Zostawcie Piechockich w spokoju! A gdyby tak Wasz syn…

Siatkówka
Zostawcie Piechockich w spokoju! A gdyby tak Wasz syn…
Kacper Piechocki na swojej siatkarskiej drodze trafił pod skrzydła swojego ojca/ fot. azsczestochowa.pl, CyfraSport

Robi się krzywdę Kacprowi, pisząc tylko, że jest moim synem - stwierdził Konrad Piechocki, szef PGE Skry Bełchatów, komentując zatrudnienie swojego syna w klubie na pozycji libero. Owszem, żyjemy w kraju, w którym podejrzliwość jest tak samo szczególną cechą jak gościnność, ale posądzanie o nepotyzm bez dowodów jest czymś głęboko niesprawiedliwym.

Dziś ujawniono nazwiska dwóch nowych libero mistrza Polski. Jednym z nich jest przychodzący z AZS Częstochowa Piechocki jr. Który - można założyć w ciemno - ma przechlapane od pierwszego treningu, a może nawet i wcześniej.

W każdym meczu PGE Skry, w którym wystąpi od nowego sezonu, będzie mierzył się z olbrzymią presją. Wyjdzie mu - zostanie uznane to za przypadek, nie wyjdzie - tak jego, jak i ojca nabijać będą na pal pod zarzutem zorganizowania rodzinnego geszeftu. Podobnie będzie, kiedy rozpoczną się przygotowania do sezonu, bo temat wróci przy byle okazji. Dziś jest szczególnie gorący, bo kibice podejrzewają, że prezes klubu celowo nie przedłużył umowy z reprezentantem Polski Pawłem Zatorskim, by wtrynić do kadry swojego syna.

Słabe to. Nie to, że Piechocki zatrudnia Kacpra, ale że z góry rzuca się poważne oskarżenia o nepotyzm. Niby nie powinienem się dziwić, bo przecież kibice to tylko ludzie, w dużej mierze ci sami, którzy na co dzień podejrzliwie tropią spiski i układy w świecie polityki, celebrytów, itd. Ale dziwię się, bo jest coś naprawdę paskudnego postponować młodego chłopaka tylko dlatego, że ojciec zajmuje najważniejsze stanowisko w najlepszym obecnie polskim klubie.

Odwróćmy sprawę. Przecież to całkiem naturalne, że młody Piechocki zajął się tym, czym zajmuje się od wielu lat jego ojciec - siatkówką. Jest też całkiem naturalne, że miał dzięki temu większe niż inni szanse na zrobienie kariery. Nie dlatego, że ojciec mu to załatwił, ale dlatego, że wiedział, jaką drogą poprowadzić syna, nie popełniając błędów wielu innych rodziców.

W siatkówce takich przykładów jest wiele. Na wysokość reprezentacji wspięli się synowie Macieja Jarosza, Adama Kurka czy Wojciecha Drzyzgi, do wielkich karier szykują się następni. Jeśli nie wiecie, np. wnuk legendy polskiej siatkówki Tomasza Wójtowicza. W piłce nożnej podobnie, śledząc losy rodzin największych światowych sław i naszego środowiska. W Polsce za dekadę z okładem wyjdą na boiska dzieci byłych reprezentantów Polski - m.in. Michała Żewłakowa, Marka Saganowskiego czy Cezarego Kucharskiego. I jest wielce prawdopodobne, że do tego czasu któryś z ojców będzie sprawował ważną funkcję w którymś z klubów, będzie pracował dla federacji, bądź zostanie menedżerem. Czy wtedy też posypie się lawina oskarżeń o faworyzowanie, załatwianie prywatnych interesików, itd.?

Jeśli to nie przemawia do dzisiejszych krytyków Piechockich, proponuję, by na koniec spróbowali sobie wyobrazić, czy zrezygnowaliby z karier swoich dzieci, mając doskonałą wiedzę, jak w ten świat skutecznie ich wprowadzać. Czy pozbawialiby marzeń swoich dzieci, by nie narażać się na przytyki i oskarżenia? Więc zanim bezpodstawnie rzucicie kamień, pomyślcie: a gdyby tak Wasz syn…
Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze