Wybuchy emocji, czyli kartki w siatkówce

Siatkówka
Wybuchy emocji, czyli kartki w siatkówce
fot. Polsat Sport

Decydujące piłki drugiego seta meczu grupy D siatkarskiego mundialu. Francja gra z Iranem, sytuacja w tej partii zaczyna się wymykać Trójkolorowym spod kontroli. Arbiter spotkania wyjmuje z kieszonki… czerwoną kartkę! Jak to możliwe? Czerwona kartka w siatkówce? Przecież to sport bezkontaktowy.

Szansa na popchnięcie, kopnięcie czy zrobienie czegoś groźnego przeciwnikowi jest praktycznie niemożliwe! A jednak, czasami komuś puszczą nerwy, czasami wydarzy się coś, co podenerwuje gracza. Wtedy sędzia nie ma wyboru i musi pokazać kartkę. No właśnie, w piłce nożnej cała ta procedura jest czytelna. A jak jest w siatkówce?

 

A więc krótka lekcja. Co się dzieje w momencie, w którym zawodnik dostaje żółtą kartkę? Właściwie to… nic. Jeszcze niedawno takie upomnienie oznaczało utratę punktu przez drużynę. Od pierwszego stycznia 2013 roku doszło do lekkich zmian w przepisach.

 

kar2

 Żółta kartka. Todor Aleksiew ukarany w meczu Ligi Światowej przeciwko Polsce. / fot Cyfrasport

 

Sankcje nakładane są zwykle progresywnie za zachowania agresywne i grubiańskie. Pierwszym etapem upomnienia jest ostrzeżenie słowne, które arbiter kieruje do grającego kapitana.  Jedna żółta kartka nie krzywdzi siatkarza i drużyny - jest rodzajem ostrzeżenia. Stratę punktu oznacza kartka czerwona, zaś wykluczenie z gry do końca seta następuje po jednoczesnym pokazaniu żółtej i czerwonej kartki. Jak mówią przepisy FIVB:

 

Członek zespołu, któremu udzielono sankcji wykluczenia, do końca seta musi siedzieć w polu kar bez prawa do udziału w grze, bez innych konsekwencji. Jeśli wykluczony zawodnik jest na boisku, musi zostać natychmiast zamieniony regulaminowo.

 

Podobnie jest z trenerem: jeśli arbiter wykluczy go za niewłaściwe zachowanie, nie może do końca seta kierować grą zespołu. Jeżeli arbiter pokazał zawodnikowi najpierw żółty, a później jeszcze czerwony kartonik , to taki gracz zostaje zdyskwalifikowany i nie może grać do końca meczu:

 

Członek zespołu, któremu udzielono sankcji dyskwalifikacji, musi opuścić obszar kontrolowany przez komisję sędziowską do końca meczu, bez innych konsekwencji. Jeśli zdyskwalifikowany zawodnik jest na boisku, musi zostać natychmiast zamieniony regulaminowo.

 

Wszystko ładne, proste i przejrzyste. Jednak nie tak, jak kiedyś. Cofnijmy się trochę w czasie – do Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie w 1992 roku. Stany Zjednoczone remisowały z Japonią w czwartym secie 13:13. Wtedy set kończył się po zdobyciu 15 punktów. Było 2:1 dla Japonii. Wtedy Amerykanin Samuelson zaatakował w dziewiąty metr, lecz sędzia Ramis Samedow stwierdził, że był to aut. Po chwili Samuelson otrzymał żółtą kartkę za dyskusję. W tamtym okresie arbiter karał drużynę utratą punktu, gdy zawodnik dostawał drugie kartkowe napomnienie, a ten gracz wcześniej takowe otrzymał. Tak więc Japonia powinna wygrać spotkanie 3:1. Sędzia jednak… o tym zapomniał! Mecz trwał i to Amerykanie zwyciężyli 3:2. Drużyna z Azji złożyła protest (jeden z niewielu w historii siatkówki) i wynik zweryfikowano na jej korzyść.

 

W trochę bliższej przeszłości aż takich dramatycznych sytuacji nie było. Do historii Plusligi z pewnością przeszedł obecny selekcjoner reprezentacji Bułgarii Plamen Konstantinow. Dlaczego? Otóż jako pierwszy w historii otrzymał czerwoną kartkę! Reprezentował wtedy barwy Jastrzębskiego Węgla. Jego drużyna grała z Wkręt-Metem AZS Częstochowa. W trzecim secie siatkarz poirytowany jedną z akcji ruszył do sędziego i zaczął gestykulować. Jastrzębianie mieli na swoim koncie upomnienie, więc każde kolejne oznaczało żółtą kartkę i utratę punktu. Mimo tego, że Bułgar był kapitanem, to otrzymał kartkowe upomnienie. Częstochowianie dostali także punkt. Wtedy Konstantinow zaczął ironicznie bić brawo arbitrowi, co nie uszło uwadze rozjemcy meczu Dariuszowi Jasińskiemu, który pokazał zawodnikowi czerwoną kartkę, co wykluczyło go z udziału do końca seta.

 

kar1

 Czerwona kartka! / fot. fivb.org

 

Także w minionym sezonie byliśmy świadkami takich upomnień. Choćby wtedy, gdy w fazie play-off Indykpol AZS Olsztyn mierzył siły z ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. W tie-breaku przy stanie 2:8  gospodarze czuli, że spotkanie wymknęło im się spod kontroli. Dlatego też mnóstwo było nerwowości. Dobitnie pokazał to Grzegorz Szymański, który za długą i „owocną” dyskusję ujrzał czerwoną kartkę.

 

Niecały miesiąc później w podobnej sytuacji znalazł się rozgrywający reprezentacji Polski Paweł Zagumny. On potrzebował na to zdecydowanie mniej czasu. Już w pierwszym secie sędzia pokazał mu czerwoną kartkę. Gracz ZAKSY sugerował arbitrowi, że… piłka jest za słabo napompowana. Kiedy ten się na to nie zgodził, to siatkarz wykopał ją w trybuny. Po meczu jego emocje także nie opadły, gdyż dyskutował o ataku swojego kolegi Dicka Kooya, który sędziowie ocenili jako autowy. Oby opanował nerwy podczas mistrzostw świata. Ranga tej imprezy jest znacznie większa.

 

Pierwszym, który nie wytrzymał presji podczas mistrzostw świata 2014  był Earvin N'Gapeth - 23. letni przyjmujący reprezentacji Francji. W meczu trzeciej serii fazy grupowej przeciwko Iranowi, przy stanie 22:14 dla rywali wdał się w niepotrzebną dyskusję z arbitrem Rolando Cholakianem z Argentyny za co został ukarany czerwoną kartką, a jego zespół utratą punktu.

 
Jakub Baranowski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze