Być może nie bardzo wierzono w to, że zdołamy awansować aż do tej fazy rozgrywek. Europejska Federacja Piłki Ręcznej wyznaczyła terminy rozgrywek dużo wcześniej niż ustalono m.in. termin Final Four Pucharu Polski. Na szczęście wszystko udało się już poukładać - powiedział Przemysław Mańkowski, prezes Pogoni Baltica.

 

Ekipa ze Szczecina ma w weekend 11-12 kwietnia rozegrać pojedynek rewanżowy we Lwowie. Tymczasem w tych samych dniach miał się odbyć turniej rozstrzygający tegoroczną edycję Pucharu Polski. Pogoń zapewniła sobie awans do turnieju, którego gospodarzem będzie KGHM Zagłębie Lubin. W półfinale szczecinianki mają grać właśnie z tym zespołem.

 

Dziś ZPRP zdecydował przesunąć turniej pucharowy na maj, po zakończeniu rozgrywek ligowych - ucieszył się Mańkowski.

 

Jednak to nie była jedyna kolizja terminów. Pierwszy mecz z Ukrainkami Pogoń ma zagrać u siebie w Wielką Sobotę, 4 kwietnia. Jednak tego dnia nie będzie mogła zagrać w mogącej pomieścić ponad 5 tys. kibiców hali Azoty Arena. Będzie w niej bowiem rozgrywany turniej Final Four Ligi Mistrzyń w siatkówce, którego gospodyniami będą siatkarki Chemika Police. Na szczęście do EHF zgłoszona została także druga hala - rezerwowa, w której przez lata grały szczecińskie szczypiornistki.

 

Zagramy w małej hali z Galiczanką. W pewnym sensie będzie to nasz atut. Wprawdzie może tu obejrzeć mecze raptem 600 widzów, ale tumult bywa większy. Na dodatek na co dzień właśnie tutaj mamy treningi. Dziewczyny znają ją dużo lepiej niż Azoty Arenę - zauważył Łukasz Kalwa, drugi trener szczecińskiej ekipy.

 

Mecz Pogoni z Galiczanką odbędzie się o godz. 18, bo Chemik półfinał Ligi Mistrzyń ma rozegrać o 15.