"Był, jest, będzie...". Wrocławskie zespoły wracają do elity

Inne
"Był, jest, będzie...". Wrocławskie zespoły wracają do elity
/ fot. wks.pl

Cała Polska w cieniu Śląska – krzyczeli dwa lata temu kibice, świętując na wrocławskim rynku mistrzostwo Polski dla piłkarzy Oresta Lenczyka. Być może za chwilę rzeczywiście cała Polska znów będzie w cieniu dolnośląskich klubów i to wcale nie piłkarskich. Wrocław to jedyne miasto gdzie w najwyższej klasie rozgrywkowej zagra tak wiele zespołów różnych dyscyplin.

Koszykarze, koszykarki, piłkarze ręczni, siatkarki – w nadchodzącym sezonie we wrocławskich halach wiele się będzie działo. Wszystkie te zespoły – reprezentanci najważniejszych halowych dyscyplin w Polsce – będą walczyć w najwyższej klasie rozgrywkowej. Rzecz, która kiedyś była normą, dziś staje się zjawiskiem. Nie tylko dlatego, że w innych miastach to piłka nożna spycha na dalszy plan inne dyscypliny. Przede wszystkim jednak taka sytuacja we Wrocławiu to nie tylko kontynuacja, ale i następstwo wielkich sportowych tradycji. Tradycji, które zakorzenione w sercach ludzi związanych ze sportem, nie pozwoliły tym zespołom odejść w zapomnienie. Choć już sięgnął je kryzys. Ba! Najbardziej utytułowane zespoły w historii polskiej koszykówki i piłki ręcznej przestały istnieć!

To były piękne dni

- Parę razy było tak, że na finałach już nie było biletów do kupienia. Wystawiany był telebim, ludzie oglądali pod halą. Później to wszystko przenosiło się do rynku i cały rynek był pełen. Tak jak na świętowaniu mistrzostwa w piłkę nożną – wspomina Maciej Zieliński, legenda koszykarskiego Śląska, obecnie prezes klubu. Bo kiedyś rzeczywiście WKS dzielił i rządził.

Obok Śląska także Gwardia była dla mieszkańców miasta niekończącym się źródłem dumy i radości. Jej siatkarze wywalczyli trzecie miejsce w poprzedniku Ligi Mistrzów – Pucharze Europy Mistrzów Krajowych. W polskiej lidze zaliczyli hattrick wygrywając mistrzostwo kraju trzy razy z rzędu. Z kolei piłkarze ręczni Śląska jako pierwszy polski klub zagrali w finale europejskiego pucharu, gdzie przegrali z niemieckim (wówczas NRD) Magdeburgiem. Zdobyli też najwięcej, bo 15 tytułów mistrza kraju. Rekord pobili także koszykarze – 17-krotni czempioni. Ich mecze w europejskich rozgrywkach elektryzowały fanów basketu daleko poza granicami miasta.

- Wrocław był miastem koszykarskim, żył koszykówką, wyznaczał standardy w koszykówce – mówi Michał Lizak, obecny dyrektor zarządzający klubu.

- Wszyscy nam stawiali za wzór, najlepszych graczy, którzy trenowali i reprezentowali Śląsk Wrocław, czyli ś.p. Jurek Klempel czy Zdzisław Antczak – nasi byli reprezentanci, olimpijczycy z tej „złotej drużyny” – dodaje Jacek Olejnik, Prezes Rady Nadzorczej WKS Śląsk Wrocław Handball Team. – Stąd wywodzi się wielu reprezentantów Polski, jak Krzysiek Lijewski, który pierwsze kroki na tym wysokim poziomie stawiał właśnie tutaj, w Śląsku Wrocław - dodaje.

Czarne chmury nad Wrocławiem

Tego wysokiego poziomu nie udało się jednak utrzymać. Po latach świetności nad WKS nadciągnęły czarne chmury. W 2008 roku z rozgrywek PLK wycofuje się pierwszy zespół koszykarzy. Dwa lata później z rozwiązano zespół szczypiornistów.

- Wprowadzenie twardych, rynkowych niemalże zasad, które stosuje się w fabryce, nie do końca się sprawdził w sporcie – wyjaśnia losy koszykarzy Michał Lizak. - Twarde zderzenie z rzeczywistością spowodowało to, że rzecz niewyobrażalna dla wielu – zniknięcie tak naprawdę pierwszego zespołu Śląska Wrocław z koszykarskiej mapy Polski, stało się faktem z dnia na dzień.

 - Dla całego regionu, dla całego miasta myślę, że to była duża szkoda, bo najbardziej zasłużony, najbardziej utytułowany klub piłki ręcznej w Polsce został rozwiązany ze względów finansowych. Była to ogromna szkoda – wtóruje mu Jacek Olejnik.

Niemal identycznie brzmią słowa koszykarskiej legendy Śląska – Zielińskiego. – Rozwiązanie to była katastrofa. Myślę, że nie tylko dla mnie ale i wielu fanów i kibiców koszykówki we Wrocławiu, i nie tylko we Wrocławiu no bo to jednak jedna z najbardziej utytułowanych drużyn i przestała istnieć z dnia na dzień. Dla mnie to było jakieś niepojęte, nie do ogarnięcia to było dla mnie.

Legendy walczą o legendę

Dlatego trzeba było działać!

W 2011 roku ruszył projekt pt. „awans sportowy”. Tworzący go ludzie związani z koszykówką, pod batutą Zielińskiego, opracowali plan, który zakładał wygranie w dwa lata II a potem I ligi i zbudowanie podstaw organizacyjnych, finansowych i sportowych. Tak , by Śląsk mógł się liczyć w ekstraklasie.

W tym samym roku zwarło szyki środowisko piłki ręcznej. Byli piłkarze ręczni Śląska, reprezentanci Polski, utworzyli spółkę, która przy pomocy miasta zajęła się odbudową tej dyscypliny we Wrocławiu.

- Na początku było bardzo ciężko. Powoli, drobnymi kroczkami, awansowaliśmy do I ligi. Tam w pierwszym sezonie się nie udało awansować do Superligi, ale to dało nam dużo do myślenia – że musimy pracować jeszcze z większym entuzjazmem, z jeszcze większą pasją, żeby ten nasz cel, czyli awans do upragnionej Superligi, się ziścił.

- Jak się udało? No nie było łatwo – wspomina awans do Tauron Basket Ligi Zieliński. – Istniała droga wykupienia „dzikiej karty” i wystąpienia od razu w ekstraklasie. My jednak postawiliśmy na tę drugą drogę – chcieliśmy  w sposób sportowy, od II ligi awansować do ekstraklasy, żeby to było takie honorowe i sportowe, takie jak zawsze Śląsk Wrocław był, jest i będzie.

Pasjonaci, żywe legendy, ludzie, którzy wyrośli z tradycji wielkich klubów nie pozwolili tej tradycji umrzeć.  Piłkarze ręczni i koszykarze, rozpoczynając odbudowę, zakładali nie tylko powrót do najwyższej klasy rozgrywek, ale i na ich szczyt. Oczywiście z czasem. W tym sezonie szczypiorniści awansowali do Superligi, nie przegrywając na jej zapleczu żadnego meczu. Koszykarze w roli beniaminka zajęli 9. miejsce i zdobyli Puchar Polski.

Rządzą kobiety

Jednak nie tylko dla nich poprzedni rok był szczególnie ważny. Siatkarki Impelu Wrocław, spadkobierczynie tradycji wrocławskiej Gwardii, po raz pierwszy w historii kobiecej siatkówki we Wrocławiu zagrały w finale mistrzostw Polski.

- Cieszymy się, że jesteśmy w tym roku drużyną, która tak naprawdę wiedzie prym, ale bardzo się cieszymy też z tego, że są piłkarze ręczni, są koszykarze, koszykarki – mówi wychowanka wrocławskiego klubu, reprezentantka Polski Joanna Kaczor. – Jest naprawdę wiele drużyn, które będą grały na tej samej Sali, które mają wszystkie ogromne marzenia i wierzę, że uda nam się je zrealizować w kolejnych sezonach.

Wtedy cała Polska znów byłaby w cieniu Śląska. Z pewnością nie wszystkim się to uda. Powtórzenie historii z 1977 r., kiedy do Wrocławia trafiły trzy złote medale MP (w piłce nożnej, koszykówce i siatkówce), będzie bardzo ciężkie. Ale przynajmniej jest na to szansa, którą stworzyli sobie sami – ci, którzy smak medali znają doskonale i dla których herb klubu znaczy coś więcej niż symbol na koszulce.

Premiera reportażu "We Wrocławiu... był, jest, będzie" w sobotę o 15.00 w Polsacie Sport Extra.

Marta Gula, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze