Sukces koszykarzy na początku drogi

Awans naszych koszykarzy do przyszłorocznego Eurobasketu i to z pierwszego miejsca w grupie to naprawdę duży sukces. Ale jeśli chcemy się liczyć w Europie, potrzebujemy jeszcze lepiej grającej polskiej drużyny. I nie koniecznie chodzi o powrót kilku czołowych zawodników.
Do eliminacji chyba wszyscy przystępowali z dużymi obawami. Wystarczy przyjrzeć się liście nieobecnych. Marcin Gortat, Maciej Lampe, Łukasz Koszarek, Krzysztof Szubarga, Thomas Kelati, David Longan plus kilku wyróżniających się ligowców, a do tego Michał Ignerski, który zakończył reprezentacyjną karierę i Olek Czyż złapał w ostatniej chwili kontuzję. Gdyby z tych koszykarzy stworzyć drużynę, potencjałem zdecydowanie przewyższała by tegoroczną reprezentację.
Na kłopoty Taylor
Można się było załamać? Pewnie tak, ale nie wtedy, gdy jest się Amerykaninem przesiąkniętym charakterystycznym dla tamtego społeczeństwa optymizmem. „Nie ma gwiazd jest miejsce na kreowanie nowych” – mówił mi trener Mike Taylor tuż po przylocie.
Wybór Taylora był nie da się ukryć decyzją wysoce ryzykowną. Świadczącą bardziej o braku pomysłu, lub pieniędzy (lub obu), niż o jakiejkolwiek idei na podźwignięcie naszej reprezentacji. Mało znany szkoleniowiec trenował wcześniej niewiele znaczące niemieckie kluby, był asystentem w reprezentacji Czech, a obecnie pracuje na zapleczu NBA z zespołem Main Red Claws.
Taylor, współpracujący z Boston Celtics, reprezentacji narzucił amerykański dryg. Zawodnicy szeroko otworzyli oczy, gdy do rąk dostali książeczkę z zagrywkami. Naliczyli ich ponad 40. Przemysław Zamojski przyznawał, że kilka razy na treningach zdarzyło im się zderzać głowami.
Drużyna przede wszystkim
Do eliminacji wszystko zostało wytrenowane. Chaos w ataku widać było bardzo rzadko, znacznie częściej mnogość pomysłów na grę. Nawet jeśli nie zawsze przynosiły one efekt, to przynajmniej dawały szansę. Biało-czerwoni nie byli też zdani na jedną opcję w ataku, tak jak rok wcześniej w czasie Eurobasketu na Słowenii. Tam trener Dirk Baurmann postawił na duet Gortat – Lampe i gdy liderom nie szło nie miał praktycznie żadnych innych pomysłów na grę.
Taylor ustawił zespół zupełnie inaczej. Nie mając wielkich gwiazd, postawił na zespołowość. Widać było, że każdy zawodnik, który wychodził na boisko po pierwsze wiedział co ma robić, a po drugie nie bał się podjęcia odpowiedzialności. Trochę jednak w kluczowych momentach brakowało wyrazistego lidera. Najbliższy tego miana był Adam Waczyński, ale on liderem nie był, a bywał. Tak jak na początku meczu z Niemcami, czy w trzeciej kwarcie rewanżu z Austrią.
Ale generalnie na swoim pomyśle, Taylor się nie zawiódł. Zwłaszcza, że nie przywiązywał się nadmiernie do nazwisk i potrafił dokonać odważnych zmian. Po przegranej z Austrią, w kolejnych meczach dał dużo więcej szans Damianowi Kuligowi, co przyniosło efekt w spotkaniach Niemcami i rewanżu z Austrią. W tym ostatnim meczu, nie wahał się z głębokiej rezerwy wyciągnąć Kamila Łączyńskiego, a ten odpłacił pięknymi asystami i także dzięki niemu mogliśmy się cieszyć ze zwycięstwa.
Co dalej? Dużo pracy…
Po eliminacjach widać, że pomysł na Taylora jako trenera reprezentacji był dobry. Wygrał eliminacje, wprowadził kilku nowych graczy do drużyny i dał zespołowi nowego ducha. Ale na turniej finałowy to wszystko za mało. By nasi koszykarze zaistnieli w Mistrzostwach Europy, potrzebne są albo wybuch talentu, któregoś z młodych zawodników (Ponitka, Karnowski, Michalak), albo odkurzenie koszykarzy, których w tym roku nie było.
Przegląd braków zacznijmy od pozycji rozgrywającego. Nie ma co się czepiać grający na tej pozycji Skibniewskiego, Łączyńskiego, czy Waczyńskiego, bo wywiązali się ze swoich zadań i grali na miarę swoich umiejętności, ale..
Skibniewski prochu już nie wymyśli, Łączyńskiemu trochę brakuje centymetrów i dobrego, szybkiego rzutu, a Waczyńskiego szkoda na rozgrywającego, bo znacznie lepiej czuje się na pozycji numer dwa, czyli rzucającego obrońcy. Zresztą przed ostatnimi meczami eliminacji sam Taylor to zauważył i przestał ustawiać Waczyńskiego na „jedynce”.
Na pewno wzmocnieniem byłby powrót Łukasza Koszarka, zresztą trener Taylor przed zgrupowaniem zdawał się najbardziej przejmować właśnie brakiem zawodnika Stelmetu. Kadrze na pewno przydałby się też David Logan. Pytanie, czy będą chcieli jeszcze zagrać w kadrze. Gdzieś w kuluarach mówi się też o przyznaniu obywatelstwa amerykańskiemu playmakerowi. Tak czy inaczej na tej pozycji niezbędne jest wzmocnienie.
Pozycja numer dwa, rzucającego obrońcy, a w każdym razie miejsce w pierwszej piątce na razie zarezerwowane jest dla Waczyńskiego. Już w Eurobaskecie na Słowenii, pojawiał się od pierwszego gwizdka sędziego, ale tam ewidentnie nie wytrzymał presji. W eliminacjach zagrał bardzo dobrze. Kto oprócz niego? Thomas Kelati, to już chyba zgrana karta. Jeszcze lepszy na tej pozycji jest Logan, tylko, ze chyba nie ma co na niego liczyć.
Następni kandydaci to zawodnicy, którzy równie dobrze mogą grać na pozycji niskiego skrzydłowego. To Ponitka i Zamojski. Ten pierwszy pokazał w eliminacjach, ze cały czas się rozwija i w niedługiej przyszłości może być prawdziwym liderem reprezentacji. Motoryka to jego wielki atut, poprawił rzut z dystansu, a jeśli jeszcze popracuje nad techniką, może być wielkim graczem. Na tej pozycji konkurencja jest spora, bo mamy jeszcze kolejnych wicemistrzów świata kadetów sprzed czterech lata czyli Michała Michalak i Tomasz Gielo. Oni też cały czas mogą się jeszcze poprawiać.
Wysoki skrzydłowy to też pozycja, na której mamy naprawdę przyzwoitych zawodników. Bardzo dobre mecze w eliminacjach zagrali zarówno Aaron Cel, jak i Kulig. Co ważniejsze każdy z nich jest innym typem zawodnika, dzięki czemu trener może jeszcze mocniej rozwinąć swój talent do kombinacji taktycznych. Konkurencje dla tych dwóch koszykarzy może i powinien stanowić Olek Czyż, potencjalnie najlepszy zawodnik na tej pozycji.
Wreszcie środkowi. Tu nie ma co owijać w bawełnę. Marcina Gortata trzeba namawiać do powrotu, bo to zawodnik z innej koszykarskiej półki. I powinien być reprezentacji liderem. Oby tylko umiał wyciągnąć wnioski, z tego co się stało podczas Eurobasketu na Słowenii. Wtedy chyba nie wytrzymał presji i po kolejnej porażce przestał rozmawiać z dziennikarzami. Liderowi to nie przystoi.
Raczej trudno spodziewać się powrotu drugiej polskiej wieży. Jeśli trener Taylor i sztab reprezentacji nie wysłał powołania do Macieja Lampe nawet w tym sezonie, to trudno sobie wyobrazić, by miał zagrać w kolejnym, gdy reprezentacja kadrowo będzie pewnie mocniejsza. Problemem jest tu trudny charakter zawodnika, bo oczywiście umiejętności centrowi Barcelony trudno odmówić.
Zastępcą Gortata będzie pewnie Przemek Karnowski, który w tych eliminacjach, mimo choroby zagrał kilka dobrych spotkań i z roku na rok jest coraz lepszy. A jak jeszcze popracuje nad rzutami wolnymi... Z drugiej strony z osobistymi nie radzili sobie tacy centrzy jak Shaquille O’Neal, czy Dwight Howard. Za plecami tej dwójki Adam Hrycaniuk i Szymon Szewczyk, ale już jako głębocy rezerwowi.
Reasumując. Przez dwa miesiące trener Taylor stworzył podwaliny drużyny. Osiągnął z nią też sukces awansując z pierwszego miejsca w grupie. Pokonał wyżej notowanych Niemców i niedocenianych Austriaków. Ale to tylko pierwszy etap na długiej drodze, do ewentualnych sukcesów. Na razie jesteśmy europejskim średniakiem. Jeśli chcemy osiągnąć wyższy poziom musimy wejść na zdecydowanie wyższy poziom. Ale potencjał jest. I nadzieja też.
Komentarze