Bożydar Iwanow: Ruch Chorzów bez gola. I bez nazwisk na koszulkach

Ruch Chorzów przeżywa swoiste deja vu. "Niebiescy" w ostatnich kliku sezonach po sukcesie jakim było zajęcia miejsca w czołówce ligi, a dzięki temu możliwość powalczenia o europejskie puchary, męczą się. I po krótkim okresie z zespołu-rewelacji zmieniają się w drużynę zamieszaną w rywalizację o przetrwanie.
Eliminacje do Ligi Europy długo odbijają się czkawką. Tak było dwukrotnie jeszcze za kadencji Waldemara Fornalika (jeden z sezonów kończył po wezwaniu "Waldka Kinga" do reprezentacji Jacek Zieliński), tak jest i teraz pod wodzą Jana Kociana. Oczywiście, latem ciężko jest jeszcze prognozować, ale kto wie, czy historia się nie powtarza.
W T-Mobile Ekstraklasie drużyna z Górnego Śląsk po dwóch kolejkach jest bez punktu, z jednym zdobytym golem i straconymi czterema. W kwalifikacjach do Ligi Europy z trudem przeszła FC Vaduz z Liechtensteinu, a w pierwszym spotkaniu z Duńczykami z Esbjerg uzyskano remis 0:0. Niby najlepszy z możliwych u siebie, ale przez wizytą w Skandynawii trudno stawiać śląski zespół w roli faworyta.
W ubiegłym sezonie podziwiałem Ruch za to, że mimo problemów ekonomicznych słowackiemu trenerowi udało się stworzyć zespół, który zajął ostatnie miejsce na podium, bez korzystania z często wątpliwej klasy zagranicznego futbolowego „towaru”. W czwartek na boisko w Gliwicach też wybiegli sami Polacy. Ba! Nawet na ławce nie było żadnego dziwnie brzmiącego nazwiska. Tylko, że ktoś nie znający chorzowskiej drużyny i tak by się tego nie dowiedział. Na koszulkach "Niebieskich" nie było nazwisk! Niedopatrzenie? Oszczędność? To jednak europejskie puchary. Nie mogę zrozumieć jak można było wystąpić w pozbawionych nazwisk trykotach. Na szczęście dla polskiego klubu mało kto to zobaczył, żadna ze stacji telewizyjnych nie przeprowadziła przecież na żywo relacji z tego spotkania. Choć będąc złośliwym można by stwierdzić, że przy braku normalnej trawy przy Cichej brak nazwisk na koszulkach to "mały pikuś". Po prostu drobiazg.
Na trybunach gliwickiego stadionu można było spotkać wiele futbolowych sław. Byli dwaj ostatni selekcjonerzy reprezentacji: Waldemar Fornalik w towarzystwie … teścia i Radosława Gilewicza, Franciszek Smuda ze swoimi wiślackimi asystentami, bohater dwóch pierwszych spotkań Górnika Zabrze Błażej Augustyn czy asystenci Adama Nawałki Bogdan Zając i Jarosław Tkocz. Wszyscy zobaczyli raczej przeciętne spotkanie, w którym nikt specjalnie nie chciał podjąć nadmiernego ryzyka. Z kandydatów do kadry obejrzeliśmy Daniela Dziwniela i Filipa Starzyńskiego.
„Figo”, po swoich ostatnich kiepskich występach był chwalony przez sztab, ale ja jego występ widzę w mniej różowych barwach. Jak na tę pozycję, tak zwanej "10", brakuje mu dynamiki, przyspieszenia, zmiany tempa i większego wsparcia napastnika. Jeśli ten cofa się by zgrać piłkę głową ofensywny pomocnik powinien wbiegać w jego miejsce. Starzyński tego nie robi. Gra dość statycznie, mało biega. Idealnie pasowałby do halówki. W naszej lidze się „obroni”, ale na zachód to zdecydowanie za mało.
Martwi też forma kreowanego – także przez nas – na przyszłego lewego obrońcę kadry Daniela Dziwniela. Zatracił gdzieś swoją agresję, zdecydowanie, ofensywny charakter. Grał bez fajerwerków, na tzw. alibi. Ma jakiś problem zdrowotny, jest na tabletkach przeciwbólowych i to go w pewnym sensie tłumaczy. Selekcjoner drużyny U-21 Marcin Dorna nie może jednak spać spokojnie. Przecież we wrześniu jego zespół zagra kluczowy w perspektywie awansu do finałów Młodzieżowych Mistrzostw Europy mecz z Grecją. Dobrze, że jest jeszcze trochę czasu. Bo Dziwniel to jedna z najważniejszych postaci naszej "olimpijskiej". A w Helladzie to obrona może być ważniejsza niż atak.
W T-Mobile Ekstraklasie drużyna z Górnego Śląsk po dwóch kolejkach jest bez punktu, z jednym zdobytym golem i straconymi czterema. W kwalifikacjach do Ligi Europy z trudem przeszła FC Vaduz z Liechtensteinu, a w pierwszym spotkaniu z Duńczykami z Esbjerg uzyskano remis 0:0. Niby najlepszy z możliwych u siebie, ale przez wizytą w Skandynawii trudno stawiać śląski zespół w roli faworyta.
W ubiegłym sezonie podziwiałem Ruch za to, że mimo problemów ekonomicznych słowackiemu trenerowi udało się stworzyć zespół, który zajął ostatnie miejsce na podium, bez korzystania z często wątpliwej klasy zagranicznego futbolowego „towaru”. W czwartek na boisko w Gliwicach też wybiegli sami Polacy. Ba! Nawet na ławce nie było żadnego dziwnie brzmiącego nazwiska. Tylko, że ktoś nie znający chorzowskiej drużyny i tak by się tego nie dowiedział. Na koszulkach "Niebieskich" nie było nazwisk! Niedopatrzenie? Oszczędność? To jednak europejskie puchary. Nie mogę zrozumieć jak można było wystąpić w pozbawionych nazwisk trykotach. Na szczęście dla polskiego klubu mało kto to zobaczył, żadna ze stacji telewizyjnych nie przeprowadziła przecież na żywo relacji z tego spotkania. Choć będąc złośliwym można by stwierdzić, że przy braku normalnej trawy przy Cichej brak nazwisk na koszulkach to "mały pikuś". Po prostu drobiazg.
Na trybunach gliwickiego stadionu można było spotkać wiele futbolowych sław. Byli dwaj ostatni selekcjonerzy reprezentacji: Waldemar Fornalik w towarzystwie … teścia i Radosława Gilewicza, Franciszek Smuda ze swoimi wiślackimi asystentami, bohater dwóch pierwszych spotkań Górnika Zabrze Błażej Augustyn czy asystenci Adama Nawałki Bogdan Zając i Jarosław Tkocz. Wszyscy zobaczyli raczej przeciętne spotkanie, w którym nikt specjalnie nie chciał podjąć nadmiernego ryzyka. Z kandydatów do kadry obejrzeliśmy Daniela Dziwniela i Filipa Starzyńskiego.
„Figo”, po swoich ostatnich kiepskich występach był chwalony przez sztab, ale ja jego występ widzę w mniej różowych barwach. Jak na tę pozycję, tak zwanej "10", brakuje mu dynamiki, przyspieszenia, zmiany tempa i większego wsparcia napastnika. Jeśli ten cofa się by zgrać piłkę głową ofensywny pomocnik powinien wbiegać w jego miejsce. Starzyński tego nie robi. Gra dość statycznie, mało biega. Idealnie pasowałby do halówki. W naszej lidze się „obroni”, ale na zachód to zdecydowanie za mało.
Martwi też forma kreowanego – także przez nas – na przyszłego lewego obrońcę kadry Daniela Dziwniela. Zatracił gdzieś swoją agresję, zdecydowanie, ofensywny charakter. Grał bez fajerwerków, na tzw. alibi. Ma jakiś problem zdrowotny, jest na tabletkach przeciwbólowych i to go w pewnym sensie tłumaczy. Selekcjoner drużyny U-21 Marcin Dorna nie może jednak spać spokojnie. Przecież we wrześniu jego zespół zagra kluczowy w perspektywie awansu do finałów Młodzieżowych Mistrzostw Europy mecz z Grecją. Dobrze, że jest jeszcze trochę czasu. Bo Dziwniel to jedna z najważniejszych postaci naszej "olimpijskiej". A w Helladzie to obrona może być ważniejsza niż atak.
Komentarze