Dramat byłego gwiazdora reprezentacji Anglii

Były piłkarz reprezentacji Anglii 47-letni Paul Gascoigne miał wrócić do gry w klubie Abbey FC, występującym w amatorskiej Hayward Sunday League. Nie wróci. W środę wieczorem został zabrany przez służby medyczne do szpitala. "Gazza" znów był pijany. Wkrótce najprawdopodobniej zostanie wyrzucony z wynajmowanego domu.
Wydawało się, że legendarny piłkarz, jeden z bohaterów mistrzostw świata we Włoszech w 1990, powoli wychodzi z uzależnienia. Nałóg skłonił go w przeszłości do podjęcia próby samobójczej. Później sportowiec szukał pomocy m.in. w specjalistycznej klinice w Stanach Zjednoczonych. Według jego znajomych, wymagał 24-godzinnej opieki medycznej, aby nie dopuścić do tragedii.
W wywiadzie telewizyjnym we wrześniu ubiegłego roku przyznał, że "alkohol może go zabić". - Mogę skończyć w drewnianej skrzyni - mówił.
Na początku września miał wrócić do gry. W klubie Abbey FC, występującym w amatorskiej Hayward Sunday League. - Gdy się z nim dogadałem, skakałem z radości jak czternastolatek! - przyznał prezes drużyny Chris Foster. - Podpisał zgłoszenie na moich oczach. Pobiegłem z formularzem do samochodu najszybciej jak mogłem. Podskakiwałem jak czternastolatek - relacjonował Foster, cytowany na stronie internetowej dziennika "The Guardian".
Niestety. Alkohol cały czas jest od niego silniejszy. Zdjęcia opublikowane w portalu dailymail.co.uk szokują. Gascoigne'a ciężko na nich rozpoznać. Według relacji dziennika sąsiedzi wezwali pogotowie i policję do jego domu. Lekarze pomogli mu wsiąść do karetki, którą zabrali go do szpitala. "Gazza" może zostać wyrzucony z wynajmowanego domu.
- Właściciel dał mu 10 dni na wyprowadzkę. To na pewno jeszcze bardziej go przybiło, dlatego wrócił do butelki. Pił przez ostatnie kilka tygodni - opowiadał jeden z sąsiadów byłego piłkarza.
Komentarze