Niekończąca się tułaczka Oliviera Kapo. Teraz Kielce

Piłka nożna
Niekończąca się tułaczka Oliviera Kapo. Teraz Kielce

Transfer Francuza do Korony Kielce niesie za sobą worek z mieszanymi uczuciami. Zawodnik z bogatą europejską przeszłością udał się na piłkarską emeryturę nad Wisłę raczej za CV niż obecną formę. Kopał w swojej karierze futbolówkę z Henrym czy Del Piero, a piękne gole potrafił strzelać londyńskiej Chelsea.

Zakup ten jednak do bólu przypomina historię Danijela Ljuboji, który na Łazienkowskiej był wiodącą postacią, więc Kielczanie mogą być pełni optymizmu.

Obiecujący start

Narcisse-Olivier Kapo-Obou - bo tak brzmi pełne nazwisko zawodnika - urodził się 27 września 1980 w stolicy Wybrzeża Kości Słoniowej, Abidżanie. W wieku 16 lat trafił do młodzieżowych zespołów francuskiego Auxerre, niespełna 4 lata później udało mu się zadebiutować w pierwszym zespole w przegranym meczu 1:2 z Lens (bramkę dla biało-niebieskich zdobył wówczas... Tomasz Kłos). Kapo spędził w 25-tysięcznym miasteczku łącznie 8 lat, notując 119 występów i 19 goli w pierwszym zespole, w międzyczasie zdobył też francuskie obywatelstwo, bo... w drużynie był limit obcokrajowców. Od 2000 roku był regularnym graczem ofensywy AJ. Do tego stopnia, że Jacques Santini powołał go do kadry Francji na Puchar Konfederacji w 2003 r. 18 czerwca wybiegł w pierwszej jedenastce Tricolores na mecz z Kolumbią, zajmując w ofensywie miejsce u boku Sylvaina Wiltorda, Djibrila Cisse i Thierry'ego Henry'ego. Cztery dni później strzelił nawet premierowego gola Nowej Zelandii, a Francja wygrała 5:0.

- "W Auxerre wyciągamy z piłkarzy to co najlepsze. Żaden z nich nie doszedł jeszcze do szczytu swoich możliwości, więc powinni bezustannie ciężko pracować" - mówił legendarny menedżer Auxerre, Guy Roux. - "To jemu zawdzięczam wszystko co do tej pory osiągnąłem." - doceniał rolę szkoleniowca w swoim życiu Kapo.



Wygryźć Nedveda

Niezła dyspozycja zaowocowała przejściem do Juventusu w 2004 roku. Olivier Kapo występował na pozycji ofensywnego pomocnika bądź lewego skrzydłowego, w Turynie musiał więc rywalizować z nietykalnym Alessandro Del Piero oraz Pavlem Nedvedem. Francuza czekał więc los rezerwowego, bo wielkie umiejętności zdobywcy Złotej Piłki z 2003 r były niepodważalne. Kapo musiał się więc pogodzić z miejscem na ławce rezerwowych, notując ledwie kilka wejść w sezonie 2004-2005. Ciężko powiedzieć, że przyczynił się do zdobycia Scudetto przez Starą Damę. Sfrustrowany zawodnik, jeszcze pełen nadziei na powołanie do kadry Domenecha na mundial w Niemczech, postanowił udać się na wypożyczenie.


Tułaczka

- "Jeszcze nic nie zostało ustalone, ale rozmawiałem już z władzami klubu oraz trenerem Deschampsem. Zgadzamy się w wszystkich kwestiach, więc to chyba tylko kwestia czasu. Byłbym bardzo szczęśliwy, gdybym dołączył do Monaco i mógł walczyć o miejsce w podstawowej jedenastce."

Tak rozpoczęła się tułaczka Kapo po mapie piłkarskiego świata. Powrót do Francji okazał się jednak całkiem trafiony, Kapo zagrał w 25 meczach i zdobył 5 bramek. Władz zdegradowanego Juve nadal nie potrafił do siebie przekonać i rok później powędrował do hiszpańskiego Levante, gdzie zagrał w 32 meczach, powtarzając strzelecki wynik z Księstwa. Nie był jednak uwzględniony w planach Claudio Ranieriego, pod koniec lipca 2007 zmienił więc barwy definitywnie na angielski Birmingham City za 3 mln funtów. Kariera na Wyspach lepiej dla Francuza zacząć się nie mogła. 12 sierpnia 2007, w kolejce inaugurującej Premier League beniaminek mierzył się z Chelsea Londyn. Kapo wystąpił od pierwszej minuty, zaś w 36' szczęśliwie minął Glena Johnsona i huknął nie do obrony w dalszy róg bramki Petra Cecha.


źródło: youtube.com

Nie dostaniesz butów. Trzymaj Mercedesa!

14 maja 2008 był prawdopodobnie najlepszym dniem w życiu Jamesa McPike'a. 20-letni chłopak był odpowiedzialny za przygotowanie obuwia graczom pierwszego zespołu w Birmingham, zarabiał góra 300 funtów tygodniowo. Młodzieniec po sezonie poprosił Francuza o zatrzymanie jego meczowych butów, a ten... wręczył mu kluczyki do swojego Mercedesa SLK! Pełen wdzięczności za całoroczną pomoc przy sprzęcie, odwiózł młodzieńca pod dom oddając mu wszystkie dokumenty do wartego 30 tys. funtów auta, tłumacząc "- To dla mnie nic takiego". Sprawa nie zostałaby nagłośniona, gdyby menedżer Alex McLeish nie zobaczył chłopca podjeżdżającego pod stadion nowym gadżetem.

"To był niesamowity gest, w pełni oddający charakter Oliviera." - komplementował go menedżer. "Pewnego razu, chcąc skorzystać z jego hojności, zapytałem go, co zamierza zrobić z mieszkaniem w Turynie. Niestety uśmiechnął się i powiedział, że zbyt mu się ono podoba."


Równia pochyła

Przygoda w West Midlands trwała tylko rok, Birmingham City z ledwie 35 punktami spadło z ligi. Francuz podążył za wcześniejszym menadżerem Stevem Brucem do Wigan Athletic za blisko 3.5 miliona funtów. Stopniowo jednak tracił pozycję w The Latics, by zimą 2009 roku przenieść się do francuskiego Boulogne na wypożyczenie. Do Wigan wrócił tylko spakować walizki, od 2010 roku był już raczej statystą: w Celticu spędził 2 miesiące, tłumacząc to problemami w odnalezieniu się w Szkocji, brakiem autorytetu trenera Neila Lennona i chęciami zmiany otoczenia. Potem była jeszcze krótka przygoda w katarskim Al Ahly. Gdy w karierze Kapo nastąpił wyraźny impas, z pomocą przyszło stare dobre Auxerre, które zaproponowało 31-latkowi 1,5 roku kontraktu. "Auxerre to klub, któremu zawdzięczam wszystko. Będę niezmiernie szczęśliwy jeśli będę mógł zakończyć tu karierę."

Nie pomógł zespołowi w utrzymaniu, ale sezon później na zapleczu francuskiej ekstraklasy radził sobie całkiem przyzwoicie - przez wspomniane 1,5 sezonu zdobył łącznie 12 bramek i dorzucił 3 decydujące podania. Zaowocowało to transferem do greckiego Levadiakosu, w którym również spędził zaledwie rok.

"Pobyt w Grecji nie był udany ze względu na kontuzję, ale to już daleko za mną. Chcę dalej być wartościowym zawodnikiem i trenować każdego dnia. Chcę udowodnić, że nadal mam świetną lewą nogę."

Po nieudanej przygodzie w Grecji padł nawet pomysł zakończenia kariery. Bilans? 10 klubów w 10 lat. Jedenastym będzie Korona.


Nowe rozdanie w Kielcach?

"Odpowiada mi jego sposób gry. Dobrze gra tyłem do bramki, osłania piłkę, ale jest również skuteczny w polu karnym. Zaczerpnąłem o nim języka u znajomych, jak wyglądał w ostatnich miesiącach i są to bardzo pochlebne recenzje. Wierzę, że będzie naszym solidnym wzmocnieniem."

Pełen optymizmu jest menedżer Korony, Ryszard Tarasiewicz. Zdaje sobie sprawę, że do zespołu dołączył piłkarz z niezwykle bogatym bagażem doświadczeń, a podobne eksperymenty w naszych realiach potrafiły zdać egzamin. Kapo z pewnością będzie najciekawszą postacią zespołu w nadchodzącym sezonie. Ostatni mecz Kielczan, przegrany 0:3 z Legią oglądał z trybun.

"Jestem zadowolony z tego, że jestem w Polsce. Co będzie dalej? Trudno o tym mówić. Czas zweryfikuje."


Jak wypadnie eksperyment?

Dorobek 34-latka w najważniejszych europejskich rozgrywkach:

Tak znanego europejskiego nazwiska jeszcze w Kielcach nie było, więc kibice z pewnością ostrzą sobie zęby, żeby zobaczyć Kapo w akcji. Może on z powodzeniem występować na większości pozycji w ofensywie, chętnie będzie uczestniczył też w rozegraniu piłki. Jego mocną stroną jest solidnie ułożona lewa noga. A jeszcze mocniejszą - porządne europejskie firmy i nazwiska w CV. Czy Francuza stać na jeszcze jeden zryw w swojej karierze? Czy kibice Złocisto-Krwistych będą mieć nowego ulubieńca?

"Wiem dobrze jakie są wobec mnie oczekiwania. Jestem do tego przyzwyczajony."


Hubert Chmielewski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze