Kochaj albo nienawidź! Suarez skompletował hat-trick... ugryzień

Jedni go kochają, drudzy nienawidzą. Luis Suarez jest genialnym piłkarzem, ale często - zbyt często - pokazuje swoje złe oblicze. Już wydawało się, że przez ostatni rok zrozumiał swoje błędy. Jednak emocje znowu wzięły górę. Giorgo Chiellini dołączył do listy ofiar Urugwajczyka. Listy, która praktycznie nie ma końca...
To niesamowite, jak kłopoty szukają tego piłkarza. Nawet, jak zarzeka się, że już nigdy czegoś nie zrobi, to i tak w końcu przegrywa wewnętrzną walkę ze swoim gorszym „ja”. Już się wydawało, że wszystko jest w porządku. Przez rok Suarez był wzorem piłkarza. Mówiono tylko o jego formie na boisku. Nawyków jednak się nie oszuka. Swojej natury także.
Życie na ulicy
Przydomek mówi wszystko. „El Pistolero”, czyli bandyta. Od najmłodszego dawał sygnały piłkarskiego geniuszu, ale także wielkiej porywczości i wybuchowości. W wieku siedmiu lat przeniósł się do stolicy Urugwaju - Montevideo. To był jeden z ważniejszych kroków w jego drodze na szczyt. Jednak nie od razu stał się świetnym piłkarzem. Jego charakter był zagadką już na początku kariery.
Trzeba też powiedzieć, że nie pomagała mu sytuacja rodzinna. Jako niespełna 12-letni chłopak obserwował, jak rozpada się jego rodzina. Ojciec zostawił matkę z siedmiorgiem dzieci. Suarez był na tyle zrozpaczony, że porzucił treningi piłkarskie.
Długo nie mógł dojść do siebie. Wilson Pirez – scout, który odkrył Suareza – dowiedział się o jego problemach i postanowił pomóc swojemu podopiecznemu. Był na tyle zdeterminowany, że opłacał jego treningi, kupował rzeczy potrzebne do nauki. To jednak nie zmieniło piłkarza. Ćwiczył słabo, do szkoły nie chodził. Wybrał inne życie – większość czasu spędzał na ulicy, gdzie wydawał pieniądze na alkohol i papierosy.
Pierwsze wykroczenia i pogoń za miłością
Gdy już wystąpił w jakimś spotkaniu, to zapisywał się inaczej, niż powinien. Podczas jednego z meczów nie spodobała mu się praca sędziego. Tak się tym zdenerwował, że… go uderzył! Cios „z byka” i arbiter padł jak rażony piorunem. – Miał złamany nos i krwawił jak krowa – powiedział trener Nacionalu, zespołu Suareza.
Tak, Luis - teraz możesz tylko łapać się za głowę...
Jego kariera mogła się zakończyć wcześniej, niż się zaczęła. Wtedy nagle coś się zmieniło. Suarez stał się wzorem. Wstawał rano, szedł do szkoły, później szybko wracał do domu i ruszał na trening. Ludzie nie wierzyli. - Czy to jest ta sama osoba? - pytali. Później prawda wyszła na jaw. Piłkarz się zakochał.
Konkretnie w 13-letniej Sofii Balbi. Na tyle zawróciła mu w głowie, że zmienił się nie do poznania. Za kilka lat jej obecność także mu się przydała. Po utalentowanego napastnika zgłosiło się Groningen. Suarez chciał być bliżej dziewczyny, która przebywała w Europie. A więc ruszył.
Dracula z Amsterdamu
W swoim pierwszym klubie miewał problemy. Nie tak duże, ale były. Po jednym z meczów, kiedy trener Ron Jans zdjął Suareza z boiska, to piłkarz nie podał mu ręki. Atmosfera była napięta. Jans posunął się na tyle daleko, że… uderzył zawodnika parasolką!
Po świetnych występach zainteresował się nim Ajax. Piłkarz oczywiście z oferty skorzystał. Wtedy Europa w końcu usłyszała o jego występkach pozaboiskowych. W meczu z PSV Eindhoven.. ugryzł Otmana Bakkala! Otrzymał 7 meczów zawieszenia. Ponadto, oberwało mu się od holenderskich mediów.
Suarez gryzie Bakkala
Natychmiast przylgnęły do niego pseudonimy „Bandyta” i „Dracula z Amsterdamu”. Od tego czasu znacznie bardziej zamknął się na media. W końcu głos zabrał jego trener – Frank de Boer, który stwierdził, że jego mentalność zwycięzcy jest tak silna, że czasami robi dziwne rzeczy. Zdążył także pobić się z Albertem Luque, kolegą z zespołu.
Suarez vs. cała Anglia
Miał też – ze swojej winy – przypiętą łatkę symulanta. W Anglii sędziowie jednak nie nabierali się na jego zagrania. Długo się aklimatyzował, jednak w końcu się udało. Zaczął powoli podbijać Wyspy. Wtedy nagle – jak to w jego przypadku bywa – odezwała się zła natura. Incydent z Patrice’em Evrą, kiedy Suarez miał obrazić Francuza na tle rasistowskim. Został zawieszony na 8 spotkań.
Później przyszły prowokacje. W meczu z Fulham pokazywał środkowy palec kibicom stołecznego klubu. Gdy Liverpool grał z Evertonem – przed spotkaniem trener rywali David Moyes publicznie domagał się ukarania Suareza za „nurkowanie”. W odwecie piłkarz – kiedy strzelił gola – wykonał „cieszynkę” tuż przed jego nosem. Było to dosyć komiczne – Urugwajczyk udał, że wskakuje do wody…
Drugi występek Urugwajczyka. Tym razem ofiarą został Ivanovic
Jednak najgłośniej było o nim po meczu z Chelsea, kiedy po raz drugi w karierze ugryzł przeciwnika. Tym razem padło na Branislava Ivanovica. Sędzia zdarzenia nie widział. Suarez w końcówce meczu zdążył nawet zdobyć bramkę na 2:2. Ostatecznie Federacja Angielska była bezlitosna – zawiesiła go na 10 spotkań. Piłkarska Anglia go znienawidziła.
W reprezentacji również nie był czysty...
Nie przeszkodziło mu to w zdobyciu korony króla strzelców w minionym sezonie. Mimo tego, że pauzował przez 6 meczów – pierwsze 4 zostały rozegrane jeszcze sezon wcześniej – i tak zdystansował rywali. Był klasa samą w sobie. I praktycznie przestał symulować. Znowu zniknęło jego złe oblicze. Wytrzymał, niestety, nie za długo.
W reprezentacji także potrafił działać szybciej, niż myśleć. W swoim debiucie przeciwko Kolumbii obejrzał dwie żółte kartki. W meczu eliminacyjnym do mistrzostw świata w Brazylii, Urugwaj grał z Chile. Zawodnik rywali Gonzalo Jara tak mocno prowokował Suareza, że ten po prostu go uderzył! Oczywiście wina rywala, no ale żeby zachowywać się w ten sposób?
No i teraz najświeższy przypadek. Trzecią ofiarą „urugwajskiego Draculi” został Giorgio Chiellini. Zachowanie Suareza skrajnie głupie i nieodpowiedzialne. Pomijając w ogóle sam pomysł, jego drużyna miała przewagę zawodnika, Włosi cofali się coraz bardziej. On ryzykował osłabienie, po którym Urugwajczycy mogli się już nie podnieść.
Psycholog przewidział ugryzienie
Mundial prawdopodobnie się dla niego skończy. W swoim kraju i tak będzie bohaterem, bo jest nim zawsze. Tak jak po meczu MŚ z Ghaną w 2010 roku, kiedy w dogrywce wybił piłkę ręką z linii bramkowej i dzięki temu jego reprezentacja awansowała do kolejnej rundy.
Europa, a szczególnie Anglia, nie da mu spokoju. Żal brytyjskiej prasy może być też potęgowany dwoma golami napastnika w meczu z kadrą Roya Hodgsona. FIFA już zapowiedziała, że zajmie się jego przypadkiem. Wielka szkoda, że tak wielki piłkarz kończy tak słabo.
Całe zdarzenie przewidział dr Thomas Fawcett, specjalizujący się w dziedzinie psychologii sportu. W kwietniu 2013 roku, tuż po incydencie z Ivanovicem przepowiedział, że napastnik Liverpoolu zaatakuje w ciągu pięciu lat. - Żadna terapia tutaj nie zadziała. To siedzi głęboko w nim, być może wiąże się to z wpływem jakichś atawizmów z dzieciństwa - mówił. Najwyraźniej pewnych rzeczy się nie przeskoczy...
Życie na ulicy
Przydomek mówi wszystko. „El Pistolero”, czyli bandyta. Od najmłodszego dawał sygnały piłkarskiego geniuszu, ale także wielkiej porywczości i wybuchowości. W wieku siedmiu lat przeniósł się do stolicy Urugwaju - Montevideo. To był jeden z ważniejszych kroków w jego drodze na szczyt. Jednak nie od razu stał się świetnym piłkarzem. Jego charakter był zagadką już na początku kariery.
Trzeba też powiedzieć, że nie pomagała mu sytuacja rodzinna. Jako niespełna 12-letni chłopak obserwował, jak rozpada się jego rodzina. Ojciec zostawił matkę z siedmiorgiem dzieci. Suarez był na tyle zrozpaczony, że porzucił treningi piłkarskie.
Długo nie mógł dojść do siebie. Wilson Pirez – scout, który odkrył Suareza – dowiedział się o jego problemach i postanowił pomóc swojemu podopiecznemu. Był na tyle zdeterminowany, że opłacał jego treningi, kupował rzeczy potrzebne do nauki. To jednak nie zmieniło piłkarza. Ćwiczył słabo, do szkoły nie chodził. Wybrał inne życie – większość czasu spędzał na ulicy, gdzie wydawał pieniądze na alkohol i papierosy.
Pierwsze wykroczenia i pogoń za miłością
Gdy już wystąpił w jakimś spotkaniu, to zapisywał się inaczej, niż powinien. Podczas jednego z meczów nie spodobała mu się praca sędziego. Tak się tym zdenerwował, że… go uderzył! Cios „z byka” i arbiter padł jak rażony piorunem. – Miał złamany nos i krwawił jak krowa – powiedział trener Nacionalu, zespołu Suareza.
Tak, Luis - teraz możesz tylko łapać się za głowę...
Jego kariera mogła się zakończyć wcześniej, niż się zaczęła. Wtedy nagle coś się zmieniło. Suarez stał się wzorem. Wstawał rano, szedł do szkoły, później szybko wracał do domu i ruszał na trening. Ludzie nie wierzyli. - Czy to jest ta sama osoba? - pytali. Później prawda wyszła na jaw. Piłkarz się zakochał.
Konkretnie w 13-letniej Sofii Balbi. Na tyle zawróciła mu w głowie, że zmienił się nie do poznania. Za kilka lat jej obecność także mu się przydała. Po utalentowanego napastnika zgłosiło się Groningen. Suarez chciał być bliżej dziewczyny, która przebywała w Europie. A więc ruszył.
Dracula z Amsterdamu
W swoim pierwszym klubie miewał problemy. Nie tak duże, ale były. Po jednym z meczów, kiedy trener Ron Jans zdjął Suareza z boiska, to piłkarz nie podał mu ręki. Atmosfera była napięta. Jans posunął się na tyle daleko, że… uderzył zawodnika parasolką!
Po świetnych występach zainteresował się nim Ajax. Piłkarz oczywiście z oferty skorzystał. Wtedy Europa w końcu usłyszała o jego występkach pozaboiskowych. W meczu z PSV Eindhoven.. ugryzł Otmana Bakkala! Otrzymał 7 meczów zawieszenia. Ponadto, oberwało mu się od holenderskich mediów.
Suarez gryzie Bakkala
Natychmiast przylgnęły do niego pseudonimy „Bandyta” i „Dracula z Amsterdamu”. Od tego czasu znacznie bardziej zamknął się na media. W końcu głos zabrał jego trener – Frank de Boer, który stwierdził, że jego mentalność zwycięzcy jest tak silna, że czasami robi dziwne rzeczy. Zdążył także pobić się z Albertem Luque, kolegą z zespołu.
Suarez vs. cała Anglia
Miał też – ze swojej winy – przypiętą łatkę symulanta. W Anglii sędziowie jednak nie nabierali się na jego zagrania. Długo się aklimatyzował, jednak w końcu się udało. Zaczął powoli podbijać Wyspy. Wtedy nagle – jak to w jego przypadku bywa – odezwała się zła natura. Incydent z Patrice’em Evrą, kiedy Suarez miał obrazić Francuza na tle rasistowskim. Został zawieszony na 8 spotkań.
Później przyszły prowokacje. W meczu z Fulham pokazywał środkowy palec kibicom stołecznego klubu. Gdy Liverpool grał z Evertonem – przed spotkaniem trener rywali David Moyes publicznie domagał się ukarania Suareza za „nurkowanie”. W odwecie piłkarz – kiedy strzelił gola – wykonał „cieszynkę” tuż przed jego nosem. Było to dosyć komiczne – Urugwajczyk udał, że wskakuje do wody…
Drugi występek Urugwajczyka. Tym razem ofiarą został Ivanovic
Jednak najgłośniej było o nim po meczu z Chelsea, kiedy po raz drugi w karierze ugryzł przeciwnika. Tym razem padło na Branislava Ivanovica. Sędzia zdarzenia nie widział. Suarez w końcówce meczu zdążył nawet zdobyć bramkę na 2:2. Ostatecznie Federacja Angielska była bezlitosna – zawiesiła go na 10 spotkań. Piłkarska Anglia go znienawidziła.
W reprezentacji również nie był czysty...
Nie przeszkodziło mu to w zdobyciu korony króla strzelców w minionym sezonie. Mimo tego, że pauzował przez 6 meczów – pierwsze 4 zostały rozegrane jeszcze sezon wcześniej – i tak zdystansował rywali. Był klasa samą w sobie. I praktycznie przestał symulować. Znowu zniknęło jego złe oblicze. Wytrzymał, niestety, nie za długo.
W reprezentacji także potrafił działać szybciej, niż myśleć. W swoim debiucie przeciwko Kolumbii obejrzał dwie żółte kartki. W meczu eliminacyjnym do mistrzostw świata w Brazylii, Urugwaj grał z Chile. Zawodnik rywali Gonzalo Jara tak mocno prowokował Suareza, że ten po prostu go uderzył! Oczywiście wina rywala, no ale żeby zachowywać się w ten sposób?
No i teraz najświeższy przypadek. Trzecią ofiarą „urugwajskiego Draculi” został Giorgio Chiellini. Zachowanie Suareza skrajnie głupie i nieodpowiedzialne. Pomijając w ogóle sam pomysł, jego drużyna miała przewagę zawodnika, Włosi cofali się coraz bardziej. On ryzykował osłabienie, po którym Urugwajczycy mogli się już nie podnieść.
Psycholog przewidział ugryzienie
Mundial prawdopodobnie się dla niego skończy. W swoim kraju i tak będzie bohaterem, bo jest nim zawsze. Tak jak po meczu MŚ z Ghaną w 2010 roku, kiedy w dogrywce wybił piłkę ręką z linii bramkowej i dzięki temu jego reprezentacja awansowała do kolejnej rundy.
Europa, a szczególnie Anglia, nie da mu spokoju. Żal brytyjskiej prasy może być też potęgowany dwoma golami napastnika w meczu z kadrą Roya Hodgsona. FIFA już zapowiedziała, że zajmie się jego przypadkiem. Wielka szkoda, że tak wielki piłkarz kończy tak słabo.
Całe zdarzenie przewidział dr Thomas Fawcett, specjalizujący się w dziedzinie psychologii sportu. W kwietniu 2013 roku, tuż po incydencie z Ivanovicem przepowiedział, że napastnik Liverpoolu zaatakuje w ciągu pięciu lat. - Żadna terapia tutaj nie zadziała. To siedzi głęboko w nim, być może wiąże się to z wpływem jakichś atawizmów z dzieciństwa - mówił. Najwyraźniej pewnych rzeczy się nie przeskoczy...
Komentarze