Kołtoń: Śląsk, czyli jak groźni są bracia Paixao?
O nastrojach we Wrocławiu świadczy wypowiedź Marco Paixao, który chce "zmiażdżyć" Legię. Podobno as mistrza Polski Miro Radović aż zaniemówił, gdy usłyszał to stwierdzenie. Faktem jest, że bracia Marco i Flavio Paixao wreszcie razem mogą postraszyć rywali - od Legii poczynając.
Słowak Peter Grajciar - chcąc nie chcąc - będzie porównywany do Sebastiana Mili, z którego odejściem skończyła się wielka era. Co nie znaczy, że Śląsk nie napisze nowej historii, w której centralną postacią jest trener Tadeusz Pawłowski, na którego odważnie postawił prezes Paweł Żelem.
Odejście Sebastiana Mili to cezura w historii Śląska Wrocław. Doświadczony pomocnik swoim charakterem, a przede wszystkim umiejętnościami naznaczył epokę w historii dolnośląskiego klubu. Trzy medale mistrzostw Polski, finał Pucharu Polski, Superpuchar, a także Puchar Ligi to był wspaniały czas związany z Milą, który a to miał nadwagę, a to się jej pozbywał, ale niezmiennie wiele znaczył. Na Milę uparła się Lechia Gdańsk, szukająca postaci z którą mogliby się identyfikować kibice. Pierwsza propozycja transferowa dla Śląska była jednak nie do przyjęcia. 50 tysięcy euro zostało zostało wyśmiane w stolicy Dolnego Śląska. Prezes "wojskowych" podbijał stawkę w górę i ostatecznie Lechia zdecydowała się zapłacić 1,3 miliona złotych za 32-letniego piłkarza...
"Pan od dzieci", który okazał się fachowcem pełną gębą
Śląsk bez Mili nie będzie już taki sam. Każdy ma świadomość, że kończy się epoka, której Sebastian był symbolem, a w której piękną kartę zapisał również - już trochę zapomniany - Orest Lenczyk, a później jego następca Czech Stanislav Levy. Żelem przyszedł do Śląska, aby porządkować finanse. Porządkowanie opierało się - nie ma co ukrywać - na oszczędzaniu. Żelem poszedł konsekwentnie tą drogą, a kiedy dowiedział się, że Levy chce piłkarzy rekomendowanych przez dziennikarzy, to wiedział, że między nim a szkoleniowcem z Czech nie będzie chemii. 23 lutego 2014 roku - a więc prawie rok temu Levy - stracił posadę.
Żelem uwierzył w Tadeusza Pawłowskiego, nie wahającego się pokazać klaty na pierwszej konferencji, na którą z dumą założył trykot Śląska. Miał do tego prawo, jak mało kto. Pawłowski swego czasu przez osiem lat stanowił do sile Śląska, a wrocławska jedenastka stanowiła siłę w naszej lidze - symbolem był Puchar Polski w 1976 roku, tytuł mistrza Polski w 1977 roku i wicemistrzostwo rok później. Pawłowski do dziś jest najlepszym strzelcem w historii Śląska w ekstraklasie - z 63 bramkami na koncie. Jednak jego sprowadzenie przez Żelema zostało przyjęte sceptycznie, a część mediów przedstawiała szkoleniowca jako "pana od dzieci". Fakt, że pracował z młodzieżą w Austrii miał dyskwalifikować 60-letniego Pawłowskiego, który nie zrażał się ani na moment.
Grajciar - chcą nie chcąc - będzie porównywany do Mili
I pierwszy efekt był już w pierwszym meczu. Śląsk pojechał pod Wawel i ograł Cracovię, a piłkarzy podbudował jeszcze bardziej drugi mecz pod wodzą Pawłowskiego - z Legią we Wrocławiu. 16 tysięcy widzów było świadkami remisu, choć trochę szczęśliwego dla gospodarzy, to na pewno wywalczonego z poświęceniem. Pawłowski tego wymaga - poświęcenia, pracowitości, odpowiedzialności. Tak postrzegać futbol nauczył się w Austrii, gdzie zdobył warsztat szkoleniowy, aby pożądane zachowanie piłkarzy wyćwiczyć na treningu. Śląsk w każdym momencie próbuje pressingu i gry kombinacyjnej. Jesienią Śląsk poszedł na wymianę ciosów z Legią przy Łazienkowskiej. To było spotkanie rundy w Ekstraklasie, zakończone hokejowym rezultatem 4:3 dla Legii, a rywala docenił trener Henning Berg, który podkreślał otwartą grę wrocławian....
Śląsk reklamuje mecze z Legią jako "bitwę o berło i koronę". Śmiało mierzy, zaskakująco śmiało biorąc pod uwagę, gdzie był Śląsk dwanaście miesięcy temu, gdy Żelem zwalniał Levy'ego i zatrudniał Pawłowskiego...
Siła w ofensywie może być jeszcze większa. Flavio Paixao strzelił jesienią 12 bramek. Teraz będzie grał wspólnie z Marco Paixao, który był rewelacją poprzedniego cyklu rozgrywek, gdy strzelił 21 goli.
Marco mówi: "Dotychczas rozmijaliśmy się z bratem, bo gdy ja strzelałem bramki, to Flavio nie było w klubie, a gdy on zaczął strzelać dla Śląska, to ja leczyłem uraz".
Marco Paixao/ fot. Cyfrsaport
Bracia Paixao mogą straszyć każdego rywala, a powinni im towarzyszyć w ofensywnym kwartecie dwaj Słowacy - znany już z polskich boisk Robert Pich (pokazał się jesienią), a także jeszcze nieznany Peter Grajciar. Pawłowski stara się chronić 31-letniego Grajciara przed porównaniami z Milą. Jednak media i kibice i tak będą ich zastawiać. Słowak po kontuzji kopał piłkę w drugiej lidze czeskiej. Jednak ma potencjał, aby pokazać się w Ekstraklasie - w sparingach strzelił gola i zaliczył trzy asysty. Dla Pawłowskiego ważny jest jeszcze inny Słowak - Milos Lacny, który ostatnio próbował strzelać w Kazachstanie w barwach Kajraty Ałma Ata, a wcześniej chciał podbić Szkocję w trykocie Dundee United. 26-letni Lacny w sparingach trafiał do siatki i prezentował się na tyle dobrze, że opiekun Śląska rozważał wariant gry z dwoma napastnikami. Ostatecznie pozostał przy ustawieniu 1-4-2-3-1, ale Lacny może być wartościowym zmiennikiem.
Śląsk w Ekstraklasie - po 19 kolejkach - traci do Legii tylko 3 punkty. Teraz rzuca wyzwanie w ćwierćfinale Pucharu Polski. Pierwszy mecz we Wrocławiu już dziś, rewanż 5 marca, a 8 marca oba zespoły zmierzą się jeszcze w lidze. To będzie niezwykły maraton dla Legii, która w 24 dni rozegra 8 meczów. Śląsk już dziś zachęca do wizyty na Stadionie Miejskim pod hasłem: "Bitwa o berło i koronę". Śmiało mierzy, zaskakująco śmiało biorąc pod uwagę, gdzie był Śląsk dwanaście miesięcy temu, gdy Żelem zwalniał Levy\'ego i zatrudniał Pawłowskiego.
Komentarze