Od zbędnego ciężaru do obiektu pożądania. Nowa siła Pucharu Polski

Piłka nożna

Od kiedy Zbigniew Boniek jest prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej jasno mówił, że w polskim futbolu kilka rzeczy musi się zmienić. Zdążył już zatrudnić nowego selekcjonera, opowiedział się za reformą Ekstraklasy, ale też postawił sobie za cel przywróceniu blasku i prestiżu rozgrywkom Pucharu Polski.

Czy ten cel udało się osiągnąć? Każdy może ocenić to sam, ale przypomnijmy, że finał Pucharu Polski z sezonu 2013/2014 zakończył się sukcesem – nawet mimo tego, że nie grały w nim topowe polskie kluby (beniaminek Zawisza Bydgoszcz i późniejszy spadkowicz Zagłębie Lubin) Na Stadionie Narodowym pojawiło się 37000 ludzi – również dzięki akcji #WszyscyNaPuchar, która została doceniona przez UEFA i znalazła się w trójce najlepszych kampanii dotyczących zaangażowania kibiców w sieci (Best Digital Fan Engagement Campaign). Natomiast na zawodnikach zrobił wrażenie nie tylko Stadion Narodowy, ale również organizacja i oprawa spotkania. Pojawiły się nawet porównania (być może trochę przesadzone) do finału Ligi Mistrzów.

Nowy sezon, nowe rozdanie

Nowe rozgrywki zaczęły się od meczu o Superpuchar Polski. Zdobywca Pucharu Zawisza mierzył się z mistrzem Legią. Eksperci mieli pretensje do trenera Henninga Berga, że ten wystawił mocno rezerwowy skład, z wieloma niedoświadczonymi zawodnikami. Oczywiście to odbiło się na wyniku i to Zawisza zdobył trofeum wygrywając 3:2.

Jednak już w samym Pucharze Polski norweski szkoleniowiec miał zupełnie inne podejście. Od pierwszego meczu z Miedzią Legnica w 1/16 finału rozgrywek Berg stawiał na zawodników pierwszego składu, podkreślając, że puchar jest niemal tak samo ważny jak Ekstraklasa i Liga Europejska. Legia jest już w ćwierćfinale gdzie po ciężkich meczach czeka już Śląsk Wrocław.

Wielkie mecze maluczkich

Przykład drużyny Tadeusza Pawłowskiego pokazuje, że ekstraklasowym zespołom nie zawsze idzie lekko, łatwo i przyjemnie. Nawet kiedy grają w teoretycznie mocnym składzie. Śląsk mierzył się z Widzewem Łódź i Stalą Stalowa Wola - i w obu przypadkach długo męczył się z niżej notowanymi rywalami.

Na poziomie 1/4 finału rozgrywek są dwaj outsiderzy – Znicz Pruszków i Błękitni Stargard Szczeciński. Zwłaszcza ten drugi zespół zrobił wrażenie na ekspertach. W meczu z GKS-em Tychy były emocje, piękne bramki, a strzelec zwycięskiego gola uronił nawet kilka łez w pomeczowym wywiadzie.

Na pochwałę zasługuje również „Stalówka” która była w stanie wyeliminować Lechię Gdańsk i wysoko zawiesiła poprzeczkę Śląskowi. Bramkarz Tomasz Wietecha ostatecznie nie uchronił swojego zespołu od porażki, ale do końca życia będzie mógł mówić, że akurat jemu gola – nawet z rzutu karnego – nie strzelił Sebastian Mila, pogromca Manuela Neuera.

W oczekiwaniu na wielki finał

2 maja, Stadion Narodowy, finał Pucharu Polski. Wydaje się, że po tylu emocjach, których doświadczyliśmy już na etapie 1/16 i 1/4 kibice już teraz ostrzą sobie zęby na to spotkanie. Pytanie tylko kogo będziemy oglądać w tym meczu? Czy o trofeum zagrają faworyci Legia i Lech, a może jednak doczekamy się niespodzianek? Może tego wielkiego zaszczytu dostąpią piłkarze z małego klubu, dla których sam występ na Narodowym byłby czymś niesamowitym. Na tym przecież polega piękno futbolu. Odpowiedzi na te pytania poznamy już w 2015 roku, a tymczasem zapraszamy do obejrzenia materiału wideo, w którym można zobaczyć najciekawsze akcje, a także komentarze z 2014 roku z Pucharem Polski.

Mateusz Majak, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze