Były premier dla Polsatsport.pl: Kuczma pytał mnie otkuda u was cziornyj Polak

Który słynny trener może trzy godziny dyskutować o polityce europejskiej? Jaką taktykę Henry Kissinger rozrysowywał na serwetkach? I o co pytał prezydent Ukrainy Łeonid Kuczma po dwóch bramkach Emmanuela Olisadebe strzelonych w Kijowie? Specjalnie dla Polsatsport.pl o futbolu rozmawiamy z byłym premierem Polski Janem Krzysztofem Bieleckim.
Z Janem Krzysztofem Bieleckim spotkaliśmy się na gali Piłki Nożnej, gdzie gościł jak co roku. Były premier Polski od lat regularnie odwiedza także stadiony dopingując polską kadrę narodową. Kiedy poprosiliśmy go o rozmowę zamyślił się, a po chwili odparł: „Mam zakaz udzielania się w mediach, ale piłki to chyba nie dotyczy, prawda?”. Kiedyś był kandydatem na prezesa PZPN, dziś sytuację polskiego futbolu – choć z bliska – obserwuje z polityczną rezerwą. Nie przeszkadza mu to jednak ucinać sobie pogawędek z Robertem Lewandowskim, dyskutować z laureatem Nagrody Nobla o jego zniszczonych kolanach i wysłuchiwać wspomnień Henry Kissingera o taktyce żydowskich drużyn w przedwojennych Niemczech.
Sebastian Staszewski: Czy kiedy Pan, jako były premier, ale także jako częsty bywalec międzynarodowych salonów, widzi zwycięstwo Polski nad Niemcami, mistrzami świata, to czuje Pan dumę nie tylko jako kibic, ale i Polak?
Jan Krzysztof Bielecki: Tak. Choć wszyscy mówią, że jestem lechistą, bo z Gdańska, to muszę przyznać się, że nie jestem fanatykiem piłki klubowej. Natomiast kiedy gra reprezentacja i jakoś nam idzie, to ja, tak jak kiedyś w Kijowie… To były eliminacje przed Koreą i Japonią. Proszę Pana, ja wtedy biegałem w te i z powrotem. Jak wariat. Tam tak strasznie padało, ale my się nie przejmowaliśmy, taka była radość. Po meczu zaczepił mnie prezydent Ukrainy Łeonid Kuczma i pyta: „Otkuda u was cziornyj Polak jest?”. A ten Olisadebe wtedy strzelił im dwukrotnie, wygraliśmy 3:1. No to człowiek ze szczęścia robił różne rzeczy.
Może niedługo znów będzie miał Pan taką okazję. Awans na Euro 2016 wciąż jest bardzo realny.
Powiem z ręką na sercu: ostatnie dwa, trzy lata, może to przez wiek, tych emocji jest trochę mniej. Dziś jestem spokojniejszy. Natomiast jeśli awansujemy na mistrzostwa Europy to ja do Francji pojadę. Umówiłem się już nawet z panią Lewandowską, mamą Roberta, że siedzimy wtedy razem.
Widział Pan wszystkie mecze biało-czerwonych w trwających eliminacjach mistrzostw Europy?
Widziałem i to nie tylko sprzed telewizora, bo chodzę na stadiony. Na Irlandię też muszę jechać. To będzie dla nas mecz za sześć punktów!
W takim razie, który reprezentant jest Pana ulubionym?
To trudne pytanie, ale powiedziałbym, że Robert Lewandowski. Także ze względów na znajomość osobistą.
Czyli najlepszy jest ulubionym.
To rzecz względna. Dzisiaj najlepszy jest pan, jutro ktoś inny. Robert natomiast jest ciekawym rozmówcą. Tak jak trener Arsenalu Arsène Wenger uwielbia rozmawiać o polityce europejskiej i może dyskutować o niej nawet trzy godziny, tak z Robertem również można porozmawiać na wiele tematów.
Obserwuje Pan polski futbol od lat. Przechodzimy obecnie duże zmiany?
Na pewno wiele rzeczy się zmienia. Niedawno rozmawiałem z panem Nawałką i porównywaliśmy to, jak świat zmienił się na przestrzeni lat, od czasów, gdy on grał w piłkę. No i wyliczaliśmy: on biegał siedem, osiem kilometrów, a teraz zawodnicy biegają 30, może 35 proc. więcej. To pokazuje jak wszystko szybko się zmienia i jak bardzo musimy za tym gonić. W kuluarach słychać jednak dobre wieści: o rozwoju akademii, o pracy od podstaw. Tak jak Polska się zmienia, tak zmienia się i nasza piłka.
Nie jest Pan jedynym politykiem, który godzinami może mówić o futbolu. Również Donald Tusk znany jest ze swojej miłości do piłki nożnej, a na przykład na Węgrzech widziałem grającego w piłkę tamtejszego premiera, Viktora Orbána. W kuluarach często rozmawia Pan z politykami o futbolu?
Martti Ahtisaari, były prezydent Finlandii i laureat Pokojowej Nagrody Nobla, nie tylko jest fanatykiem piłki, ale i byłym zawodnikiem. Jak wdajesz się z nim w dyskusje to zaczyna pokazywać kolana: „O, zobacz, nie wytrzymały”. I on, będąc jednocześnie tym laureatem Nagrody Nobla, potrafi się pochwalić: „Wiesz, znam tego Hyypię (Sami Hyypiä, wybitny reprezentant Finlandii – red.). Jak byłem prezydentem to go do siebie zaprosiłem”. Inna niezła historia. Kiedyś w trakcie lunchu dłuższy czas rozmawiałem z człowiekiem-legendą, czyli Henry Kissingerem, zresztą także laureatem Pokojowej Nagrody Nobla. Zna Pan?
Oczywiście.
Henry strasznie gestykulował. Później ludzie pytali mnie dlaczego rozmawiał ze mną tak impulsywnie i o jakich ważnych sprawach mówiliśmy. A on opowiadał, jak dawno, dawno temu, jeszcze przed wojną, grał w Niemczech w lidze żydowskiej! I pokazywał mi odwróconą formację, którą ta jego drużyna, juniorzy, zmieniali po strzeleniu bramki. No i rysował na serwetce: „bronimy się i czekamy na kontrę, rozumiesz?”. No to ja kiwam głową, a on: „Nie, wy tego nie rozumiecie, teraz gra się inaczej”. Kto by się spodziewał, że taki człowiek, w zaawansowanym już wieku, nagle obudzi wspomnienia i zacznie opowiadać o piłce sprzed kilkudziesięciu lat.
Politycy kochają futbol, ale czy polityka kocha piłkarzy? W szeregach Platforma Obywatelska są obecnie Cezary Kucharski czy – od niedawna – Jan Tomaszewski.
To epizody. Czarek Kucharski na przykład ma bardzo dużą przyszłość przed sobą i będzie menadżerem formatu europejskiego, więc nie sądzę, aby miał czas na politykę. Zaliczył jakąś przygodę, nie wydaje mi się, aby ubiegał się o reelekcję. Raczej pójdzie w świat i zostanie pierwszym polskim agentem piłkarskim, który w swoim portfelu może mieć nie jednego, a kilku zawodników światowego formatu.
Komentarze