Feta w Medjugorje

Tenis
Feta w Medjugorje
fot. PAP

Około trzystu osób odwiedziło w poniedziałkowy wieczór rodzinny dom Marina Cilica w miejscowości Medjugorje (Bośnia i Hercegowina), znanej z sanktuarium. Chorwacki tenisista pierwszy raz w karierze wygrał turniej wielkoszlemowy US Open.

Jak relacjonowały bałkańskie media, szaleństwo w niewielkim Medjugorje (niedaleko granicy z Chorwacją) rozpoczęło się już trzy godziny przed rozpoczęciem meczu finałowego z Japończykiem Keiem Nishikorim (6:3, 6:3, 6:3). Ojciec Cilica przygotował prawdziwą ucztę, a drzwi do domu się nie zamykały... Dla nikogo nie zabrakło jedzenia i picia. Wcześniej modlono się o sukces Marina przed wzniesioną na słynnym wzgórzu figurą Matki Bożej.

 

Nie spała rodzina, przyjaciele, znajomi i sąsiedzi Cilica, nie spali też... piłkarze chorwackiej reprezentacji, chociaż we wtorek 10 września czeka ich pierwsze spotkanie eliminacji mistrzostw Europy 2016 z Maltą w Zagrzebiu. Selekcjoner Niko Kovac nie zamierzał zabraniać nikomu oglądania tenisisty. Na szczęście finał na Flushing Meadows nie potrwał zbyt długo, zakończył się o godz. 1 w nocy, więc Luka Modric i spółka szybko mogli pogasić telewizory.

 

Nie spali też Japończycy, ale przecież w Azji już rozpoczynał się wtorek. Jedna z japońskich telewizji wysłała do rodziców Cilica swą ekipę, aby z bliska przyglądała się reakcjom Chorwatów i Bośniaków w trakcie finału. Nikomu nie przeszkadzało, że zawiodła pogoda, bowiem padał deszcz.

 

"Oooo, nasz Marin jest mistrzem" - w ten sposób fani Cilica radowali się śpiewając na ulicach Medjugorje. Nie brakowało "akcentów" pirotechnicznych.

Nie chciałem mu przeszkadzać w ostatnim czasie, dlatego kontaktowałem się głównie z drugim synem Milanem, który jest w sztabie Marina. Od małego są ze sobą emocjonalnie związani, bardzo się wspierają

- stwierdził ojciec zawodnika, Zdenko, który przygotował też specjalny wideoprojektor, aby wszyscy chętni mogli oglądać finał US Open. Trochę z boku była tylko jego żona Koviljka, która nie przywykła chyba jeszcze do obecności mediów.

 

Do tej pory sanktuarium w Medjugorje (w tej miejscowości doszło do kilku objawień dzieciom w 1981 roku) było celem wizyt pielgrzymów z całego świata; przyjeżdżali też tak znani piłkarze, jak Argentyńczyk Lionel Messi, czy Włoch Gianluigi Buffon. Teraz nikt nie ominie też domu Ciliców...

 

Cilic to jeden z najwyższych tenisistów na świecie - mierzy 198 cm i waży ok. 85 kg. Dwudziestego ósmego września skończy 26 lat. Po raz pierwszy rakietę wziął do ręki mając siedem lat, grał wtedy z kuzynem. Pierwszy sukces odniósł w 2005 roku - jako 16-latek wygrał juniorski Roland Garros. W seniorskiej karierze wygrywał turnieje, ale nie były to imprezy wielkoszlemowe, nie przebił się powyżej dziewiątego miejsca w rankingu; obecnie awansował z 16. na 12.

 

Przełomowe - jak mówi Cilic - okazało się rozpoczęcie kilka miesięcy temu współpracy z triumfatorem Wimbledonu z 2001 roku Goranem Ivanisevicem.

Dzięki niemu jestem lepszym zawodnikiem. Dał mi coś szczególnego, przekonał, że muszę czerpać radość i cieszyć się tenisem. W efekcie w Nowym Jorku rozegrałem turniej życia.

Na liście światowej Cilic na razie jest 12., ale chorwackie media piszą, że w najnowszym notowaniu będzie już dziewiąty.

Spełniło się wszystko o czym śniłem. To także znak dla innych graczy - jeśli czegoś bardzo pragniesz, możesz to osiągnąć

- dodał tenisista, który za zwycięstwo w Nowym Jorku otrzymał czek na trzy miliony dolarów.

RM, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze