Ekstraklasa ma nowego Piechnę. Okińczyc w Podbeskidziu

W sezonie 2012/13 zdobył 27 bramek, rok później – 19. Dwa tytuły króla strzelców, rok po roku. Kolejno: III i II ligi. Wcześniej długo szukał sobie miejsca, chciał nawet kończyć z piłką. Dziś, w wieku 28 lat, trafił do ekstraklasy. Wojciech Okińczyc to kolejny dowód na to, że marzenia się spełniają.
Zawodnik pokroju Grzegorza Piechny (król strzelców okręgówki, IV ligi, III ligi, II ligi i w końcu ekstraklasy), Sylwestra Patejuka (piłkarz znikąd ucisza Łazienkowską) czy Dieme Yahiyi (w pół roku z B-klasy na szczyt). Wszystkich ich łączyły wielkie marzenia i z pozoru beznadziejna sytuacja. Oni sami łączyli piłkę z pracą zawodową: Piechna był zaopatrzeniowcem, Patejuk – elektrykiem, Yahiya – parkingowym. Wkrótce każdy podpisał wysoki kontrakt.
Piłka czy praca? Jednak piłka
Dziś dołącza do nich Okińczyc. Człowiek, który też nie miał w życiu lekko. Piłka czy praca – zastanawiał się jeszcze dwa lata temu. Powoli dochodziło do niego, że ma już 26 lat, a jego talent wcale nie musi przełożyć się na grę w ekstraklasie. – W pewnym momencie straciłem całą nadzieję – mówi. Przez jakiś czas nie grał w piłkę. Próbował sił w innych dziedzinach. Jednak myśl o trwałym rozstaniu z futbolem przyprawiała go o depresję. Gdy już wrócił, w samej rundzie wiosennej zdobył 11 bramek! W końcu postawił wszystko na jedną kartę.
Dwa świetne sezony wystarczyły. Złapał Pana Boga za nogi. Jak sam podkreśla, gdy wchodził do szatni Podbeskidzia czuł lekki niepokój. To w końcu olbrzymi przeskok i życiowa szansa. Ostatnia szansa. Ale... on już przecież kiedyś grał w ekstraklasie.
Byłem za młody, nieprzygotowany
Tak, młody Wojciech Okińczyc – w odróżnieniu od Piechny, Patejuka czy Yahiyi – dostawał wiele szans. Grał w Górniku (pięć meczów), był w Cracovii, a nawet w Legii. Zewsząd go odsyłano. - Złe przygotowanie mentalne. Byłem na to po prostu za młody. Teraz już dojrzałem zarówno psychicznie, jak i fizycznie – tłumaczy. Wkrótce trafił do II-ligowego Zawiszy i z miejsca został jego najskuteczniejszym strzelcem – w 32. meczach (najwięcej z całego zespołu) zdobył 12 bramek. Jednak po awansie nie zagrał już ani minuty...
- Wojtek nie dostał od nas szansy, ale od początku nie pasował do koncepcji trenera Kubota. Chyba nie ma o to wielkich pretensji. Zresztą rozstaliśmy się w bardzo dobrych stosunkach – mówił właściciel klubu, Radosław Osuch. - Ciężko przesądzać o tym, czy nie pasowałem do koncepcji, jeśli nie zagrałem nawet jednego meczu. Prezes mówi wiele rzeczy, dlatego nie przywiązuje do tych słów większej wagi – odpowiada Okińczyc.
Na treningi jeździ z Patejukiem
Cóż, futbol jest okrutny. Ale w Podbeskidziu wcale nie będzie łatwiej. Sześciu chętnych, a miejsce tylko jedno. Zresztą z góry przypisane Robertowi Demjanowi. Okińczyc twierdzi, że obecność Słowaka tylko go dodatkowo nakręca. Że będzie mógł się wiele nauczyć. Jeśli jednak odłoży na chwilę kurtuazję, dostrzeże swoją szansę.
Demjan w Belgii zawiódł na całej linii. Dwie bramki w 27 meczach to dramat dla napastnika. Miał w Bielsku swoje pięć minut, ale chyba najlepsze lata już za nim. Dostanie jeszcze kilka szans, ale potem Ojrzyński zacznie zmieniać.
Ale nawet jeśli „Oki” wskoczy do składu, zacznie strzelać, w dodatku zrobi furorę, nadal będzie musiał twardo stąpać po ziemi. Sny piłkarskich nuworyszy zwykle kończą się szybko. Piechna na początku kariery rozwoził kiełbasę, dziś rozwozi węgiel. „American Dream” Yahiyi skończył się wraz z Polonią... To tak, jak z lottomilionerami – w jednej chwili wygrywasz fortunę, za moment już jej nie masz. Tylko Patejuk jeszcze się jakoś trzyma. W dodatku razem z Okińczycem jeździ na treningi. Może to dobry omen?
Piłka czy praca? Jednak piłka
Dziś dołącza do nich Okińczyc. Człowiek, który też nie miał w życiu lekko. Piłka czy praca – zastanawiał się jeszcze dwa lata temu. Powoli dochodziło do niego, że ma już 26 lat, a jego talent wcale nie musi przełożyć się na grę w ekstraklasie. – W pewnym momencie straciłem całą nadzieję – mówi. Przez jakiś czas nie grał w piłkę. Próbował sił w innych dziedzinach. Jednak myśl o trwałym rozstaniu z futbolem przyprawiała go o depresję. Gdy już wrócił, w samej rundzie wiosennej zdobył 11 bramek! W końcu postawił wszystko na jedną kartę.
Dwa świetne sezony wystarczyły. Złapał Pana Boga za nogi. Jak sam podkreśla, gdy wchodził do szatni Podbeskidzia czuł lekki niepokój. To w końcu olbrzymi przeskok i życiowa szansa. Ostatnia szansa. Ale... on już przecież kiedyś grał w ekstraklasie.
Byłem za młody, nieprzygotowany
Tak, młody Wojciech Okińczyc – w odróżnieniu od Piechny, Patejuka czy Yahiyi – dostawał wiele szans. Grał w Górniku (pięć meczów), był w Cracovii, a nawet w Legii. Zewsząd go odsyłano. - Złe przygotowanie mentalne. Byłem na to po prostu za młody. Teraz już dojrzałem zarówno psychicznie, jak i fizycznie – tłumaczy. Wkrótce trafił do II-ligowego Zawiszy i z miejsca został jego najskuteczniejszym strzelcem – w 32. meczach (najwięcej z całego zespołu) zdobył 12 bramek. Jednak po awansie nie zagrał już ani minuty...
- Wojtek nie dostał od nas szansy, ale od początku nie pasował do koncepcji trenera Kubota. Chyba nie ma o to wielkich pretensji. Zresztą rozstaliśmy się w bardzo dobrych stosunkach – mówił właściciel klubu, Radosław Osuch. - Ciężko przesądzać o tym, czy nie pasowałem do koncepcji, jeśli nie zagrałem nawet jednego meczu. Prezes mówi wiele rzeczy, dlatego nie przywiązuje do tych słów większej wagi – odpowiada Okińczyc.
Na treningi jeździ z Patejukiem
Cóż, futbol jest okrutny. Ale w Podbeskidziu wcale nie będzie łatwiej. Sześciu chętnych, a miejsce tylko jedno. Zresztą z góry przypisane Robertowi Demjanowi. Okińczyc twierdzi, że obecność Słowaka tylko go dodatkowo nakręca. Że będzie mógł się wiele nauczyć. Jeśli jednak odłoży na chwilę kurtuazję, dostrzeże swoją szansę.
Demjan w Belgii zawiódł na całej linii. Dwie bramki w 27 meczach to dramat dla napastnika. Miał w Bielsku swoje pięć minut, ale chyba najlepsze lata już za nim. Dostanie jeszcze kilka szans, ale potem Ojrzyński zacznie zmieniać.
Ale nawet jeśli „Oki” wskoczy do składu, zacznie strzelać, w dodatku zrobi furorę, nadal będzie musiał twardo stąpać po ziemi. Sny piłkarskich nuworyszy zwykle kończą się szybko. Piechna na początku kariery rozwoził kiełbasę, dziś rozwozi węgiel. „American Dream” Yahiyi skończył się wraz z Polonią... To tak, jak z lottomilionerami – w jednej chwili wygrywasz fortunę, za moment już jej nie masz. Tylko Patejuk jeszcze się jakoś trzyma. W dodatku razem z Okińczycem jeździ na treningi. Może to dobry omen?
Komentarze