Mielewski: Dobrej siatkówki nie będzie brakować, ale komu potrzebny jest ten turniej ?

W brazylijskim Belo Horizonte ruszyła 10. edycja siatkarskich Klubowych Mistrzostw Świata. W ostatnich latach imprezę czterokrotnie wygrywało włoskie Trentino Volley. Czterokrotnie oglądaliśmy także polskie drużyny. PGE Skra Bełchatów ma na koncie trzy występy i trzy medale (dwa srebrne i jeden brązowy). Jastrzębski Węgiel raz reprezentował nasz kraj zostając drugą drużyną świata. Warto zaznaczyć, że pierwsza edycja tego turnieju odbyła się w 1989 roku we włoskiej Parmie. Po czterech latach władze Światowej federacji siatkówki zawiesiły rozgrywki na… 17 lat.
KMŚ miały promować siatkówkę w Azji…
W 2009 roku z wielkim przytupem władze światowej federacji reaktywowały walkę o Klubowe Mistrzostwo Świata. Imprezę finansowały pieniądze katarskich Szejków, którzy zapragnęli wielkiej siatkówki na swoim terenie. Przez cztery lata najlepsze kluby świata przyjeżdżały karnie do Dauhy i walczyły o medale. Godząc się nawet na tak kuriozalną sytuację jak w 2009 roku. W turnieju obowiązywała tak zwana „złota formuła”. Najważniejszy przepis owej formuły był taki, że pierwszą akcję po przyjęciu zagrywki trzeba było zakończyć atakiem zza linii trzeciego metra. Turniej był mocno komiczny a zawodnicy, choć rzetelnie przykładający się do wykonywanej pracy, mocno całą sytuacją skonfundowani.
Na szczęście imprezę ratowali za każdym razem polscy kibice. Gdyby nie oni, hale w Katarze niemal całkowicie świeciłyby pustkami. Cały czas, choć trochę naiwnie, przemawiał do mnie jeden argument. Promocja. Promocja siatkówki w rejonie, gdzie są pieniądze i jeśli mają być wydane, to cieszyłem się, że trafią do siatkówki. Kiedy rok temu gospodarzem imprezy na kolejne cztery lata została Brazylia, ów argument przestał być jednak zasadny a pustki w brazylijskiej hali podczas meczów transmitowanych przez światowe telewizje z promocją raczej nie mają wiele wspólnego…
Katarczycy kupili zespół na tydzień. Czy to ma sens?
Niemal za każdym razem do rywalizacji stawały zespoły z Azji. Za każdym razem mocno zasilały tuż przed turniejem swoje składy. Do zespołów trafiali zawodnicy o różnej przeszłości i różnym potencjale. Zazwyczaj uznane nazwiska, które z różnych przyczyn nie znalazły zatrudnienia w europejskich zespołach. Taką przygodę zaliczył także Łukasz Kadziewicz, który w 2011 roku zasilił barwy katarskiego Al Arabii. Pewnie wcześniej zdecydowaliby się na gwiazdy największego kalibru ale turniej odbywał się w listopadzie, więc najlepsi byli zawodnikami silnych klubach silnych lig. Wszystko zmieniło się od tej edycji. Klubowe Mistrzostwa Świata przeniesione zostały na maj, co dało wielkie pole do działania działaczom z Kataru. Ekipa Al Rayyan postanowiła zakontraktować zatem Bułgara Mateja Kazijskiego, Brazylijczyka Raphaela, Kubańczyka Simona i Włocha Christiana Savaniego. Cztery naprawdę wielkie gwiazdy siatkówki. I co? Jak wygrają, to Katarczycy naprawdę będą Mistrzami Świata ?
Jestem zwolennikiem takiej konfrontacji. Chciałbym poznać prawdziwego mistrza. Najlepszą drużynę Świata ale na konkretnych zasadach i raz na cztery lata. Turniej mógłby być nawet bardziej rozbudowany z większą liczbą uczestniczących drużyn. W tej formule niestety mistrzowskiego prestiżu dla mnie nie ma. Nie oznacza to jednak, że siatkówki na wysokim poziomie w Belo Horizonte nie uświadczymy. Trentino, Sada Cruzeiro, Biełogorie Biełgorod czy zawodnicy z Al Rayyan ten poziom gwarantują. Pozostaje oglądać i podziwiać siatkarzy, którzy po sezonie ligowym i tuż przed sezonem reprezentacyjnym naprawdę grają w tym turnieju bardzo poważnie, choć o zdobytym trofeum szybko zapominają.
W 2009 roku z wielkim przytupem władze światowej federacji reaktywowały walkę o Klubowe Mistrzostwo Świata. Imprezę finansowały pieniądze katarskich Szejków, którzy zapragnęli wielkiej siatkówki na swoim terenie. Przez cztery lata najlepsze kluby świata przyjeżdżały karnie do Dauhy i walczyły o medale. Godząc się nawet na tak kuriozalną sytuację jak w 2009 roku. W turnieju obowiązywała tak zwana „złota formuła”. Najważniejszy przepis owej formuły był taki, że pierwszą akcję po przyjęciu zagrywki trzeba było zakończyć atakiem zza linii trzeciego metra. Turniej był mocno komiczny a zawodnicy, choć rzetelnie przykładający się do wykonywanej pracy, mocno całą sytuacją skonfundowani.
Na szczęście imprezę ratowali za każdym razem polscy kibice. Gdyby nie oni, hale w Katarze niemal całkowicie świeciłyby pustkami. Cały czas, choć trochę naiwnie, przemawiał do mnie jeden argument. Promocja. Promocja siatkówki w rejonie, gdzie są pieniądze i jeśli mają być wydane, to cieszyłem się, że trafią do siatkówki. Kiedy rok temu gospodarzem imprezy na kolejne cztery lata została Brazylia, ów argument przestał być jednak zasadny a pustki w brazylijskiej hali podczas meczów transmitowanych przez światowe telewizje z promocją raczej nie mają wiele wspólnego…
Katarczycy kupili zespół na tydzień. Czy to ma sens?
Niemal za każdym razem do rywalizacji stawały zespoły z Azji. Za każdym razem mocno zasilały tuż przed turniejem swoje składy. Do zespołów trafiali zawodnicy o różnej przeszłości i różnym potencjale. Zazwyczaj uznane nazwiska, które z różnych przyczyn nie znalazły zatrudnienia w europejskich zespołach. Taką przygodę zaliczył także Łukasz Kadziewicz, który w 2011 roku zasilił barwy katarskiego Al Arabii. Pewnie wcześniej zdecydowaliby się na gwiazdy największego kalibru ale turniej odbywał się w listopadzie, więc najlepsi byli zawodnikami silnych klubach silnych lig. Wszystko zmieniło się od tej edycji. Klubowe Mistrzostwa Świata przeniesione zostały na maj, co dało wielkie pole do działania działaczom z Kataru. Ekipa Al Rayyan postanowiła zakontraktować zatem Bułgara Mateja Kazijskiego, Brazylijczyka Raphaela, Kubańczyka Simona i Włocha Christiana Savaniego. Cztery naprawdę wielkie gwiazdy siatkówki. I co? Jak wygrają, to Katarczycy naprawdę będą Mistrzami Świata ?
Jestem zwolennikiem takiej konfrontacji. Chciałbym poznać prawdziwego mistrza. Najlepszą drużynę Świata ale na konkretnych zasadach i raz na cztery lata. Turniej mógłby być nawet bardziej rozbudowany z większą liczbą uczestniczących drużyn. W tej formule niestety mistrzowskiego prestiżu dla mnie nie ma. Nie oznacza to jednak, że siatkówki na wysokim poziomie w Belo Horizonte nie uświadczymy. Trentino, Sada Cruzeiro, Biełogorie Biełgorod czy zawodnicy z Al Rayyan ten poziom gwarantują. Pozostaje oglądać i podziwiać siatkarzy, którzy po sezonie ligowym i tuż przed sezonem reprezentacyjnym naprawdę grają w tym turnieju bardzo poważnie, choć o zdobytym trofeum szybko zapominają.
Komentarze