Kazik Staszewski – KULT futbolu. „Sebastian Mila chwycił mnie za serce"

Piłka nożna

W jego piosenkach stadion Legii wycelował jupitery w obce statki kosmiczne, piłkarze nasi grają źle a najlepszy bramkarz to… Bogusław Wyparło. Legendarny wokalista i lider Kultu Kazik Staszewski w ekskluzywnym wywiadzie dla Polsatu Sport opowiada o Adamie Nawałce wracającym z Hawany, oglądaniu meczów w trakcie koncertów, brzydocie Ligi Mistrzów i słabości do Sebastiana Mili.

O zainteresowaniu futbolem

 

Żar wciąż się tli i trudno przypuszczać, aby wygasł, bo raczej nigdy do tego nie dojdzie. W dzisiejszych czasach, gdy wszystko szybko goni i nie wybiera się miejscu ani czasu, tli się jednak trochę mniej. Takimi określeniami, jak znawca i wielbiciel piłki nożnej, mógłbyś mnie określać w latach 80-tych, czy nawet jeszcze wcześniej, natomiast w tej chwili bardziej angażuję się za pomocą emocji, niźli szeroko pojętej wiedzy.

 

Piłka nożna i boks przez lata współtworzyły moją osobowość. Były jednym z elementów mojego życia. Współuczestniczenie, obserwowanie, bycie świadkiem – dla wielu ludzi to bajka z kosmosu, ale nie dla mnie. Chodzenie na Legię, kibicowanie reprezentacji… Byłem na przykład fizycznie na słynnym meczu Polska – Portugalia w Chorzowie, korner Deyny, 1:1. Jako młody, ale świadomy człowiek, byłem przecież świadkiem największych triumfów Polski, gdy nasza piłka nożna była czymś, czym dzisiaj jest piłka holenderska!

 

O pierwszym zapamiętanym meczu

 

Walia – Polska w Cardiff w 1973 roku. Wiedziałem kto z kim gra, wiedziałem kto strzelił bramki, choć pewnych rzeczy nie kumałem, a pomagała mi w tym moja mama! Była taka sytuacja, że Gorgoń stuknął głową się z Toshackem, później były przepychanki. Moja mama na to: „Co on? Swojego bije!?”. Bo myśmy myśleli, że Toshack to Polak, bo to takie polskie nazwisko. A to był John Toshack oczywiście, słynny walijski napastnik. Później pamiętam świetnie mecz na Wembley, który sobie nagrałem. Słuchałem go tyle razy, że… nauczyłem się na pamięć.

 

O oglądaniu futbolu w trakcie koncertów

 

Zdarzyło się. Na przykład podczas meczu Kostaryka – Holandia w ćwierćfinale mistrzostw świata w Brazylii. Ja wiem, że to może strasznie nieprofesjonalne, ale na scenie miałem ustawiony monitor. Coś tam śpiewałem, lecz każdą chwilę instrumentalną biegłem w prawo i zerkałem co się dzieje. Podobnie jest z wynikami. Jak mamy koncerty, są one podawane. Tak samo robią chyba aktorzy w teatrze, widziałem nawet o tym film. Gość gra Hamleta: „Być albo nie być!”, a tam z boku: „Panie Krzysztofie, 2:0!”. U nas jest podobnie.

 

O renesansie polskiej piłki nożnej

 

Zawsze wierzę w renesans naszej piłki. W najgorszych momentach kadry Waldemara Fornalika, a także wcześniejszych selekcjonerów, wierzyłem. A wtedy nie marzyliśmy nawet o tym, aby awansować do mistrzostw świata czy Europy. Miałem taką nadzieję, choć wiadomo, czyją matką jest nadzieja. Sport jednak ma do siebie to, że bierne uczestniczenie w wydarzeniach niesie ze sobą pierwiastek irracjonalności. Graliśmy z Niemcami, a ja wierzyłem, że wygramy. Nie wiedziałem, bo byłoby to irracjonalne, ale wierzyłem. I wygrali. W końcu musieli. Udało się…

 

O Lidze Mistrzów

 

To odepchnęło mnie od futbolu, bo poszedł on w kierunku, gdzie wygrywają tylko najbogatsi. Dlatego nie potrafię w sobie wzbudzić zainteresowania Champions League. Nie jestem w stanie pasjonować się pięknem sportu jako takim. Są to mecze na niewyobrażalnym poziomie, ale co mnie obchodzi czy milionerzy z Madrytu pokonają milionerów z Barcelony? To dla mnie kompletnie obojętne.

 

O Sebastianie Mili

 

Ogromny sentyment czuję do Sebastiana, który idzie cały czas swoją drogą, swoim korytarzem. Miał różne upadki, czasami wzloty, był w klubach dziwnych i wydawało się, że to już koniec, a tu proszę. Pamiętam jego bramkę z Manchesterem City. Byłem wtedy w Anglii i pokazywano ją we wszystkich dziennikach, jako coś niespotykanego. Chłopak jest biorący moje emocje i serce. Podejrzewam, że umiejętności ma ogromne i jeszcze wiele przed nim. Pamiętam zresztą, jak jego tata grał w Gwardii Warszawa. Jako młody chłopak chodziłem oczywiście na Legię, ale także na Polonię a czasami – na Gwardię. I tam ojciec Sebastiana w pomocy dawał czadu.

 

O Robercie Lewandowskim

 

Robert nie budzi moich emocji, ale oczywiście jestem pełen uznania dla jego klasy. Z drugiej strony być może z pewnym opóźnieniem dociera do mnie fakt, że wreszcie mamy piłkarza, który od czasów Zbigniewa Bońka, jest zawodnikiem klasy absolutnie światowej. W tej kwestii nie mam żadnych wątpliwości. Co więcej – takich, jak Robert, jest kilku. To nie są sfrustrowani goście, którzy grzeją ławę w klubach greckich, tylko podstawowi zawodnicy silnych drużyn europejskich. Szczęsny gra w Arsenalu, Glik jest kapitanem Torino, a Krychowiak zbiera fantastyczne recenzje w Hiszpanii. Oni dają nam szansę na lepsze jutro.

 

O Adamie Nawałce

 

Adama Nawałkę pamiętam, jako bardzo ciekawego piłkarza z kadry, którą Jacek Gmoch prowadził w 1978 roku. Pan Adam dołączył do medalistów mistrzostw świata, razem z Bońkiem i Lubańskim, i przez chwilę wydawało się, że nic nie stoi nam na przeszkodzie, aby zdobyć mistrzostwo. Później pamiętam zdjęcie z Przeglądu Sportowego – na nim młodziutki Nawałka na tle lasek o karnacji ciemniejszej i podpis: „Adam Nawałka nigdy nie zapomni pobytu na Światowym Festiwalu Młodzieży w Hawanie”.

 

Jestem trochę rozczarowanym tym, że mamy przywiązanie do rodzimej myśli szkoleniowej. W siatkówce czy koszykówce potrafiliśmy się otworzyć na świat i nie jest to żadną ujmą. Do kandydatury Nawałki również byłem nastawiony sceptycznie. Myślałem, że to będzie coś równie nieudanego, co Waldemar Fornalik. Okazało się, że się myliłem. Ja bardzo chciałbym się mylić Panie Adamie! Proszę mi pokazać, że głupi jestem i nie mam racji!

 

Całą rozmowę Sebastiana Staszewskiego z Kazikiem Staszewskim zobacz w materiale wideo.

Sebastian Staszewski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze