Iwanow: Berg konsekwentny. Powiela sprawdzony wariant

Wiele osób ma pretensje do Henninga Berga za konsekwencję w jego wyborach. Ale tak naprawdę nikt nie mógł być przecież specjalnie zdziwiony faktem, że na ligowy mecz z Jagiellonią Białystok wystawił on drugi skład. Było to bardzo proste do przewidzenia. I logiczne.
Skoro Norweg robił tak także na początku sezonu, gdy pucharowym rywalem byli irlandzcy półamatorzy z St.Patricks Athletics, to tym bardziej było to więcej niż pewne, że tak samo uczyni, gdy czekać go będzie zespół o formacie Ajaksu Amsterdam. Nawet będący w dużo gorszej dyspozycji niż jesienią czy w poprzednich latach. Oczywiście, że opiekun aktualnego jeszcze mistrza Holandii Frank De Boer w niedzielnym spotkaniu z Twente Enschede nikogo nie oszczędzał, ale zachodni futbol działa jeszcze na zupełnie innych fundamentach i zasadach.
Jeśli Legia osiągnie na Arenie dobry rezultat, zmieni to naszą opinię na temat filozofii stołecznego trenera? Przestaniemy się na niego dąsać, tylko uznamy, że postawił na właściwy wariant? Przecież właśnie taka polityka dała mu efektowne zwycięstwa nad Celtikiem Glasgow czy pięć zwycięstw w grupie Ligi Europy. To wystarczający argument, by ten pomysł powielać.
Poza tym w lidze i tak nic złego Legii jeszcze się nie stało. Liga Europy to w tej chwili priorytet i nie ma się co z tą „oczywistą oczywistością” spierać. Polska Ekstraklasa to swoisty ewenement. Dwadzieścia kolejek za nami, a lider zanotował już sześć porażek, a i tak ma dwa punkty przewagi nad grupą „goniących”. Dla tej części drużyn prawdziwa liga zacznie się dopiero po podziale punktów, czyli od … maja.
Gra w niedzielę pierwszą jedenastką mogła być dość ryzykowna. Poza tym we Wrocławiu w spotkaniu ze Śląskiem podstawowy skład poza mającym „końskie zdrowie” Tomaszem Jodłowcem i także wyglądającym dobrze szybkościowo i fizycznie Michałem Kucharczykiem wcale nadmiernie nie zachwycał. Zdziwił mnie jedynie fakt, że przeciw „Jadze” obok Igora Lewczuka nie zagrał Jakub Rzeźniczak, skoro ta para miała być szykowana właśnie na Ajax. Stoperzy nie przebiegają aż tyle kilometrów by nie mogli grać co trzy, cztery dni, a Lewczuk po występie z jeszcze wolniejszym niż zwykle Inakim Astizem pewności za dużo nie zyskał. Wejście na plac Michała Masłowskiego też nie dało nadziei, że może to być już teraz ktoś o takiej jakości jak Ondrej Duda. Większy niepokój wzbudzać mogą zatem piłkarze z pierwszej drużyny. Może więc ta przerwa w niedzielę im się przydała? Nie ma pewności, że zdecydowanie lepiej poruszająca się po murawie Jagiellonia nawet z lepszym zestawem „Legionistów” by sobie nie poradziła. Choć teraz można tylko i wyłącznie gdybać.
Słabsza na początku roku postawa Ajaxu najpierw zmieniła trochę postrzeganie w nim roli zdecydowanego faworyta, dziś po dwóch meczach Legii sytuacja jakby wracała do punktu wyjścia. Drużyna z Amsterdamu nabrała więcej optymizmu po pokonaniu Twente, kibice z Warszawy odczuwają mniejszy komfort, ale Legia w Europie to przecież zawsze inaczej zmobilizowana ekipa. Pamiętacie jak po fantastycznych grach z Juventusem Turyn i Manchesterem City w Lidze Europy w kraju prezentował się Lech Poznań? Plątał się gdzieś w okolicach środka tabeli. Legia w lidze ciągle jest pierwsza. Jeśli ma dać nam podobne wrażenia jak „Kolejorz” parę sezonów temu nie ma się co na Berga gniewać. Ma jakiś plan i ze stanowczością go realizuje. Dotychczas przynosiło to skutek. Zobaczymy czy będzie tak również i teraz.
Komentarze