Owce, kury, kozy... Polskie drużyny trenują w Turcji

Piłkarzom czterech śląskich drużyn podczas zajęć i sparingów w Turcji towarzyszy często deszcz i nawoływania muezinów do modlitwy. Mecze bez widzów są okazją nie tylko do przećwiczenia taktyki, ale i opracowania sposobów komunikacji z nowymi graczami.
To ostatnie słychać nie tylko w szeregach polskich ekip. Podczas sparingu Ruchu Chorzów z Illicziwcem Mariupol bramkarz ukraińskiego zespołu praktycznie przez 90 minut krzyczał do kolegów "bliżej, bliżej", co spotkało się z niewielkim odzewem.
Zawodnicy podczas sparingów z zagranicznymi rywalami nie żałują gardeł, ustalając poszczególne zagrania, bo wiedzą, że przeciwnicy ich nie zrozumieją. Szczególnie istotne jest porozumienie bramkarzy z obrońcami.
Nowy słowacki golkiper chorzowian Matus Putnocky już na wstępie usłyszał od doświadczonych defensorów, żeby pokrzykiwał jak najwięcej, nawet w ojczystym języku.
"Zrozumienie jest na boisku bardzo ważne, czasem podczas meczu nie słychać kolegi czy trenera z 10 metrów. Nietypowo komunikował się z zawodnikami trener Orest Lenczyk - nie krzyczał, nie gwizdał tylko po prostu cmokał. Usłyszałbym go dziś nawet przy pełnych trybunach" - wyjaśniał stoper Ruchu Rafał Grodzicki.
Podczas jednego z meczów zza ogrodzenia stadionu dochodziło a to beczenie pasących się na łące owiec, a to gdakanie kur, czy odgłosy stada przechodzących obok kóz.
Częstym urozmaiceniem jest nawoływanie muezinów pobliskich meczetów, nieraz dość głośne.
Jak się okazało, piłkarze tego nie słyszą. "Jesteśmy tak skoncentrowani na treningu czy grze, że po prostu nie zauważamy tych dźwięków" - wyjaśnił napastnik Piasta Gliwice Kamil Wilczek.
Mimo deszczów zawodnicy i trenerzy chwalą warunki w Turcji. "Mamy tu naprawdę fantastyczne możliwości do treningów i gier, zwłaszcza mając na uwadze pogodę w Polsce" - zauważył były gracz madryckiego Realu, a obecnie szkoleniowiec Piasta Angel Perez Garcia.
Komentarze