Iwanow: Cierpienie napastnika… Bolesny mecz Milika

Piłka nożna
Iwanow: Cierpienie napastnika… Bolesny mecz Milika
fot. PAP

Pierwsze zetknięcie się Arkadiusza Milika z „De Klassiekerem” było dość bolesne. Polskiego napastnika Ajaxu Amsterdam w meczu z Feyenoordem oglądaliśmy tylko przez pierwsze czterdzieści pięć minut. Na drugą połowę wyszedł już Kolbeinn Sigthorsson. Obrazu gry swej drużyny jednak nie zmienił. Czy trener Frank De Boer powinien wykazać większą cierpliwość w stosunku do polskiego napastnika?

Problemem gospodarzy nie była bowiem gra „9” ale fakt, że nie funkcjonowała zarówna postawa drugiej linii jak i skrzydła. Milik w Eredivisie błyszczał wtedy, gdy mógł wymieniać piłkę z Lasse Schone, Lucasem Andersenem albo nieobecnym wczoraj Davy’m Klaassenem,  wychodził na pozycję znajdując wolną przestrzeń lub wyprzedzając obrońców przeciwnika. Pomagała w tym także „robota”, którą  na boku wykonywał Ricardo Kishna. Gdy tego nie ma, cierpi też gra Milika. I tak pewnie byłoby w przypadku każdego innego napastnika.

 

Arka widać było częściej we własnym polu karnym, przy stałych fragmentach rywala,  niż we właściwej dla tej pozycji szesnastce, gdzie z dobrej strony udało mu się pokazać jedynie w dwóch akcjach.  Próby podejścia Polaka pod drugą linię i jej wspierania były nieskuteczne. Więcej było z tego strat, niedokładnych podań niż korzyści, zespół miał duży kłopot by się dłużej przy piłce utrzymać.  

 

Bardzo surowa ocena

 

Wejście Islandczyka nic w tej kwestii nie zmieniło, a jednak portal AD.NL w dziesięciostopniowej skali ocenił go wyżej – na „5”. Grę Polaka potraktował bardzo surowo – na „4”. Obok Nicolaia Boilessena była to najniższa nota „De Klassiekera”. Polak ma już w Holandii swoją markę, więc poprzeczka oczekiwań wobec niego zawieszona jest wyżej. Obserwatorzy mają większe wymagania. Inna sprawa, że takie postawił także Feyenoord. Z tak dobrym przeciwnikiem Milik w Holandii jeszcze nie grał. Z Cambuur, Willem II czy Go Ahead Eagles było mu zdecydowanie łatwiej, bo ci rywale zostawiali Ajaxowi dużo więcej miejsca.  

 

Na starcie tego roku drużynie Franka De Boera brakuje polotu i swobody, jakimi potrafiła imponować w wielu jesiennych spotkaniach. A także szybkości.  Zespół gra jakby na „ciężkich” nogach, mimo, że przecież okres przygotowawczy trwał niecałe dwa tygodnie, podczas których pierwszy skład rozegrał tylko jeden sparing - z Schalke Gelsenkirchen, jeszcze na krótkim obozie w Katarze. Drużyna męczy się podobnie jak w końcówce ubiegłego roku. Inna sprawa, że także na początku całego sezonu nie zachwycała. Na pierwszych pięć meczów – licząc  Superpuchar z PEC Zwolle - aż trzy przegrała.

 

Legia już czeka

 

„Odpaliła” dopiero we wrześniu, po przerwie na pierwszą reprezentacyjną kolejkę eliminacji do EURO 2016. Gra w Champions League też początkowo jej nie przeszkadzała. Energii Ajaxowi zabrakło dopiero w kilku grudniowych potyczkach.

 

Na mistrza Holandii patrzymy nie tylko pod kątem Milika ale i faktu, że w lutym z tym przeciwnikiem w 1/16 finału Ligi Europy powalczy Legia Warszawa. Do pierwszego spotkania z polskim klubem na Arenie (19 luty) Ajax rozegra jeszcze cztery ligowe mecze – trzy dość trudne (z Vitesse, AZ i Twente, jedno łatwiejsze (z Go Ahead Eagles).  Scenariusz, że po takiej dawce, za trzy tygodnie Ajax fizycznie będzie się prezentować lepiej jest dość prawdopodobny. A jeśli wróci ten element i nie będzie kontuzji żadnego z graczy w liniach ofensywnych, wyglądająca obecnie dość marnie ekipa z Amsterdamu znów może być groźna.

Bożydar Iwanow, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze