Laurent Tillie: Przez Polskę do Rio

Trenerem siatkarskiej reprezentacji Francji od dwóch sezonów jest Laurent Tillie. Ostatnie triumfy jako zawodnik fetowałm.in. razem z asystentem Stefana Antigi, Philippe Blainem. W 1987 roku zdobyli srebrny medal mistrzostw Europy, a dwa lata wcześniej – brązowy. Od tego czasu Francja nie może wywalczyć miejsca w światowej czołówce. Ostatnie wrażenia Laurenta Tillie przed rozpoczęciem grupy śmierci specjalnie dla Polsatsport.pl.
Jakie są pana cele na ten turniej?
Musimy po prostu wygrać cztery spotkania i mam nadzieję, że w drugiej turze dołączymy do Polski. Przygotowaliśmy się wyjątkowo solidnie. Trenowaliśmy razem aż cztery miesiące. Zresztą, nasza drużyna w Lidze Światowej – której poświęciliśmy 80 tysięcy km podróży – okazała się bardzo zgrana i wytrzymała. Także mierzymy wysoko.
We Francji uchodzicie jednak za ubogich krewnych koszykówki i piłki ręcznej...
To zrozumiałe – nigdy nie zdobyliśmy tytułu mistrza świata, brakuje nam dużych osiągnięć. Naszym głównym celem jest zabłysnąć w Rio de Janeiro podczas igrzysk 2016. Turniej w Polsce udowodni na jakim jesteśmy etapie.
Kogo pan widzi w roli faworytów MŚ 2014?
Brazylia, Francja, USA, no i Polska. Bez żadnej kurtuazji.
Jak pan ocenia podopiecznych swojego dawnego kolegi Stefana Antigi?
Podczas ostatniego zgrupowania w Bułgarii oglądałem Puchar Wagnera. Polacy są wysocy i grają bardzo czysto. Zresztą, są świetni w każdym aspekcie.
Na pewno odczuwa pan mniejszą presję niż Antiga.
Zdecydowanie, Stefan czuje teraz olbrzymią adrenalinę. Muszę jednak powiedzieć, że ja również mam taki pewien ciężar – strasznie dużo emocji, wielka pasja. Przecież nie po to spędziliśmy tyle czasu razem, żeby teraz oddać tanio skórę. Kiedy oglądaliśmy Memoriał Wagnera, zaimponowała mi atmosfera i te biało-czerwone barwy na wszystkich trybunach. Widać, że siatkówka w Polsce cieszy się olbrzymią popularnością. Chyba niemal taką samą jak w Brazylii.
W grupie śmierci gracie m.in. z Włochami i Brazylią. Jak pan scharakteryzuje przeciwników?
Każdy jest bardzo groźny. Puerto Rico sięgnęło po naprawdę doświadczonych zawodników, Brazylia – klasa sam w sobie, Włosi, jak tylko wychodzą im serwisy, są nie do pokonania. Amerykanie z kolei do każdego meczu podchodzą jak gdyby walczyli o mistrzostwo świata. A Iran przecież wygrał z Brazylią we Florencji. Trzy zespoły naszej grupy to finaliści ostatniej edycji Ligi Światowej. Czeka nas nie lada wyzwanie.
Komentarze