Bombardier z Wybrzeża o gołębim sercu

Sporty walki
Bombardier z Wybrzeża o gołębim sercu
fot. PAP

W ringu wyróżniał się bojowością, odwagą, żelazną kondycją i silnymi uderzeniami z obu rąk, toteż szybko otrzymał przydomek “bombardier z Wybrzeża”. Boksował w kategoriach od piórkowej do lekkopółśredniej. 10 lat temu 3 kwietnia 2010 roku, odszedł Aleksy Antkiewicz, nasz pierwszy powojenny medalista olimpijski.

Bombardierem był tylko na ringu poza nim człowiek do rany przyłóż - opowiadali koledzy z zaciągu Papy Stamma. Pochodził z Katlewa na Warmii, skąd rodzina Antkiewiczów przeniosła się gdy miał trzy lata (1926 r)do Gdyni. Tam, w remizie strażackiej na Oksywiu wyprowadził pierwsze ciosy podczas treningów miejscowego klubu Błękitni. W 1939 roku przeniósł się do lokalnej Floty. Miał ponoć skrzyżować rękawice z samym Zygmuntem Chychłą. Jednak jak zauważył jeden z wnikliwych redaktorów sportowych Chychła miał wtedy 13 lat. I jeszcze o boksie nie myślał.

Włoskie przeszkody

Podczas igrzysk w Londynie Antkiewicz walczył w kategorii piórkowej. Zwyciężył na punkty: Leona Traniego (Filipiny), Garcia Arcilę (Peru), Bung Nan Su (Korea), by w półfinale przegrać 1:2 z późniejszym złotym medalistą, Włochem Ernesto Formentim. W walce o 3 miejsce (wtedy nie przyznawano jeszcze dwóch brązowych medali) pokonał 2:1 Argentyńczyka Francisco Nuneza.

 

13 sierpnia 1948 roku to historyczna data  dla polskiego olimpizmu i boksu. Pierwszy po II wojnie światowej i jedyny na tych igrzyskach medal dla  biało-czerwonych oraz pierwsze podium olimpijskie dla naszego pięściarstwa. Polak zdobył brązowy medal, co było olbrzymim sukcesem, miał jednak szansę na finał i walkę o złoto. Problemem było narastające zmęczenie, którego efekty wyszło właśnie w walce półfinałowej, rozgrywanej zaledwie sześć godzin po ćwierćfinale.

Antkiewicz wspominał: Włoch Eduardo Formenti nie miał tak ciężkiej drogi do finału, co ja… Był ode mnie lepszy. Boksował technicznie, uderzał lewym i prawym prostym, szybko, precyzyjnie. Zasłużenie został mistrzem olimpijskim […] U mnie wyszło zmęczenie, nie miałem sił…


Redaktor Tadeusz Olszański tak diagnozował:

Bo też skąd miał je wziąć? Po sześciu latach wojennej gehenny? Miał zaledwie szesnaście lat, kiedy w 1939 r. został oderwany od rodziny i skierowany przez Arbeitsamt do roboty na wsi. Do roboty? Śpi w stajni, wraz z innymi polskimi robotnikami, jest katowany, bity, traktowany jak bydło. Niewolnicy III Rzeszy.Tylko niezwykły hart ducha pozwala mu przetrwać cztery miesiące w samotnej celi o chlebie i wodzie. Słania się na nogach, ale wie, że upaść znaczy nie podnieść się więcej. Zostaje ewakuowany do Bawarii i tam dopiero uwolniony - pisał redaktor.

Cztery razy wziął udział w mistrzostwach Europy. Brązowy medal zdobył w tych jakże pamiętnych dla nas (5 złotych medali) rozegranych w maju 1953 roku w warszawskiej Hali Mirowskiej. Po wygranych nad Rumunem Fiatem i Anglikiem Hinsonem, przegrał w półfinale – po bardzo kontrowersyjnym werdykcie - z przyszłym mistrzem Starego Kontynentu i igrzysk olimpijskich Władimirem Jengibarianem, Ormianinem w barwach ZSRR.

W sumie w latach 1945-1955 stoczył 250 pojedynków odnosząc 215 zwycięstw (w tym ponad 50 przez nokaut), 8 remisów i 27 porażek. Po zakończeniu pięściarskiej przygody trenował bokserów Wybrzeża Gdańsk, gdzie jego wychowankami byli m.in. olimpijczycy Henryk Dampc i Hubert Skrzypczak. Od roku 1972 pracował w Czarnych Słupsk, który to zespół wprowadził do pierwszej ligi. Tamtejszy podopieczny Kazimierz Adach wywalczył na IO w Moskwie (1980) brązowy medal.

 





Anna Zapert, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze