Błękitni nagrodzeni, piękny sen trwa! Strażak Pustelnik zgasił ambicje Lecha!
Błękitni Stargard Szczeciński nie przestraszyli się Lecha Poznań i zagrali bez kompleksów. Mimo że przegrali pierwszą połowę, to w drugiej pokazali olbrzymie zaangażowanie. I do tego strzelili trzy gole. Bohaterem strzelec dwóch goli Tomasz Pustelnik. Błękitni - Lech 3:1.
Wszyscy kibice uwielbiają takie historie. Przygoda Błękitnych z Pucharem Polski zaczęła się jeszcze w lipcu tamtego roku, kiedy to w rundzie przedstępnej pokonali Małapanew Ozimek 6:1. Nikt nie zakładał, że to będzie początkiem czegoś pięknego. Ekipa ze Stargardu Szczecińskiego po kolei eliminowała Pogoń Siedlce (3:1), Chojniczankę Chojnice (1:0), Gryf Wejherowo (2:1) i GKS Tychy (3:2). Kiedy w ćwierćfinale los skojarzył ich z Cracovią mało kto dawał im szansę.
W jednym meczu można pokusić się o sensację. Ale w dwóch? Z przedstawicielem Ekstraklasy? Mało realne, ale się udało. 2:0 u siebie, 2:0 na wyjeździe i pewny awans do półfinału. Kiedy oglądało się ten mecz można było mieć wątpliwości, kto dostaje za grę w piłkę wielkie wynagrodzenie, a dla kogo jest to zwykłym hobby. To jednak miało nie mieć znaczenia 1 kwietnia, bo przecież Lech Poznań to rywal ze zdecydowanie innej półki.
Na początku gospodarze byli spięci. Widać było, że stawka spotkania jest ogromna. I te pierwsze minuty elektryczności kosztowały Błękitnych bramkę. Długa piłka trafiła do Zaura Sadajewa, a ten najpierw ograł Liśkiewicza, a następnie spokojnie wpakował piłkę do siatki. Czy to miał być koniec pięknej przygody? Gol na wyjeździe postawił Lecha w bardzo korzystnej sytuacji. Błękitni się jednak nie poddali.
Ta bramka podziałała na nich relaksująco. Gospodarze się uspokoili, jakby pomyśleli, że już nic nie muszą, tylko mogą. I tak wyglądała ich gra. Często w ich akcjach pojawiały się fajerwerki techniczne, aż czasami trudno było zauważyć, że to Lech walczy o mistrzostwo Polski. Błękitni starali się, walczyli na 100 %, a Kolejorz czekał na przerwę. Najmniejszym nakładem sił podopieczni Macieja Skorży mieli swój wynik.
Jak powiedział po meczu Ariel Wawszczyk - gracz Błękitnych - cała drużyna zdała sobie sprawę, że w tym meczu można powalczyć właśnie w przerwie.
Druga połowa z pewnością będzie bardzo długo wspominana w Stargardzie Szczecińskim. To, co się wtedy wydarzyło, przerosło wszystko co do tej pory zrobili Błękitni. Zaczęło się od rzutu rożnego. Dośrodkowanie, kilku gospodarzy robi wyblok, a zupełnie niepilnowany stoi Tomasz Pustelnik. Strzał z woleja - niczym Zinedine Zidane w finale Ligi Mistrzów z 2002 roku - i piłka w siatce. Euforia po raz pierwszy. I przede wszystkim nie po raz ostatni tego dnia...
Trener Skorża uczulał swoich zawodników i przed meczem ze Zniczem, i Błękitnymi na stałe fragmenty gry. Wiadomo, że takie zespoły bazują głównie na tym. Dziesięć minut po pierwszym golu, gospodarze mieli kolejny rzut rożny. Kolejne dośrodkowanie, Buric nie złapał piłki, a gola strzelił Pustelnik. Po raz drugi! Co za radość ogarnęła wszystkich na stadionie...
A to dalej nie był koniec, bo w końcówce Błękitni strzelili kolejneg gola. To było zbyt łatwe. Baranowski zagrał w pole karne, a do siatki trafił Kosakiewicz. Lech napierał w końcówce, ale efektem była tylko... czerwona kartka dla Sadajewa.
Błękitni Stargard Szczeciński - Lech Poznań 3:1 (0:1)
Bramki: Pustelnik 54, 64, Kosakiewicz 83 - Sadajew 9.
Błękitni: Ufnal - Kosakiewicz, Liśkiewicz, Pustelnik, Wawszczyk - Poczobut, Wojtasiak (90+2 Kotlowski) - Fadecki, Gajda (82 Inczewski), Gutowski - Wiśniewski (71 Baranowski).
Lech: Buric - Ceesay (64 Kędziora), Arajuuri, Kamiński, Douglas - Formella, Kadar, Linetty (69 Drewniak), Pawłowski (79 Ubiparip) - Kownacki, Sadajew.
Żółte kartki: Kosakiewicz, Gajda, Ufnal, Poczobut - Kamiński, Kadar, Sadajew.
Czerwona kartka: Sadajew.



Komentarze