NBA Draft 2014: kto wygrał, kto przegrał?

Od dekady jeden z najciekawszych, najlepiej obsadzonych talentami NBA Draft czyli wybór koszykarskich talentów do najlepszej ligi świata, mamy już za sobą.
Dla niektórych drużyn, draft był tylko przygotowaniem zespołu do próby ściągnięcia takich gwiazd jak LeBron James (Miami Heat), Carmelo Anthony (NY Knicks) czy Kevin Love (Minnesota Tiomberwolves), dla innych pierwszą próbą tworzenia zespołu przyszłości. Wspólnie z Chrisem Mannixem ze “Sports Illustrated” oceniamy kto wygrał i kto przegrał, wystawiając szefom klubów oceny – od “A” (znakomita) do “D” (kompromitacja).
Najlepiej poradzili sobie w drafcie:
Los Angeles Lakers - ocena: A
Julius Randle (numer 7 draftu) znakomicie wypełni rolę silnego skrzydłowego, a jego wybór oznacza pożegnanie się w LA z Pauem Gasolem - i jest akceptowany przez Kobe Bryanta. Koszykarz Kentucky jest już dziś gotowy do gry w NBA, i nie byłoby dla nikogo zaskoczeniem, gdyby występował w pierwszej piątce. Randle nie jest najlepszy w defensywie, ale kibice Lakers wybaczą mu to, oglądając jego akcje w ataku
Philadelphia 76ers: A
Mannix daje Filadelfii najwyższą z możliwych ocen, choć nie byłoby trudno znaleźć specjalistów NBA, którzy 76ers daliby ocenę… najgorszą. Filadelfia poszła na całość, biorąc do drużyny gracza, który w tym sezonie przez kontuzje może nie zagrać ani minuty (Joel Embiid, numer 3 - ale który ma talent na grę w Meczu Gwiazd. Na drugim miejscu wybór 76ers padł na znakomitego 20-latka Dario Sarica (numer 12), którego kibice też nie zobaczą wcześniej niż za rok albo dwa, bo ma kontrakt w Turcji. Szefowie w Filadelfii, mówią do i tak zawiedzionych grą zespołu kibiców “poczekajcie rok lub dwa na dobrą drużynę”. Zobaczymy czy poczekają.
Utah Jazz: A
Dante Exum (numer 5) oraz Rodney Hood (numer 23). Nikt z działaczy Jazz nie przypuszczał, że potrafiący równie dobrze podawać, jak rzucać Exum będzie “do wzięcia” z numerem 5, sa więc szczęśliwi, że będa mieli do dyspozycji w klubie trójkę Exum, Trey Burke i Gordon Heyward. Hood był jednym z najlepiej rzucających z dystansu graczy w lidze uniwersyteckiej.
Milwaukee Bucks: A
Bucks chcieli koszykarza, który może być przez następne lata twarzą zespołu – życzenie się spełniło. Do tego Jabari Parker (numer 2 draftu) pochodzi z niedalekiego Chicago (godzina jazdy) i zawsze chciał grać w Bucks. Byli nawet tacy, którzy podejrzewali, że specjalnie podczas testów nie pokazywał wszystkiego co potrafi innym klubom, by tylko trafić do Milwaukee. Bardzo wszechstronny gracz, który od początku sezonu będzie centralną postacią drużyny.
Chicago Bull: B+
W Chicago trener Tom Thibodeau doszedł do wniosku, że lepsza jest jakość niż ilość, zamieniając z Denver Nuggets dwa miejsca w drafcie na jednego Douga McDermotta (numer 11). McDermott potrafi zdobywać punkty w każdy możliwy sposób, czego Bulls brakuje od przynajmniej dwóch sezonów. Do tego jest tańszy od Mike’a Dunleavy, czyli są pieniądze na podpisanie (gdyby zechciał opuścić Nowy Jork, w co wątpię) Carmelo Anthony. Trójka Anthony, Derrick Rose, Joakim Noah to byłby początek wielkiej drużyny.
Cleveland Cavaliers: B+
Andrew Wiggins (numer 1 draftu) to koszykarz, którego od początku sezonu będzie można pokazywać w TV w ekwilibrystycznych akcjach i Cavs będą się mogli nim chawlić. Zwłaszcza, że w tej samej drużynie, gra jeden z najlepszych rzucających rozgrywających młodego pokolenia Kyrie Irving, a kibice Cavs ciągle liczą, że do tej dwójki być może dołączy najsławniejszy syn marnotrawny stanu Ohio – LeBron James.
Draft 2014: największe pomyłki?
Sacramento Kings: D
Nick Stauskas (numer 8) gra na tej samej pozycji, co wybrany rok temu przez Kings Ben McLemore. Stauskas potrafi rzucać, przyzwoicie rozgrywa, ale reszta jego umiejętności jest poniżej poziomu NBA. Do tego Kings sprawiali podczas NBA Draft 2014 wrażenie, że nie bardzo wiedzą, co z tym wyborem mają zrobić.
Los Angeles Clippers: C-
CJ Wilcox (numer 28) potrafi rzucać za trzy (prawie 39-procentowa skuteczność), tylko, że Clippeers już mają trzech zawodników, którzy potrafią… dokładnie to samo (JJ Reddick, Jamal Crawford, Willie Green).
Toronto Raptors: C-
“Przez cały rok przyglądałem się koszykarzom tegorocznego draftu, ale nie za bardzo wiem, kim jest wybrany z numerem 20 Brazylijczyk Bruno Caboclo. Nigdy nie brałem go pod uwagę w pierwszej rundzie draftu” – pisze Mannix. 18-letni koszykarz jest postacią zupełnie nikomu – jak widać poza managerom Raptors – nieznaną. Trener Toronto porównuje go do Rasharda Lewisa, ale są tylko dwie możliwości – albo to genialne pociągnięcie Raptors, albo kompletna kompromitacja.
Najlepiej poradzili sobie w drafcie:
Los Angeles Lakers - ocena: A
Julius Randle (numer 7 draftu) znakomicie wypełni rolę silnego skrzydłowego, a jego wybór oznacza pożegnanie się w LA z Pauem Gasolem - i jest akceptowany przez Kobe Bryanta. Koszykarz Kentucky jest już dziś gotowy do gry w NBA, i nie byłoby dla nikogo zaskoczeniem, gdyby występował w pierwszej piątce. Randle nie jest najlepszy w defensywie, ale kibice Lakers wybaczą mu to, oglądając jego akcje w ataku
Philadelphia 76ers: A
Mannix daje Filadelfii najwyższą z możliwych ocen, choć nie byłoby trudno znaleźć specjalistów NBA, którzy 76ers daliby ocenę… najgorszą. Filadelfia poszła na całość, biorąc do drużyny gracza, który w tym sezonie przez kontuzje może nie zagrać ani minuty (Joel Embiid, numer 3 - ale który ma talent na grę w Meczu Gwiazd. Na drugim miejscu wybór 76ers padł na znakomitego 20-latka Dario Sarica (numer 12), którego kibice też nie zobaczą wcześniej niż za rok albo dwa, bo ma kontrakt w Turcji. Szefowie w Filadelfii, mówią do i tak zawiedzionych grą zespołu kibiców “poczekajcie rok lub dwa na dobrą drużynę”. Zobaczymy czy poczekają.
Utah Jazz: A
Dante Exum (numer 5) oraz Rodney Hood (numer 23). Nikt z działaczy Jazz nie przypuszczał, że potrafiący równie dobrze podawać, jak rzucać Exum będzie “do wzięcia” z numerem 5, sa więc szczęśliwi, że będa mieli do dyspozycji w klubie trójkę Exum, Trey Burke i Gordon Heyward. Hood był jednym z najlepiej rzucających z dystansu graczy w lidze uniwersyteckiej.
Milwaukee Bucks: A
Bucks chcieli koszykarza, który może być przez następne lata twarzą zespołu – życzenie się spełniło. Do tego Jabari Parker (numer 2 draftu) pochodzi z niedalekiego Chicago (godzina jazdy) i zawsze chciał grać w Bucks. Byli nawet tacy, którzy podejrzewali, że specjalnie podczas testów nie pokazywał wszystkiego co potrafi innym klubom, by tylko trafić do Milwaukee. Bardzo wszechstronny gracz, który od początku sezonu będzie centralną postacią drużyny.
Chicago Bull: B+
W Chicago trener Tom Thibodeau doszedł do wniosku, że lepsza jest jakość niż ilość, zamieniając z Denver Nuggets dwa miejsca w drafcie na jednego Douga McDermotta (numer 11). McDermott potrafi zdobywać punkty w każdy możliwy sposób, czego Bulls brakuje od przynajmniej dwóch sezonów. Do tego jest tańszy od Mike’a Dunleavy, czyli są pieniądze na podpisanie (gdyby zechciał opuścić Nowy Jork, w co wątpię) Carmelo Anthony. Trójka Anthony, Derrick Rose, Joakim Noah to byłby początek wielkiej drużyny.
Cleveland Cavaliers: B+
Andrew Wiggins (numer 1 draftu) to koszykarz, którego od początku sezonu będzie można pokazywać w TV w ekwilibrystycznych akcjach i Cavs będą się mogli nim chawlić. Zwłaszcza, że w tej samej drużynie, gra jeden z najlepszych rzucających rozgrywających młodego pokolenia Kyrie Irving, a kibice Cavs ciągle liczą, że do tej dwójki być może dołączy najsławniejszy syn marnotrawny stanu Ohio – LeBron James.
Draft 2014: największe pomyłki?
Sacramento Kings: D
Nick Stauskas (numer 8) gra na tej samej pozycji, co wybrany rok temu przez Kings Ben McLemore. Stauskas potrafi rzucać, przyzwoicie rozgrywa, ale reszta jego umiejętności jest poniżej poziomu NBA. Do tego Kings sprawiali podczas NBA Draft 2014 wrażenie, że nie bardzo wiedzą, co z tym wyborem mają zrobić.
Los Angeles Clippers: C-
CJ Wilcox (numer 28) potrafi rzucać za trzy (prawie 39-procentowa skuteczność), tylko, że Clippeers już mają trzech zawodników, którzy potrafią… dokładnie to samo (JJ Reddick, Jamal Crawford, Willie Green).
Toronto Raptors: C-
“Przez cały rok przyglądałem się koszykarzom tegorocznego draftu, ale nie za bardzo wiem, kim jest wybrany z numerem 20 Brazylijczyk Bruno Caboclo. Nigdy nie brałem go pod uwagę w pierwszej rundzie draftu” – pisze Mannix. 18-letni koszykarz jest postacią zupełnie nikomu – jak widać poza managerom Raptors – nieznaną. Trener Toronto porównuje go do Rasharda Lewisa, ale są tylko dwie możliwości – albo to genialne pociągnięcie Raptors, albo kompletna kompromitacja.
Komentarze