Czy zgodzi się pan z opinią, że był to najlepszy rok w historii polskiego kolarstwa? Po zdobyciu przez Michała Kwiatkowskiego mistrzostwa świata elity takie zdanie wyraził sam Ryszard Szurkowski...

 

Wacław Skarul: Brałem udział w wielu rozmowach, w których słyszałem podobną opinię. Ja upierałbym się przy określeniu, że był to jeden z najlepszych sezonów w historii. Kolarstwo odradza się i jest na najlepszej drodze, aby odzyskać popularność z lat 70. i 80. ubiegłego wieku, kiedy królowali Rysiek Szurkowski i Staszek Szozda, a potem Czesław Lang, Lech Piasecki czy Joachim Halupczok. Nie chcę stosować porównań na siłę, bo kolarstwo z tamtych lat było zupełnie inne niż w dzisiejszych czasach.

 

Wszystko wskazuje na to, że Kwiatkowski i Majka przysporzą kibicom jeszcze wiele powodów do radości. Jeden ma 24 lata, drugi jest starszy o niecały rok.

 

Też tak uważam. Przed nimi wielka przyszłość. Trafił się nam wspaniały duet, na dodatek doskonale się uzupełniający. To są różni kolarze - Michał świetnie jeździ w wyścigach klasycznych i na czas, a Rafał to góral, jakich mało, co udowodnił zwycięstwami etapowymi na Tour de France. Wielką klasę potwierdził wygrywając Tour de Pologne. Ale cieszą mnie nie tylko ich sukcesy. W tym roku polscy kolarze zdobyli 17 medali w imprezach rangi mistrzowskiej, również w konkurencjach olimpijskich. Wiele dobrego działo się na przykład na torze.

 

Proszę przypomnieć największe sukcesy torowców...

 

Katarzyna Pawłowska została wicemistrzynią świata w scratchu, Eugenia Bujak - mistrzynią Europy w wyścigu punktowym. Wysokie lokaty w Pucharze Świata zajmowała Małgorzata Wojtyra. Wszystkie trzy są silnymi punktami drużyny, którą - mam nadzieję - będzie stać na wiele w igrzyskach w Rio de Janeiro. Do czwartego miejsca w drużynie kandyduje obecnie kilka zawodniczek. Jest też silna konkurencja wśród sprinterów. Trener Andrzej Tołomanow ma do każdego z trzech miejsc w drużynie po dwóch-trzech kandydatów. Szturmują drzwi kadry niezwykle utalentowani młodzi zawodnicy, jak Patryk Rajkowski czy Mateusz Lipa. A z drugiej strony jest weteran Damian Zieliński, który na Gwadelupie zdobył srebro mistrzostw Europy w sprincie indywidualnym. Sprinterami nam obrodziło. Drużyna juniorów, w składzie Patryk Rajkowski, Marcin Czyszczewski i Michał Lewandowski, wywalczyła brąz mistrzostw świata. Takiego wyniku dawno nie było.

 

Czy sprinterów stać na medal olimpijski? O takim celu mówi trener Tołomanow...

 

To będzie trudne, bo konkurencja na świecie jest bardzo silna. Myślę, że w Rio stać będzie nasz zespół na solidne miejsce punktowane. Przypomnę, że na ostatnich igrzyskach w Londynie punkty z całej ekipy kolarskiej zdobyła tylko Aleksandra Dawidowicz za siódme miejsce w wyścigu MTB.

 

Skoro już wspomniał pan o kolarstwie górskim, to chyba możemy mówić o regresie na tym polu. Wyjątkiem jest Maja Włoszczowska. Wywalczyła w tym roku brązowy medal mistrzostw Europy i była siódma w mistrzostwach świata...

 

Maja jest niezniszczalna. Można na nią liczyć jak na Zawiszę. Czy regres? Zgadzam się. Nie widać jej następczyń. Są wprawdzie Katarzyna Solus-Miśkowicz i Anna Szafraniec, ale to jednak tylko zawodniczki z szerokiej czołówki światowej.

 

Na jakie wydarzenia mijającego roku chciałby pan jeszcze zwrócić uwagę?

 

We wrześniu ruszył Narodowy Program Rozwoju Kolarstwa, którego celem jest całościowe kształtowanie młodych zawodników - od szkółek do kadry narodowej. W inauguracji programu w dolnośląskim Obiszowie wzięli udział minister sportu Andrzej Biernat i sponsor strategiczny PZKol. Dariusz Miłek. Obecnie działają 62 szkółki w czterech województwach: dolnośląskim, śląskim, wielkopolskim oraz kujawsko-pomorskim. W grudniu odbyły się pierwsze mistrzostwa Polski szkółek na torze. Zakładam, że w przyszłym roku dzięki pomocy ministerstwa będą powstawały kolejne placówki w innych województwach. Dzieci garną się dziś do kolarstwa. Najlepszym tego przykładem jest Akademia "Copernicus" Michała Kwiatkowskiego w Toruniu, gdzie kształci się około 120 młodych adeptów tego sportu.

 

Rozmawiał: Artur Filipiuk