Pindera: Słowa nic nie znaczą

Sporty walki
Pindera: Słowa nic nie znaczą
fot. PAP

Dla Andrzeja Fonfary to kolejny pojedynek w drodze na szczyt wagi półciężkiej. W nocy z soboty na niedzielę (polskiego czasu) musi pokonać urodzonego w Kinszasie Doudou Ngumbu. Innego wyjścia nie ma. Sam fakt, że będzie to główna walka, a pokaże ją Showtime mówi wiele.

Słowa pięściarzy, które padają przy okazji promowania tej walki nie mają większego znaczenia i obaj o tym dobrze wiedzą. Za Fonfarą przemawia wszystko: jest młodszy (26- 32 l), wyższy (189 cm) – 180 cm, cały czas robi postępy, czego nie można chyba powiedzieć o Ngumbu i walczyć będzie u siebie, bo Chicago, gdzie mieszka jest przecież jego drugim domem.

Polak ma ostatnio dobrą passę. Tak naprawdę ten marsz w górę zaczął się od  wygranej z Glenem Johnsonem w lipcu 2012 roku. Walkę pokazała telewizja ESPN, kilka ciepłych słów o Fonfarze powiedział komentujący ją Teddy Atlas, pierwszy trener Mike’a Tysona, później pod ciosami urodzonego w Białobrzegach nowej nadziei wagi półciężkiej padł były mistrz świata Gabriel Campillo. Hiszpan prowadził na punkty, ale kilka mocnych uderzeń Fonfary przesądziło sprawę. Campillo przegrał przed czasem.

Jednak dopiero starcie z Adonisem Stevensonem, w maju tego roku, czempionem WBC, choć zakończone punktową porażką wyniosło go tak wysoko. Kanadyjczyk urodzony na Haiti to przecież kiler jakich mało, a jego nokaut już w pierwszym starciu na Chadzie Dawsonie (siedem lat temu pokonał Adamka i odebrał mu pas mistrza świata) dało mu status gwiazdy.

Tym bardziej więc zaimponował wszystkim Fonfara. Na obcym dla siebie ringu w Montrealu pokazał serce i charakter  wojownika. Najpierw dwukrotnie liczony nie zrezygnował, tylko bił się dalej i niewiele brakowało, bo zdetronizował Stevensona, którego miał na deskach.

Jeśli teraz pokona Ngumbu, co wydaje się bardzo prawdopodobne, to najpewniej wiosną dojdzie do jego rewanżu ze Stevensonem, oczywiście jeśli ten nie potknie się po drodze i nie straci mistrzowskiego pasa.

Mieszkający w Tuluzie Ngumbu legitymuje się francuskim paszportem i niezłym bokserskim rekordem (33 – 5 – 12 KO). Dwukrotnie walczył w Polsce: najpierw przegrał w 2011 roku w Warszawie z Pawłem Głażewskim (decyzja niejednogłośna), by kilka miesięcy później pokonać w Białymstoku Aleksego Kuziemskiego. W gronie tych, którzy go pokonali jest m. innymi Nadjib Mohamedi, Isaac Chilemba i Igor Michałkin.

Ostatni pojedynek stoczył w czerwcu tego roku z Johnny Mullerem i wygrał na punkty.

26. letni Fonfara bilans ma lepszy (25-3 – 15 KO), ale to nie jest najważniejsze. Polak robi postępy z walki na walkę, w ringu jest coraz silniejszy i bardziej pewny swego. To nie jest przypadek, że to jego walka z Ngumbu jest najważniejszą na gali w Chicago, choć nie jest to przecież pojedynek o mistrzostwo świata.

Faworyt w tym starciu jest jeden, jest nim Fonfara, ale dla Francuza to też wielka szansa, kto wie, czy nie ostatnia w karierze, by pokazać się z dobrej strony na oczach tylu ważnych ludzi z tej branży. Łatwym rywalem nie będzie, ale coś mi się zdaje, że na wynik tego pojedynku nie będziemy musieli czekać do końcowego gongu.

Transmisja z walki Andrzeja Fonfary z Doudou Ngumbu w nocy z soboty na niedzielę o godzinie 2:00 w Polsat Sport!

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze