Kanonierzy bez armat, Czerwone Diabły górą w hicie. Kontuzja Szczęsnego

Piłka nożna
Kanonierzy bez armat, Czerwone Diabły górą w hicie. Kontuzja Szczęsnego
fot. PAP

Arsenal długo bił głową w mur, za co ostatecznie został skarcony i nie dał rady się podnieść. Manchester United nastawił się na kontry i to się sprawdziło - mimo dużej przewagi gospodarzy potrafił wywieźć cenne trzy punkty z The Emirates. W drugiej połowie z boiska zszedł kontuzjowany Wojciech Szczęsny.

Oba zespoły dołują z formą, a hitowe spotkanie nie przyniosło takiego poziomu, jakiego się po nim spodziewano. Arsenal bezskutecznie "bombardował" bramkę Davida de Gei, by w końcu… samemu wymierzyć sobie cios kontrujący. Bezradnych gospodarzy dobił Wayne Rooney.

Mecz stał pod znakiem pojedynku z byłym pracodawcą Danny'ego Welbecka. Popularny Welbz nie był jednak centralną postacią spotkania, mimo że miał swoje szanse - kilkukrotnie dobrze odnajdywał się w polu karnym gości, próbował też piętą tyłem do bramki. Obraz pierwszej części gry malował się na połowie gości, którzy cierpliwie czekali na swoje szanse, a z opresji kilka razy wyciągał ich De Gea. Większość strzałów szła jednak w Hiszpana, ten więc potrafił skutecznie się ustawiać.

Najlepsi w pierwszej połówce byli Alex Oxlade-Chamberlain i Marouane Fellaini. Niemal jedyną dobrą sytuację dla gości nieznacznie przestrzelił z dystansu Angel di Maria. Po stronie Kanonierów mylili się Alexis Sanchez, Jack Wilshere i wspomniany Welbeck.

Niewykorzystane sytuacje się mszczą, o czym na własnej skórze (po raz kolejny) przekonali się gospodarze. Kilka minut po wznowieniu gry Wojciech Szczęsny niefortunnie zderzył się z Kieranem Gibbsem, po czym wstrzelenie w pole karne Antonio Valencii trafia w tego drugiego i wpada do siatki. 0:1!

Demony dawnych spotkań wróciły na The Emirates - często bowiem spotkania z Manchesterem United stały pod znakiem błędów, samobójczych trafień, kontuzji i wstydliwych porażek. Wojtka Szczęsnego zastąpił między słupkami Damian Martinez. Mimo naporu Kanonierów nie potrafili oni stworzyć sobie stuprocentowych sytuacji do wyrównania stanu gry. Najbliższy tego był Santi Cazorla, który zmienił kontuzjowanego Jacka Wilshera - Hiszpan po zgraniu Welbecka mocno uderzał z pierwszej piłki, jednak prosto w kolegę z reprezentacji.

Gospodarze rzucili wszystkie siły do przodu, czego efektem szybka kontra gości i drugi cios. Di Maria mocnym podaniem minął jedynego wracającego defensora i oko w oko z Martinezem stanął Wayne Rooney. Anglik zachował stoicki spokój i delikatnym lobem podwyższył rezultat. 0:2!

Mina fanów Arsenalu była jednoznaczna. Zespół Wengera nie mógł już uratować tego spotkania. Arbiter doliczył aż 8 minut, ale szansę na bramkę miał… Di Maria. Obrona Kanonierów została w dziecinny sposób minięta po raz kolejny i Argentyńczyk mógł w efektowny sposób zakończyć spotkanie - uderzył w bliźniaczy do Rooneya sposób, jednak chybił. Nadzieje w serca fanów wlał na chwilę przed końcem powracający po długiej kontuzji Olivier Giroud. Francuz uderzył mocno pod poprzeczkę i wreszcie pokonał bezbłędnego De Geę. 1:2!

Wynik nie uległ już jednak zmianie, hit kolejki nie stał na najwyższym poziomie, jednak przyniósł wiele emocji. Podopieczni Van Gaala oddali zaledwie dwa celne strzały i potrafili zdobyć dwa gole. Po zdobyciu trzech oczek przesuwają się w tabeli nad Arsenal.


Arsenal Londyn - Manchester United 1:2 (0:0)
Giroud 90+5' - Gibbs sam 56', Rooney 85'

Hubert Chmielewski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze