Piątkowy dialog z Tomaszem Hajto.
- Będziesz trenerem w Gdańsku?
- Jak to będę? Jestem trenerem w Gdańsku.
- Jak to jesteś?
- Przeszło miesiąc temu pojechałem do Niemiec - z panem Wittmannem rozmawiałem w Ludwigshafen, a z panem Wernze w Kolonii. Obaj podali mi dłonie. Zdajesz sobie sprawę, co w Niemczech oznacza podanie dłoni...
- To dlaczego nie pracujesz na co dzień z zespołem Lechii?
- Proszę zapytać właścicieli klubu. Wszystko było wyjaśnione aż do ostatniego szczegółu w kontrakcie. Jednak Lechia dalej ma tymczasowego trenera, a ja ciągle czekam na objęcie zespołu. Miałem trzy zapytania od tego czasu, ale dla mnie liczy się podanie dłoni. Umowa nawet ustna jest ważna - potwierdzona uściskiem dłoni. Żyłem w Niemczech wiele lat i dla mnie to jest wiążące.
- Naprawdę będziesz trenerem w Gdańsku?
- To tylko kwestia kiedy. Jednak to nie jest pytanie do mnie....

Za plecami zarządu


Rozmowa z Tomaszem Hajtą to nie jest jakiś żart, satyra, czy szydera. To rzeczywistość obecnej Lechii Gdańsk, gdzie od niedawna są nowi inwestorzy. Obaj znani są w świecie futbolu naszych zachodnich sąsiadów - Franz Josef Wernze i Roger Wittmann. Ten drugi posiada licencję FIFA, więc oficjalnie nie może być właścicielem klubu. Jednak wkrótce licencje mają zostać zniesione, więc pewnie nie ma to wielkiego znaczenia... Z kim Hajto rozmawiał o zatrudnieniu w Lechii? I co stało się od tego czasu? Zarząd klubu był przeciwko Hajcie. Słyszałem, że z różnych względów. W mediach pojawiało się hasło "wizerunku". Jednak bardziej chodziło o działanie właścicieli za plecami zarządu. Bo albo jest zarząd i ktoś - również właściciele - się z nim liczy albo to zgromadzenie figurantów, których zdania nikt nie poważa. Dyrektor sportowy Lechii, Andrzej Juskowiak stracił pracę. Pikantnym jest, że Juskowiak pozostaje jednak prezesem młodzieżowej akademii, którą finansuje firma Lotos (spółka skarbu państwa, mająca główną siedzibę w Gdańsku). W radzie nadzorczej Lechii jest Jowita Twardowska z Lotosu. Nie waha się prezentować swojego zdania. W wywiadzie dla "Dziennika Bałtyckiego" powiedziała: "Jest ogromna zmiana w kontekście strategii. Zawsze popieraliśmy element związany z zatrudnianiem naszych wychowanków. Obecnie właściciel, mając do tego oczywiście prawo, angażuje piłkarzy zagranicznych. Rozpoznawalność piłkarzy Lechii obecnie bardzo zmalała".  Można powiedzieć wprost - nowi inwestorzy zajęli się obrotem piłkarzami na wielką skalę. Urządzili wielki, wielopoziomowy parking w Gdańsku. Latem przyszło dwudziestu nowych piłkarzy. Jednak tylko na cztery transfery miał wpływ Juskowiak. Wszystkich innych "zaparkowali", że będę używał tej terminologii, menedżerowie - w największym stopniu Wittmann.

* * *

Powstaje zasadnicze pytanie - do kogo należy klub? W mediach ciągle pojawiają się dwa nazwiska - Wernze i Wittmann. W raporcie "EY" i Ekstraklasy można przeczytać: "W marcu Wrocławskie Centrum Finansowe sprzedało swoje udziały zagranicznemu funduszowi private equity, należącego do grupy ETL niemieckiego biznesmena Franza Josefa Wernze. Na razie jest zbyt wcześnie, by ocenić, jaki będzie to miało wpływ na finanse klubu". Po kilku miesiącach wiemy trochę więcej. Dobrze zorientowany w realiach polskiej ligi mówi: "Słyszałem, że budżet płacowy w Lechii w poprzednim sezonie wynosił 6 milionów złotych. Teraz wszystko się zmieniło. Latem same prowizje to z 5 milionów złotych". Wielkim zaufaniem Wernzego i Wittmanna cieszy się Adam Mandziara. Został prokurentem klubu. Rzadko udziela wywiadów, jednak przy okazji meczu Legia - Lechia zdecydował się na ujawnienie wielu faktów na łamach "Przeglądu Sportowego": "Rodzinie Kucharów (czyli firmie Wrocławskie Centrum Finansowe) trzeba było zapłacić aż 13 milionów złotych (-). Dług klubu nie zniknął, zmienił się jedynie wierzyciel, której jednak zmniejszył odsetki. I będzie w przyszłości dążył do oddłużenia klubu, chociażby poprzez podwyższenie kapitału (-). Ponadto przed obecnym sezonem pan Wernze zainwestował 500 tysięcy euro w transfery zawodników, a kolejne 500 tysięcy euro dołożył jako pożyczkę w celu zapewniania płynności finansowej. Prywatnie zapłacił za transfer Daniela Łukasika, a jeszcze dziś przeleje na konto klubu 1,6 miliona euro".

 

Dług klubu nie zniknął, zmienił się jedynie wierzyciel.

* * *

Czy rzeczywiście jeden przelew wynosił aż 1,6 miliona euro? Co tak naprawdę dzieje się w klubie, którego latem część dziennikarzy przedstawiała jako jednego z rywali Legii w walce o tytuł mistrza Polski. Koszty rosną błyskawicznie. Projekt budżetu zapowiadał kwotę 25 milionów złotych, ale teraz mówi się aż o 40 milionach. Budżet zresztą nigdy nie został zatwierdzony. Jednak 40 procentowy wzrost wydatków? W tak szybkim czasie? W klubie, w którym "przychód w dniu meczu" w poprzednim sezonie dał - według raportu EY i ESA - zaledwie 3,3 miliona złotych? Teraz - wobec fatalnych wyników sportowych - zapowiada się jeszcze mniej... Nic dziwnego, że komisja licencyjna PZPN interesuje się sytuacją w Lechii. PZPN rządzony już przez Zbigniewa Bońka nie zamierza tolerować lawinowego narastania długów. Bo później bardzo trudno wyjść z takiej sytuacji, w jakiej znalazły się zasłużone dla polskiej piłki kluby, ale teraz mocno zadłużone - Górnik Zabrze i Ruch Chorzów. Dla ekipy Bońka Górnik i Ruch to kwestia zastana - hipoteka po rządach Michała Listkiewicza i Grzegorza Laty, ale błyskawiczny wzrost kosztów w Lechii odbywa się tu i teraz - pod okiem Krzysztofa Sachsa i jego ludzi z komisji licencyjnej. Również Lotos niepokoi się rozwojem sytuacji. A przecież niedawno przedłużył umowę na 3 lata i co sezon zasila klub 1,5 miliona euro. Ciekawe, jak zareaguje miasto, które również łoży na klub i to aż 3,9 miliona złotych rocznie. Nie zapominajmy, że Gdańsk już sfinansował fantastyczny stadion za prawie 800 milionów złotych. I warto dodać, że opłata za stadion dokonywana przez Lechię jest wręcz symboliczna. Gdańsk zrobił wszystko, aby Lechia mogła się rozwijać. Czy jednak Lechia zapewnia Gdańskowi właściwą reklamę w ostatnich miesiącach?

Kto jest właścicielem Lechii?

A propos właścicieli - sam Wernze właśnie zdementował na łamach niemieckiego magazynu "Kicker", że jest właścicielem! Kiedy przylatywał z żoną do Gdańska, zawsze Mandziara i nowy członek zarządu klubu, Maciej Bałaziński mówili o nim w tym kontekście. Jednak teraz 66-letni biznesmen z Niemiec sam wszystkich zaskoczył, mówiąc publicznie: "Jestem członkiem rady nadzorczej, a jednocześnie reprezentuję mojego syna, który ma udziały w firmie będącej w 73 procentach właścicielem Lechii". A to ciekawe - zapewne chodzi o Lechia Investment spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, w której udziały ma syn Wernze'go - Philipp. Kto jeszcze jest w tej spółce? Wernze tłumaczy w "Kickerze": "Roger Wittmann należy do wspólnoty inwestorów i nie tylko zaangażował się kapitałowo, ale i podzielił się kontaktami". Kto jeszcze, pytanie pozostaje otwarte. Na Wybrzeżu nie brakuje różnych hipotez...

* * *

Sytuacją zaniepokoił się sam prezes PZPN, Zbigniew Boniek. Specjalnie dla Polsatsport.pl powiedział w niedzielę: "Dla mnie Lechia to część historii polskiej piłki, takiej która zaistniała nawet w szerszym wymiarze. Pamiętam, jak gościłem z Juventusem w Gdańsku, a na trybunach było czterdzieści tysięcy widzów - wśród których nie zabrakło Lecha Wałęsy. To był czas stanu wojennego, a ludzie skandowali <Solidarność>. Współczesna Lechia to też projekt, w którym z wielkim oddaniem uczestniczyli kibice. Jeśli miałby się powtórzyć scenariusz, jaki stał się udziałem belgijskiego Beerschotu, to byłaby fatalna sprawa". Przypomnijmy, że zasłużony belgijski klub zadłużony został na 17 milionów euro i federacja odmówiła licencji. W 2013 roku przestał istnieć...

 

Jeśli miałby się powtórzyć scenariusz, jaki stał się udziałem belgijskiego Beerschotu, to byłaby fatalna sprawa.

* * *

Żeby uspokoić sponsorów, a także kibiców pełnomocnikiem zarządu ds. sportowych został Jarosław Bieniuk. Człowiek z sercem na dłoni, który w ostatnich dwóch sezonach był filarem zespołu, a do kariery piłkarskiej też startował z Lechii... 35-letni Bieniuk oświadczył na wstępie: "Każdy inny klub sportowy dłużej czekałby na moją decyzję i niekoniecznie byłaby ona taka sama. To, co mi zaproponowano w Gdańsku, daje wiele możliwości do wykazania się i zbudowania czegoś naprawdę wyjątkowego - nowej jakości w budowaniu relacji pomiędzy zawodnikami i szefostwem klubu Ekstraklasy. Mówiłem, że po zakończeniu kariery chciałbym jeszcze kiedyś coś robić dla Lechii i teraz taka okazja właśnie się tworzy". Jarek dla fotoreporterów chwycił się za ręce z Dirkiem Willersem, nowym członkiem zarządu, Maciejem Bałazińskim, który jest szefem rady nadzorczej, a także z Adamem Mandziarą, prokurentem Lechii, który nawet ubrał gustowną biało-zieloną koszulkę...

Gdzie są pieniądze za Dawidowicza?

Latem z Lechii do Benfiki Lizbona odszedł Paweł Dawidowicz. W różnych źródłach można znaleźć różne sumy odstępnego. Z reguły 1,5 miliona euro, ale też 2 miliony. Może nawet ostatecznie zapłaconych zostanie 2 miliony, bo umowa jest skomplikowana - zawiera też promesę na innych piłkarzy. Podstawą jest jednak 1,5 miliona euro - zresztą pierwsza z dwóch rat już została uiszczona. Tyle, że 750 tysięcy euro nie trafiło do Gdańska, a na konto w Niemczech. I po tych pieniądzach nie ma śladu. Powstaje pytanie, jak to możliwe? Jakie są umowy wewnątrz klubu, które umożliwiają takie transakcje. Pytaniem jest również rola prezydenta Benfiki, Luisa Felipe Vieiry, który wiosną osobiście pofatygował się do Gdańska. Nie brakowało zachwytów i spekulacji, że Vieira lub nawet sama Benfika inwestuje w Lechię. Nic takiego nie nastąpiło... Nota bene Vieira przybył w towarzystwie potężnego biznesmena z Angoli, Angolano Mosquito. Gdyby ktoś taki - dysponujący gigantycznym majątkiem - przejął Lechię, to może naprawdę zacząłby się wyścig z Legią. A tak uruchomiono parking...

* * *

W sprawie Dawidowicza jest jeszcze jeden wątek. 15 procent sumy odstępnego powinno trafić do Sokoła Ostróda. I co? I nic! To milion złotych dla małego klubu, zgodny ze wcześniejszymi ustaleniami. Jak można kwestionować coś takiego? Co więcej zdarza się to zaskakująco często w polskiej rzeczywistości. W takich sprawach PZPN powinien bezwzględnie reagować upominając "potentatów" z Ekstraklasy. Bez pracy małych klubów z młodzieżą nie będziemy mieli odpowiedniej podstawy trójkąta pod hasłem "szkolenie".

* * *

Do przedyskutowania pozostaje aspekt sportowy. Nowi właściciele zatrudnili w poprzednim sezonie - w miejsce Michała Probierza - Ricardo Moniza i był to strzał w dziesiątkę. Nie odbieram zasług Probierza, który nie wahał się stawiać na młodych piłkarzy. Jednak Holender ożywił i poukładał zespół. Nie tylko zakwalifikował Lechię do grupy mistrzowskiej, ale i tam powalczył o podium. Ostatecznie skończyło się na czwartym miejscu w tabeli. Jednak Moniz traktował Gdańsk jako przystanek - gdy tylko otrzymał propozycję z drugiej ligi niemieckiej, od razu odszedł. Wydawało się, że z TSV 1860 Monachium powalczy o awans do Bundesligi. Dziś już nie pracuje z zespołem "Lwów", co dla mnie jest zaskoczeniem. Jeszcze raz unaocznia, że dobry trener nie do każdego klubu pasuje. Czy Joaquim Machado pasował do Lechii? Nigdy się o tym nie przekonamy. Wyleciał za szybko. Jeśli chodzi o Lechię - z Machado na ławce - możliwe były różne scenariusze. Także ten zakładający marsz w górę tabeli. Portugalczyk wyleciał, postawiono na szkoleniowca tymczasowego, co przełożyło się na totalną demobilizację piłkarzy. Lechii zagroził spadek. Czy teraz czas na Hajtę, który jest po słowie z Wernze i Wittmannem?

* * *

I na sam koniec kilka słów o kibicach. Bez nich - jak celnie zauważy ł prezes Boniek - nie byłoby Lechii we współczesnej postaci. Po parodystycznym łączeniu Lechii z Olimpią Poznań, klub znalazł się na dziejowym zakręcie. W 2001 roku Lechia zaczęła od A klasy, czyli szóstej ligi. Co rok udawało się wywalczyć awans, więc Lechia w 2005 roku znalazła się w 1. lidze. Dzięki poświęceniu i determinacji kibiców. Po trzech latach gry na drugim szczeblu rozgrywek - w 2008 roku - nastąpił awans do Ekstraklasy. Wydawało się, że historia odda teraz Lechii coś, co zabierała przez lata. Piękne chwile i chwałę... Piłkarskie życie nie jest jednak proste... Przekonał się o tym Tomasz Hajto, który otrzymał propozycję pracy w Lechii, a później nad jego głową zebrały się burzowe chmury. 62-krotny reprezentant Polski stał się ofiarą gry o władzę, wpływy i finanse w zasłużonym klubie, który runął w tabeli Ekstraklasy... Hajto już pewnie zdaje sobie sprawę, że nie poprowadzi Lechii, choć sportowo miał szansę ją uzdrowić.