Radom padł. Czarni za mocni. Śląsk też wygrywa
Śląsk Wrocław pokonał AZS Koszalin 73:66 w meczu na szczycie koszykarskiej Tauron Basket Ligi. W Radomiu Rosa przegrała pierwszy w sezonie mecz przed własną publicznością - z Energą Czarnymi Słupsk 78:87.
Radomianie mieli zdominować rywali przede wszystkim akcjami za trzy punkty. Podsumowując wystep - nie było z tym źle, bo podopieczni trenera Wojciecha Kamińskiego trafili 12 "trójek". Najlepiej w tym elemencie radził sobie Łukasz Majewski (5/6), najgorzej Amerykanin Danny Gibson (2/7).
Wściekły Kamiński
Koszykarze Energi lepiej spisywali się jednak w szybkim ataku, skuteczniej wykorzystywali też "prezenty" rywali i ich straty. Końcówka meczu mogła być dramatyczna. Niecałę minutę przed końcem meczu po dwóch wykorzystanych rzutach wolnych Urosa Mirkovica Rosa przegrywała tylko 76:81 a piłkę stracił Jerel Blassingame. Przechwyt Michała Sokołowskiego na nic jednak się zdał, bo po chwili stratę zaliczył John Turek - amerykański środkowy Rosy. Trener Kamiński był wściekły. Nic jednak dziwnego, bo właśnie w tym momencie szanse na doprowadzenie do dogrywki odleciały...
Ostatecznie Rosa przegrała 78:87. Do sukcesu poprowadził Energę 25-letni Karol Gruszecki, który rozegrał najlepszy mecz w karierze i sezonie. Uzyskał rekordową liczbę punktów i zbiórek - 23 pkt i siedem zbiórek. Istotny wkład w wygraną miał amerykański rozgrywający Jerel Blassingame - dziewięć asyst, siedem zbiórek i cztery punkty. W zespole Rosy najskuteczniejszym graczem był Łukasz Majewski - 21 pkt.
To piąta porażka w sezonie ekipy z Radomia (przy 9 zwycięstwach) i pierwsza na własnym parkiecie. Energia ma bilans 8-6 i zajmuje w tabeli 7. miejsce.
Skibniewski poprowadził Śląsk
Początek spotkania we Wrocławiu był bardzo wyrównany i żadna z drużyn nie potrafiła zbudować sobie większej przewagi. Dopiero trafienia z dystansu Krzysztofa Szubargi i Artura Mielczarka pod koniec pierwszej kwarty dały sześć punktów prowadzenia AZS. W drugiej części meczu koszalinianom bardzo długo udawało się utrzymywać przewagę. Dopiero trójka Jakuba Dłoniaka i rzuty wolne Vuka Radivojevicia pozwoliły wygrywać gospodarzom. Później znowu skuteczni z dystansu byli gracze trenera Igora Milicicia i dlatego to oni po pierwszej połowie prowadzili 39:36.
W trzeciej kwarcie Śląsk odzyskał kontrolę nad meczem. Po akcji Rodericka Trice’a wrocławianie wygrywali 47:43. AZS potrafił zbliżyć się jeszcze na jeden punkt, ale nie odzyskał prowadzenia. W ostatniej części meczu po trójce Trice’a Śląsk miał przewagę sześciu punktów. Goście zdołali jednak doprowadzić do remisu m.in. dzięki trafieniu z dystansu Piotra Dąbrowskiego. Później trójki rzucali jednak Dłoniak i Ikovlev, a wrocławianie ponownie kontrolowali sytuację. Do końca meczu nic się już nie zmieniło i to Śląsk wygrał ostatecznie 73:66.
Po 16 punktów dla gospodarzy rzucili Jakub Dłoniak i Roderick Trice. Do zwycięstwa w znacznym stopniu przyczynił się także Robert Skibniewski, który zdobył dziewięć punktów i sześć asyst. Dante Swanson zanotował dla AZS 18 punktów, siedem zbiórek i cztery asysty.
Koniec mistrzowskiej serii
Sensacją kolejki była oczywiście sobotnia porażka niepokonanego dotychczas w lidze PGE Turowa, który w Zgorzelcu przegrał z Treflem 103:104.
O wygranej sopocian zadecydował rzut Michała Michalaka. Reprezentant Polski trafił go na 4 sekundy przed końcową syreną. Dziewięć sekund wcześniej przy prowadzeniu gospodarzy 103:102 rozgrywający PGE Amerykanin Tony Taylor spudłował obydwa rzuty wolne. Zgorzelczanie prowadzili po dwóch kwartach 63:45. Drugą połową spotkania podopieczni litewskiego trenera Dariusa Maskoliunas wygrali jednak aż 59:40.
Do zwycięstwa poprowadził Trefl litewski duet Eimantas Bendzius - 25 pkt i siedem zbiórek i Tautvydas Lydeka - 14 pkt i 10 zbiórek. 16 punktów na konto zapisał bohater przyjezdnych 21-letni Michalak.
Tym samym sopocianie przerwali serię 13 zwycięstw z rzędu mistrzów Polski.


Komentarze