Wyróżniających postaci w 2014 roku nie brakowało. Naszym zdaniem zarówno polscy, jak i zagraniczni ligowcy, a także poszczególni trenerzy i działacze zasłużyli na miano ludzi sukcesu. Skrupulatnie przyjrzeliśmy się i przedstawiamy sylwetki tych najlepszych z najlepszych, którzy według nas  podnoszą poziom sportowy naszej ligi oraz postaciom barwnym, które dodają jej kolorytu. Wyjątkowe słowa pochwały kierujemy pod adresem Sebastiana Mili, Mateusza Piątkowskiego, Flavio Paixao, Semira Stilicia, Ondreja Dudy oraz trenerów Henninga Berg i Tadeusza Pawłowskiego. Spośród działaczy wyróżniamy Zdzisława Kręcinę i Macieja Wandzla. Sami sprawdźcie za co!

 

Sebastian Mila (Śląsk Wrocław)

 

Zestawienia zaczynamy od pomocnika Śląska Wrocław, który przeszedł prawdziwą piłkarską metamorfozę. Rok 2014 bez wątpienia zostanie na długo zapamiętany przez Sebastiana Milę z wielu powodów. Piłkarz, który wydawało się, że był już na wylocie ze Śląska stał się gwiazdą nie tylko swojej drużyny klubowej, ale także reprezentacji, do której wdarł się przebojem. Ale po kolei! Kiedy pod koniec lutego tego roku wrocławską drużynę objął Tadeusz Pawłowski sytuacja Mili mocno się skomplikowała. Legenda klubu ze stolicy Dolnego Śląska najpierw odebrała niespełna 32-letniemu wówczas Mili opaskę kapitańską, a następnie publicznie skrytykowała zawodnika za jego niesportową sylwetkę. Zdawać się mogło, że gracz pójdzie na wojnę z nowym szkoleniowcem, który zaprowadził restrykcyjne porządki, ale jak mówi sam trener Pawłowski o Mili było zupełnie inaczej.

 

Udowodnił, że jest inteligentnym człowiekiem, bo nie wszedł ze mną w spór tylko się dogadaliśmy. Aktualna postawa Sebastiana dowodzi, że zasługuje na grę w drużynie narodowej. Wiedziałem, że jeżeli będzie ze mną współpracował na moich zasadach to powrót do reprezentacji w jego przypadku jest możliwy - mówił Pawłowski będąc gościem Cafe Futbol pod koniec września.

 

Zmiany, które zaszły w sportowym życiu Sebastiana Mili spowodowały, że doświadczony pomocnik napisał dla siebie iście hollywoodzki scenariusz. Od grubaska zmierzającego ku piłkarskiej emeryturze nie dość, że stał się gwiazdą Ekstraklasy, to także kadry Adama Nawałki. Bramki zdobyte w meczach eliminacyjnych z Niemcami oraz z Gruzją są wisienką na torcie. Mila poczynił milowy krok w ratowaniu swojej kariery. Śmiało można powiedzieć, że przeżywa teraz drugą młodość. Dla biało-czerwonej reprezentacji nie jest tylko uzupełnieniem, on jest jej jesiennym niekwestionowanym bohaterem i liderem.

 

Sebastian Mila jest współczesną ikoną Śląska Wrocław/Cyfrasport

 

Ekstraklasowy dorobek wychowanka Bałtyku Koszalin jest więcej niż dobry. W 19 meczach polskiej ligi mistrz Europy U-18 z 2001 roku zdobył pięć bramek i zanotował sześć asyst. Mila w barwach Śląska rozgrywa swój siódmy sezon, ale dużo mówi się o jego odejściu. Sam zainteresowany wielokrotnie podkreślał, że gdyby miał odejść z WKS-u to tylko do Lechii Gdańsk, którą darzy szczególnym sentymentem. To właśnie w gdańskim klubie „Roger” zaczynał grać w dorosłą piłkę. Transfer zimą wydaje się być mało prawdopodobny, ale po zakończeniu sezonu nie można wykluczyć takiej ewentualności. Kontrakt 34-krotnego reprezentanta Polski ze Śląskiem Wrocław wygasa co prawda dopiero 30 czerwca 2016, ale kiedy obie strony chcą tego samego jak w przypadku Lechii i Mili to wszystko może się zdarzyć. Kilka tygodni temu trener Pawłowski odniósł się do pogłosek, które pojawiają się w mediach odnośnie zainteresowania Lechii Milą.

 

Jeżeli ktoś chce podjąć z nami rozmowy, to powinien najpierw złożyć oficjalną i poważną ofertę. Włożyliśmy w Sebastiana wiele pracy, to reprezentant kraju, strzelił gola Niemcom i kwota powinna być odpowiednia. Jeżeli będzie bardzo chciał odejść, to nie mogę wykluczyć transferu, ale nie możemy się ośmieszać - powiedział dość dosadnie trener Śląska.

 

Mateusz Piątkowski (Jagiellonia Białystok)

 

Napastnik, który miesiąc temu skończył 30 lat jest rewelacją rundy jesiennej sezonu 2014/15. Piątkowski decyduje o sile ofensywnej drużyny ze stolicy Podlasia. Świadczy o tym znakomity bilans, którym może się poszczycić. Zespół Michała Probierza w 19 ekstraklasowych meczach zdołał zdobyć 30 goli z czego aż 40% tego dorobku to zasługa Piątkowskiego. Wychowanek Orła Piława Dolna rozgrywa dopiero swój drugi sezon na najwyższym szczeblu ligowym w Polsce, ale bez wątpienia jest to jego moment w karierze. „Piątek” gra pierwsze skrzypce w białostockim zespole i jest nie tylko gwiazdą Jagi, ale także całej Ekstraklasy. Zdobywa bramkę średnio co 123 minuty, ale oprócz świetnej skuteczności jest też niezwykle pożyteczny dla zespołu, bowiem często szuka podań do partnerów. Jego ogromnym atutem jest bez wątpienia fakt, że świetnie radzi sobie grając tyłem do bramki rywala, a także znakomicie prezentuje się pod względem fizycznym. Technika użytkowa oraz przede wszystkim instynkt strzelecki to jest to, z czego słynie białostocki kiler, bo właśnie w niego zamienia się pod bramką rywali.

 

Mateusz Piątkowski strzelił tej pory 19 goli w Ekstraklasie w barwach Jagiellonii/fot.Cyfrasport

 

Poprzedni sezon najlepszy snajper ligi mógł uznać za średnio zadowalający. Co prawda był podstawowym atakującym w drużynie, ale statystyki nie powalały na kolana. W 30 meczach ligowych zdobył siedem bramek, a sezon zakończył z czerwoną kartką, którą został ukarany w meczu z Koroną Kielce. Z tego powodu Piątkowskiego zabrakło w pierwszej kolejce nowego sezonu, gdy białostoczanie rywalizowali przed własną publicznością z Lechią Gdańsk (2:2). Wtedy „Piątkę” wyręczył inny napastnik Patryk Tuszyński, który w debiucie zdobył dwie bramki dla Jagi przeciwko swojej byłej drużynie. Piątkowski jest liderem klasyfikacji strzelców obok Flavio Paixao. W 18 meczach zgromadził 12 goli i dorzucił dwie asysty. Bilans doświadczonego napastnika, który przed dwoma laty trafił do Jagi z Dolcanu Ząbki przemawia sam za siebie.

 

Flavio Paixao (Śląsk Wrocław)

 

Kolejny 30-latek po Piątkowskim, który błyszczy w polskiej Ekstraklasie. Flavio to zawodnik nietuzinkowy, prawdziwa perła spośród naszych ligowców. Do ekipy Śląska Wrocław dołączył w poprzednim sezonie w trakcie trwania rundy wiosennej. Sam zawodnik potrzebował czasu na aklimatyzację i przede wszystkim na dojście do pełni formy. W ubiegłym sezonie zagrał w 13 meczach ligowych i zanotował w nich zaledwie jedno trafienie oraz tyle samo asyst. Bez wątpienia pozostawał w cieniu brata bliźniaka Marco. Jednak kontuzja drugiego z braci Paixao sprawiła, że to Flavio wziął na siebie rolę lidera. Odziedziczył po Marco nie tylko opaskę kapitańską, ale także skuteczność. Portugalczyk, który przywędrował do drużyny Tadeusza Pawłowskiego aż z ligi irańskiej, w której w ciągu dwóch lat zagrał 61 meczów i strzelił 20 goli stał się ulubieńcem wrocławskich kibiców.

 

Kredyt zaufania wobec fanów spłacił najlepiej jak tylko mógł czyli kapitalną grą. Flavio może poszczycić się hat-trickiem w wyjazdowym meczu z Lechią Gdańsk wygranym przez drużynę Śląska aż 4:1. Nie tylko polskie media donoszą, że były zawodnik szkockiego Hamiltonu może niebawem dostać powołanie do reprezentacji Portugalii. Iberyjska prasa wielokrotnie potwierdzała te rewelacje. Dziennikarze lizbońskiej gazety "Record" doceniają, że mający 12 goli w polskiej lidze brat bliźniak Marco Paixao, Flavio, jest drugim po Cristiano Ronaldo najskuteczniejszym Portugalczykiem występującym w europejskiej lidze.

 

Flavio Paixao jest w wysokiej formie. W ligowym meczu aż trzykrotnie pokonał bramkarza gdańskiej Lechii. Wprawdzie napastnik Śląska strzelił trzy bramki, ale czwarta po samobójczym trafieniu Tiago Valente również była jego zasługą - napisał "Record” po październikowym występie Flavio w Gdańsku.

 

W tamtym sezonie Marco Paixao zdobył dla Śląska 28 bramek na wszystkich frontach. Flavio ten rezultat ciężko będzie powtórzyć, ale 13 goli zdobytych biorąc pod uwagę ligę oraz Puchar Polski sprawia, że wstydu bratu nie przynosi. Najlepszy strzelec Śląska tej sztuki dokonał łącznie w 21 meczach, w których zanotował także trzy asysty. W ostatnim meczu w tym roku obaj bracia Paixao wybiegli razem na boisko. Efekt był wspaniały. Śląsk pokonał GKS Bełchatów 2:1, a bramki zdobył portugalski duet braci.

 

Ondrej Duda (Legia Warszawa)

 

20-letni słowacki pomocnik uchodzi za największy talent w swoim kraju od czasów Marka Hamsika. Gracz warszawskiej Legii już w tej chwili jest kuszony przez zagraniczne kluby. W swoich szeregach Dudę widzieliby władze Evertonu czy SSC Napoli. A kwota, o której się mówi w kontekście transferu przebojowego Słowaka to aż 8 milionów euro! Sam zainteresowany oznajmił, że zmiana barw klubowych go nie interesuje. Ojciec Ondreja wyznał, że na opuszczenie stolicy Polski jest jeszcze za wcześnie. Piłkarz pochodzący ze Sniny jest łakomym kąskiem na rynku transferowym, ale Henning Berg nie wyobraża sobie, że mógłby stracić swojego asa już zimą.

 

Ondrej Duda znalazł się w kręgu zainteresowań SSC Napoli oraz Evertonu/fot.Cyfrasport

 

Kibice, którzy dokładnie pamiętają pierwszy mecz Dudy w barwach Legii muszą być mile zaskoczeni postawą słowackiego gracza. W debiucie przeciwko Śląskowi (1:1) Duda zepsuł trzy stuprocentowe okazje. Widać było, że był zestresowany i trema go zjadła. Jednak ten zawodnik to talent czystej wody, co potwierdza szczególnie w tym sezonie. Jest wiodącą postacią drużyny mistrza Polski. Strzela, asystuje, popisuje się pięknymi zagraniami. Gracz wszechstronny i o nadzwyczajnej technice. Ten sezon jest dla niego niebywale udany. W lidze rozegrał 15 meczów i zdobył w nich cztery bramki. Zapisał na swoim koncie, także cztery asysty. Trzy gole strzelone w rozgrywkach Ligi Europejskiej uzupełniają bilans utalentowanego 20-latka.

 

Semir Stilić (Wisła Kraków)

 

Odkąd ponownie zawitał do polskiej ligi piłkarsko odżył. Żeby nie powiedzieć, że wrócił wręcz do świata żywych. I trzeba przyznać, że w kraju nad Wisłą czuje się jak ryba w wodzie. Stilić ponownie stał się dorodną rybą a klubem, który umożliwił mu sportową reanimację była Wisła Kraków i doskonale mu znany Franciszek Smuda. Bośniak dołączył do krakowskiej drużyny przed rundą rewanżową poprzedniego sezonu. I w zasadzie z miejsca zaczął błyszczeć i brylować w polskiej Ekstraklasie.

 

Semir Stilić jest motorem napędowym krakowskiej Wisły/fot.Cyfrasport

 

Były reprezentant Bośni i Hercegowiny wkomponował się w zespół Franza Smudy znakomicie. Od razu stał się pierwszoplanową postacią Wisły i zaczął prezentować formę jak za najlepszych czasów z Lecha Poznań. Za byłym graczem Kolejorza przemawia nie tylko efektowna gra, ale przede wszystkim statystyki, a te ma naprawdę imponujące. W ubiegłym sezonie wystąpił w 16 meczach ligowych, w których strzelił siedem goli, notując również cztery asysty. Miniona runda była równie udana dla ofensywnego pomocnika pochodzącego z Bałkanów. Stilić w 19 meczach zdobył siedem bramek i zapisał na swoim koncie sześć kluczowych podań. Bez wątpienia dwie rundy rozegrane w barwach Białej Gwiazdy są najlepszymi w karierze Stilicia jeśli chodzi o częstotliwość zdobywania bramek. Zawodnik urodzony w Sarajewie wracał do Polski po nieudanych przygodach na Ukrainie i w Turcji. Nie było pewne, czy w Wiśle zdoła wrócić do wysokiej dyspozycji, więc zaproponowano mu tylko półtoraroczny kontrakt. W stolicy Małopolski ubolewają nad tym, bo umowa wygasa już za pół roku. Pod Wawelem zdają sobie sprawę, że 27-letniego Bośniaka trudno będzie namówić na nowy kontrakt. Sam zawodnik zapewnia: - Pieniądze nie są najważniejsze. Najistotniejsze jest to, że w Krakowie czuję się wyśmienicie. Zapewnienia Stilicia są zapewne szczere, ale Wisły może być najzwyczajniej w świecie nie stać na usługi bośniackiego gracza. Franciszek Smuda zdaje sobie sprawę, że odejście jego najlepszego piłkarza może być sporym problemem dla jego ekipy.

 

Jeśli właściciela klubu będzie na niego stać to musimy go zatrzymać. To dla nas konieczność! To zawodnik, jakiego chciałby mieć każdy trener i każdy klub. Semir potrafi swoimi niekonwencjonalnymi zagraniami zmienić losy meczu – uważa były selekcjoner reprezentacji Polski Franciszek Smuda.

 

Tadeusz Pawłowski (Śląsk Wrocław) i Henning Berg (Legia Warszawa)

 

Ci dwaj szkoleniowcy niewątpliwie zasłużyli na to, aby docenić ich pracę w sposób szczególny. Trenera Pawłowskiego za to, że potrafił wykrzesać z zespołu Śląsk Wrocław wszystko to, co najlepsze. Odbudował wrocławską ekipę w oparciu o Sebastiana Milę, którego zmobilizował do tego, aby wziął się za siebie pod względem fizycznym. Uwagi Tadeusza Pawłowskiego gwiazdor Śląska wziął sobie do serca z korzyścią dla niego samego, drużyny klubowej oraz reprezentacyjnej. Zespół ze stolicy Dolnego Śląska po 19. kolejkach plasuje się na drugiej pozycji ze stratą zaledwie trzech oczek do liderującej Legii. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia Tadeusz Pawłowski podpisał nowy kontrakt ze Śląskiem Wrocław. Nowa umowa szkoleniowca obowiązywać będzie do czerwca 2016 roku. Pod wodzą trenera Pawłowskiego Śląsk rozegrał 33 mecze w ekstraklasie, z czego 17 wygrał, 11 zremisował i tylko pięć razy przegrał.

 

Praca trenerska w Śląsku była od zawsze moim marzeniem. Jestem ogromnym szczęściarzem, że przez ostatnie miesiące mogłem to marzenie realizować. Cieszę się, że będę mógł to robić nadal, na dodatek w gronie fantastycznych osób, które spotkałem we Wrocławiu - zaznacza opiekun wicelidera T-Mobile Ekstraklasy.

Drużyny Henninga Berga oraz Tadeusza Pawłowskiego najlepiej radzą sobie w rozgrywkach ligowych/fot.Cyfrasport

 

Henninga Berga wyróżniamy głównie za postawę Legii w europejskich pucharach. Wojskowi świetnie radzili sobie w eliminacjach do Ligi Mistrzów, z którą musieli pożegnać się przedwcześnie z wiadomych powodów. Norweg dał Legii nową jakość, którą doskonale widać było w rozgrywkach Ligi Europejskiej. Mistrzowie Polski przed rokiem przegrali pięć spotkań, wygrywając tylko jeden w fazie grupowej LE, natomiast w tym sezonie proporcja całkowicie się odwróciła. Legioniści nie dość, że przewodzą stawce w polskiej lidze to na dodatek wyszli z pierwszego miejsca z grupy w Europa League zostawiając w tyle Trabzonspor, Lokeren i Metalista Charków. Zatrudnienie Berga było świetnym ruchem władz stołecznego klubu.

 

Zdzisław Kręcina (Piast Gliwice) i Maciej Wandzel (Legia Warszawa)

 

21 marca piłkarską Polskę obiegła zaskakująca informacja. Był to najbardziej nieoczekiwany powrót do polskiej piłki w ostatnim czasie. Zdzisław Kręcina został nowym dyrektorem Piasta Gliwice, który po kilku latach niebytu w polskiej piłce wrócił do obiegu. Były sekretarz generalny PZPN to osobistość, której kibicom piłkarskim w naszym kraju nie trzeba specjalnie przedstawiać. Przez wiele lat uchodził za jedną z najbardziej specyficznych i oryginalnych postaci w środowisku. Przez wiele lat był związany z Polskim Związkiem Piłki Nożnej, jedną z twarzy związku oraz prawą rękę poprzednika Zbigniewa Bońka prezesa Grzegorza Laty.

 

Kręcina po ostatnich niepowodzeniach zdecydował się pełnić ważną funkcję w Piaście Gliwice. Były sekretarz generalny PZPN startował w ostatnich wyborach na prezesa związku, ale otrzymał zaledwie 13 głosów. Dało mu to przedostatnie miejsce z trzema głosami przewagi nad Stefanem Antkowiakiem i dwoma oczkami straty do Romana Koseckiego. Były współpracownik Grzegorza Laty od 1997 roku pełnił funkcję zastępcy sekretarza, a od 18 marca 1999 roku do 30 listopada 2011 roku sekretarza generalnego PZPN. W 2008 kandydował na  prezesa PZPN, w wyborach zajął jednak drugie miejsce za Latą. Czas pokazał, że transferowa bomba jaką niewątpliwie było objęcie posady dyrektora w Piaście Gliwice przez Zdzisława Kręcinę przyniosła korzyści nie tylko w sferze medialnej i marketingowej.  Służy on śląskiemu klubowi swoją wiedzą teoretyczną i praktyczną, którą zdobył podczas sprawowania rządów w PZPN.

 

Pod koniec września na pokład Legii Warszawa dołączył kolejny działacz. Nowym właścicielem mistrzów Polski jednym z trzech został Maciej Wandzel. Do duetu Dariusz Mioduski - Bogusław Leśnodroski przyłączył się były szef Rady Nadzorczej Ekstraklasy SA, który przejął dwudziestoprocentowy pakiet akcji warszawskiego klubu. Jednocześnie stał się nowym przedstawicielem mistrzów Polski w organizacji, której przez ostatnie trzy lata był reprezentantem, a także jednym z autorów przekształceń Ekstraklasie. Transfer Wandzla do Legii wzbudził wiele kontrowersji z powodu nie tak dawnej działalności najnowszego właściciela Wojskowych w Lechu Poznań.

 

W ostatnim czasie Wandzel bardzo odsunął się od Kolejorza, a zbliżał właśnie ku Legii. Na meczach mistrzów Polski często zasiadał w loży razem z najważniejszymi ludźmi w klubie. Jego syn Aleksander, który występował na pozycji bramkarza zamienił Lecha na Legię. Leśnodorskiego i Wandzla od wielu lat łączyło wiele, nie tylko przyjaźń. Są to wieloletni partnerzy biznesowi działający chociażby wspólnie w Funduszu Inwestycyjnym Black Lion, którego Wandzel jest prezesem zarządu, a Leśnodorski przewodniczącym Rady Nadzorczej. Trzej panowie (Mioduski, Leśnodorski i Wandzel) wprowadzili dużo zamieszania na krajowym podwórku, ale dzięki nim jest naprawdę barwnie.