Kołodziej cudów nie uczynił. Sprawdziły się surowe przewidywania
Paweł Kołodziej w walce z Denisem Lebiediewem był zdecydowanym underdogiem. Umiejętności Polaka zostały błyskawicznie zweryfikowane przez rosyjskiego pięściarza, który już w drugiej rundzie znokautował Polaka potężnym lewym sierpowym.
Przed wyjazdem do Moskwy wielu pięściarskich ekspertów obawiało się pojedynku Kołodzieja z Lebiediewem. "Harnaś" jeszcze nigdy w karierze nie miał możliwości walczyć ze światowej klasy rywalem, a tym bardziej z ringowym zabijaką jakim niewątpliwie jest 35-letni pięściarz z Rosji.
Walka rozpoczęła się od klasycznej rundy rozpoznawczej, w której obaj pięściarze nie zrobili sobie prawie żadnej krzywdy. Zawodnicy łącznie w otwierającym starciu zadali niespełna dziesięć ciosów. Druga runda to już zupełnie inna historia. Rosjanin agresywniej rozpoczął i częściej atakował mocnymi ciosami.
Na początek zaskoczył lewym na dół i chwilę później wystrzelił prawym sierpowym, który naruszył równowagę Kołodzieja. Po tej akcji Lebiediew ruszył do ofensywy i w końcu wystrzelił potężnym lewym sierpowym na szczękę "Harnasia". Polak bezwładnie padł na deski i to był już koniec pojedynku.
W oczach Kołodzieja dostrzec można było zrezygnowanie i sędzia nie miał wątpliwości, że to najlepsza pora, aby zakończyć nierówny pojedynek. Po raz pierwszy "Harnaś" miał okazję zawalczyć z tak utytułowanym pięściarzem i niestety zakończyło się to dla niego fatalnie. Jak potoczy się kariera Kołodzieja ciężko przewidzieć, ale pierwsza porażka w karierze zweryfikowała jak jeszcze wiele dzieli Polaka od tytułów mistrzowskich.

Komentarze