAWISZA Bydgoszcz 0:0 (0:0, d. 0:0, k. 5:6)
Sędzia: Jarosław Przybył. Widzów: 37 120.
ZAGŁĘBIE: Rodic – Vidanov, Guldan, Dzinic, Rymaniak – Bilek, Curto (101 BoneckI) – Abwo (110 Błąd), Kwiek (110 Przybecki), Cotra – Piech.
ZAWISZA: Kaczmarek – Lewczuk, Nawotczyński, Micael, Ziajka – Dudek, Drygas – Wójcicki (111 Alvarinho), Carlos, Petasz (86 Kadu) – Geworgian.
Żółte kartki: Kadu, Micael.
Dobre tempo finału
Dosyć zaskakujące było to, że mecz stał na naprawdę przyzwoitym poziomie. Nie brakowało przede wszystkim spięć podbramkowych, rzadko gra toczyła się w środku pola. Zawodnicy obu drużyn często decydowali się na strzały z dystansu i nie było to uderzenia na alibi. Większość była realnym zagrożeniem.
Już po kwadransie mogły paść trzy bramki. Najpierw dobrą okazję miał David Abwo, który jednym zwodem minął Andre Micaela, ale przegrał pojedynek z bramkarze. Po chwili dwie szanse zmarnował Luis Carlos. Raz źle lobował, a drugi raz w ostatniej chwili uprzedził go Pavel Vidanov.
Lekką przewagę miał Zawisza. Z dystansu, czyli w swoim stylu, spróbował Piotr Petasz, ale Silvio Rodic skutecznie odbił piłkę. Po półgodzinie tempo lekko spadło, ale tak stać się musiało, gdyż początek był bardzo intensywny. Tak więc do przerwy bez bramek.
Kilka okazji i wyczekiwanie na rzuty karne
Pod koniec pierwszej części zawodnicy odpoczywali. Później nastąpił regulaminowy odpoczynek, tak więc piłkarze mieli sporo czasu, by zregenerować siły. I było to widoczne już od pierwszych minut drugiej połowy. Tempo było zbliżone do tego z początku spotkania. Już w pierwszej akcji poważnie zakotłowało się w polu karnym Zagłębia. W związku z tym długo z murawy nie podnosił się Rodic.
Bramkarz „Miedziowych” wrócił jednak do gry. Przebieg meczu także wrócił do normy. Wszystko było na styku. Wydawało się, że jedna bramka może zadecydować o tym, kto po raz pierwszy w historii sięgnie po Puchar Polski. W końcówce stuprocentową okazję zmarnował David Abwo. 90 minut to było za mało, by wyłonić zwycięzcę.
W dodatkowym czasie fantastyczną szansę miał rezerwowy Jorge Kadu, ale jego strzał świetnie obronił Rodic. Poza tym brakowało sytuacji. Obie drużyny skupiły się na tym, by gola nie stracić. W efekcie więcej było zmian personalnych niż groźnych strzałów.
Wojna nerwów
A więc jedenastki! Wielu zawodników miało kłopoty z łapaniem oddechu, ale w takich chwilach się już o tym nie myśli. Serię miało rozpocząć Zagłębie. Do piłki podszedł Jiri Bilek i było 1:0. Po chwili odpowiedzieć chciał Sebastian Dudek, ale mimo że bramkarza zmylił, to w bramkę nie trafił.
Potem wszyscy byli zgodni. Arkadiusz Piech, Kamil Drygas, Adrian Błąd, Jorge Kadu trafiali do siatki. Aż przyszła kolej Djorjde Cotry. Serb chciał przechytrzyć bramkarza, ale to było zgubne. Uderzył w sam środek. Straty odrobione, gdyż po chwili gola strzelił Alvarinho.
Później znowu znajomy scenariusz. Pavel Vidanov, Vahan Geworgian, Lubomir Guldan, Luis Carlos - oni strzelali i się nie mylili. Dopiero gdy do piłki podszedł młody Sebastian Bonecki coś drgnęło. Zabrakło zimnej krwi i doświadczenia. Jego strzał pewnie wybronił Wojciech Kaczmarek. Decydującego karnego egzekwował Igor Lewczuk. I się nie pomylił. Zawisza wygrał 6:5 i sięgnął po pierwszy Puchar Polski w historii!
ZAGŁĘBIE Lubin – ZAWISZA Bydgoszcz 0:0 (0:0, d. 0:0, k. 5:6)
Sędzia: Jarosław Przybył. Widzów: 37 120.
ZAGŁĘBIE: Rodic – Vidanov, Guldan, Dzinic, Rymaniak – Bilek, Curto (101 BoneckI) – Abwo (110 Błąd), Kwiek (110 Przybecki), Cotra – Piech.
ZAWISZA: Kaczmarek – Lewczuk, Nawotczyński, Micael, Ziajka – Dudek, Drygas – Wójcicki (111 Alvarinho), Carlos, Petasz (86 Kadu) – Geworgian.
Żółte kartki: Kadu, Micael.
Komentarze