- W poprzednich imprezach wysokiej rangi ocierałem się o podium i za każdym razem czegoś tam zabrakło. Analizowałem to wszystko wraz z moim bratem trenerem i uznaliśmy, że ogromną rolę odgrywają detale. Zmieniłem więc swoje sportowe życie i dziś jestem fizycznie oraz mentalnie przygotowany do ciężkiej pracy - powiedział Lewandowski.

 

Jak zaznaczył, jest wyjątkowo szczęśliwy, że złoty medal wywalczył... przy okazji.

 

- Mistrzostwa w Pradze nie były jakimś ważnym celem. Po prostu to był start kontrolny i radość moja jest tym większa, że z ogólnego przygotowania, przy okazji sięgnąłem po złoto - dodał zawodnik Zawiszy Bydgoszcz.

 

Wraz z nim trenowała Angelika Cichocka, która przywiozła ze stolicy Czech srebro.

 

- Miałam dylemat i długo się zastanawiałam jaki wybrać dystans. Na mistrzostwach Polski w Toruniu bardzo dobrze czułam się na 800 metrów, ale również wcale nie gorzej było na mityngu w Sztokholmie na 1500 m. W końcu uznałam, że bezpieczniej będzie wystartować na tym dłuższym dystansie. No i dziś mam ogromną radość, że tak naprawdę po zaledwie dwóch miesiącach solidnego przygotowania stanęłam na podium - powiedziała Cichocka.

 

Kamila Lićwinko podkreśliła, że dała z siebie wszystko aby wygrać konkurs.

 

- Cieszę się także i z tego trzeciego miejsca, bo każdy medal daje powody do radości. Oczywiście byłabym znacznie bardziej szczęśliwa ze złota, ale - nie chcę się tłumaczyć - jednak wszystkie zawodniczki narzekały na rozbieg. Ciężko było na nim mi się pozbierać. Po prostu wrzucało mnie w poprzeczkę - przyznała Lićwinko, mająca w tym sezonie najlepszy wynik na świecie w skoku wzwyż 2,02.

 

Jak wspomniała, startowała na różnych nawierzchniach i zawsze najgorzej czuła się w tych obiektach, w których także mecze rozgrywają hokeiści.

 

- Na mityngu w hali w Trzyńcu rozbieg był położony na lodowisku i tam też czułam się na nim kiepsko. Podobnie było w Pradze, gdzie na co dzień jest lodowisko - dodała zawodniczka Podlasia Białystok.

 

Z dwoma medalami wrócił Rafał Omelko. Jak przyznał, ten wywalczony w biegu sztafetowym był "zaplanowany", natomiast w rywalizacji indywidualnej brąz jest dla niego miłą niespodzianką.

 

- Trzy biegi - w eliminacjach, półfinale i finale - to nigdy nie można być pewnym, co się w którym wydarzy. Na szczęście nie byłem na tyle zmęczony i indywidualnymi startami, że mogłem pomóc kolegom w walce o medal w sztafecie. Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że pobicie wyśrubowanego rekordu Polski nie da nam złota, ale ... wykonaliśmy kawał dobrej roboty i mamy dobrą perspektywę - igrzyska olimpijskie - zaznaczył zawodnik wrocławskiego AZS AWF.

 

Wyjątkowe zadanie dostał od trenera Józefa Lisowskiego Karol Zalewski, biegnący na pierwszej zmianie.

 

- Miałem osiągnąć pierwszą pozycję i z przewagą oddać pałeczkę Rafałowi. Zadanie wykonałem - jak oceniono - w 150, a może i nawet 200 procentach. Zmierzono mi czas - 45,98, który w biegu indywidualnym dałby mi srebro. Czy będę dalej startować na 400 m? Trener Lisowski już mnie zapragnął, ale na mistrzostwach Polski wystartuję na 100 i 200 m. Ale jeśli będę potrzebny do sztafety, to oczywiście nie odmówię - podkreślił zawodnik AZS UWM Olsztyn.

 

W sztafecie 4x400 brązowy medal jest - jak oceniły zawodniczki - miłą niespodzianką.

 

- W sierpniowych mistrzostwach Europy w Zurychu nie udało się nam stanąć na podium. Chciałyśmy to sobie odbić w Pradze. Ale też wiedziałyśmy, że nie jesteśmy zaliczane do grona faworytek. Dlatego też medal jest dla nas ogromnym powodem do radości i już żyjemy nadzieją walki o olimpijską kwalifikację. Nasz skład stale się powiększa i to bardzo dobrze, bo jest rywalizacja, która tylko może się przełożyć na lepsze wyniki - powiedziała Małgorzata Hołub.

 

Prezes PZLA Jerzy Skucha podkreślił, że powodem do radości są nie tylko medale, ale przede wszystkim to, że ponad połowa z bardzo licznego, bo 45-osobowego zespołu, wystąpiła w finałach.

 

- W ekipie było dziesięciu debiutantów, w tym trzech juniorów, którzy spisali się nadzwyczaj dobrze: Ewa Swoboda, Sofia Ennaoui i Konrad Bukowiecki. Mamy czterech zawodników na czwartych miejscach, poza tym jedno piąte, trzy szóste, jedno siódme i dwa ósme. Tak dobrze jeszcze nigdy nie było - ocenił prezes.

 

W 33. halowych mistrzostwach Europy w Pradze (5-8 marca) polscy lekkoatleci zdobyli siedem medali, w tym jeden złoty. Na najwyższym stopniu podium stanął po zwycięstwie w biegu na 800 m Marcin Lewandowski (CWZS Zawisza Bydgoszcz SL).

 

Srebrne medale wywalczyli: Angelika Cichocka (ULKS Talex Borzytuchom) na 1500 m i sztafeta 4x400 m w składzie: Karol Zalewski (AZS UWM Olsztyn), Rafał Omelko (AZS AWF Wrocław), Łukasz Krawczuk, Jakub Krzewina (obaj WKS Śląsk Wrocław) oraz brązowy w tej konkurencji - Joanna Linkiewicz (AZS AWF Wrocław), Małgorzata Hołub (Bałtyk Koszalin), Monika Szczęsna i Justyna Święty (obie AZS AWF Katowice).

 

Na trzecich pozycjach uplasowali się także: Kamila Lićwinko (KS Podlasie Białystok) w skoku wzwyż, Rafał Omelko (AZS AWF Wrocław) w biegu na 400 m i Piotr Lisek (OSOT Szczecin) w skoku o tyczce. W tabeli medalowej Polska sklasyfikowana została na siódmym miejscu.

 

Kolejne, 34. halowe mistrzostwa Europy odbędą się w 2017 roku w Belgradzie.