Francuski horror polskiej strzały. Historyczny triumf Majki w Tour de France!

Ależ to był wyścig! Rafał Majka w kapitalnym stylu wygrał 14. etap Tour de France. Tym samym powtórzył wynik Zenona Jaskuły z 1993 roku, który zwyciężał w Saint-Lary-Soulan, wyprzedzając w końcówce Szwajcara Tony'ego Romingera i Miguela Induraina. Tym razem Majkę do końca gonił Vincenzo Nibali. Wydawało się, że kwestią czasu jest, kiedy Włoch go dogoni. Polak był jednak najlepszy.
Sobotni etap Tour de France był bardzo trudny. Kolarze zdawali sobie z tego sprawę, więc jechali wolno, bez pośpiechu. Średnia prędkość wynosiła 35 km/h. Przez ponad 100 kilometrów na trasie nie działo się za wiele. Dopiero wtedy nastąpiła pierwsza ucieczka. Piętnastu zawodników oderwało się od peletonu. Wśród nich był Rafał Majka.
Podjazd pod Col d’Izoard – jednej z wyższych przełęczy na świecie – nie jest rzeczą prostą. To był dobry moment właśnie na ucieczkę. Dzięki temu piętnastu kolarzy zostawiło w tyle m.in. Peter Sagana, który wraz z Albertem Timmerem musiał gonić liderów.
Po jakimś czasie z piętnastki zrobiła się dziesiątka. Podczas wspinaczki kolarze przejechali też premię górską, na której Majka zajął drugie miejsce, tuż z Joaquimem „Purito” Rodriguezem. Ucieczka jednak powoli traciła przewagę. Na 30 kilometrów przed metą strata peletonu wynosiła ponad dwie minuty.
Po kolejnych 15 kilometrach była to już tylko minuta. Rozpadała się także czołówka. Ci, którzy mieli chwilę słabości, zostali wciągnięci do peletonu. W końcu ruszył Alessandro de Marchi. Za nim Jose Serpa. Jednak ten drugi wytrzymał tylko chwilę. Pojawiła się nowa siła.
To był Majka! Polak ruszył kapitalnie. Oderwał się od swojej grupy i rozpoczął pościg za de Marchim. Po chwili złapał i Włocha, a za kolejnych kilka chwil uciekł i jemu! To było szaleńcze tempo. Przewaga zwiększała się z każdą chwilą. Wolno uciekały kilometry, ale dystans między nim a resztą był coraz większy.
Czy coś się mogło zdarzyć? Tak, jeśli twoim rywalem jest Vincenzo Nibali. Włoch musiał w końcu zaatakować. Najpierw z łatwością wyprzedził Rodrigueza i de Marchiego, a następnie rozpoczął pogoń za Polakiem. Było 2,7 kilometra do końca i 53 sekund przewagi Majki.
Nibali podczas kolejnych 400 metrów nadrobił 7 sekund. Z czasem do Włocha dołączył Francuz Peraud. Jednak jeśli przewaga Polaka miała topnieć w takim tempie, to wszystko zakończyłoby się dobrze. Mimo to Nibali nie odpuszczał. Odrabiał straty w szaleńczym tempie. To jednak nie wystarczyło. Majka był najlepszy. Wygrał z przewagą 24 sekund! Tym samym powtórzył wyczyn z 1993 roku, kiedy Zenon Jaskuła wygrał Saint-Lary-Soulan.
Podjazd pod Col d’Izoard – jednej z wyższych przełęczy na świecie – nie jest rzeczą prostą. To był dobry moment właśnie na ucieczkę. Dzięki temu piętnastu kolarzy zostawiło w tyle m.in. Peter Sagana, który wraz z Albertem Timmerem musiał gonić liderów.
Po jakimś czasie z piętnastki zrobiła się dziesiątka. Podczas wspinaczki kolarze przejechali też premię górską, na której Majka zajął drugie miejsce, tuż z Joaquimem „Purito” Rodriguezem. Ucieczka jednak powoli traciła przewagę. Na 30 kilometrów przed metą strata peletonu wynosiła ponad dwie minuty.
Po kolejnych 15 kilometrach była to już tylko minuta. Rozpadała się także czołówka. Ci, którzy mieli chwilę słabości, zostali wciągnięci do peletonu. W końcu ruszył Alessandro de Marchi. Za nim Jose Serpa. Jednak ten drugi wytrzymał tylko chwilę. Pojawiła się nowa siła.
To był Majka! Polak ruszył kapitalnie. Oderwał się od swojej grupy i rozpoczął pościg za de Marchim. Po chwili złapał i Włocha, a za kolejnych kilka chwil uciekł i jemu! To było szaleńcze tempo. Przewaga zwiększała się z każdą chwilą. Wolno uciekały kilometry, ale dystans między nim a resztą był coraz większy.
Czy coś się mogło zdarzyć? Tak, jeśli twoim rywalem jest Vincenzo Nibali. Włoch musiał w końcu zaatakować. Najpierw z łatwością wyprzedził Rodrigueza i de Marchiego, a następnie rozpoczął pogoń za Polakiem. Było 2,7 kilometra do końca i 53 sekund przewagi Majki.
Nibali podczas kolejnych 400 metrów nadrobił 7 sekund. Z czasem do Włocha dołączył Francuz Peraud. Jednak jeśli przewaga Polaka miała topnieć w takim tempie, to wszystko zakończyłoby się dobrze. Mimo to Nibali nie odpuszczał. Odrabiał straty w szaleńczym tempie. To jednak nie wystarczyło. Majka był najlepszy. Wygrał z przewagą 24 sekund! Tym samym powtórzył wyczyn z 1993 roku, kiedy Zenon Jaskuła wygrał Saint-Lary-Soulan.
Komentarze