Kmita: W imię zasad

„Czytając książki, możemy przeżyć kilka żyć”. Taką dedykację wpisał mi do swej książki o polskiej policji Patryk Vega, twórca świetnego filmu „Służby specjalne”. Tytuł książki, zbierającej pasjonujące rozmowy autora z policjantami, dla których służba dla państwa polskiego jest ważniejsza nawet od prywatnego życia, jest znamienny - „Złe psy”. Podtytuł jeszcze bardziej, bo we współczesnej Polsce oznacza zjawisko zupełnie unikalne – „W imię zasad”.
Ano właśnie, nie tylko warto czytać książki, ale na pewno warto mieć jakieś zasady, którymi porządny, a nawet nieporządny, człowiek kieruje się w życiu. No nawet trzeba, bo bez tego naprawdę ciężko spojrzeć w lustro przed śmiercią. Wiedziony jednym i drugim motto zapodanym przez Patryka Vegę, udałem się na VI Targi Książki, organizowane z rozmachem na Stadionie Narodowym. Szybko dostałem oczopląsu, bo atrakcyjnych tytułów z każdej strony mnóstwo.
Szybko też skończyła się gotówka, a ręce urywały od ciężaru opasłych nabytków, wśród których specjalną satysfakcję sprawiały mi dwa. Pierwszy to autobiografia Darka Dziekanowskiego, który jest moim, młodszym ledwie o dwa dni, rówieśnikiem i rzeczywiście jego życie opisane na 426 stronach okazało się nadspodziewanie bliskie i znajome, a jednak już lekko zapomniane. Druga to książka Beaty Modrzejewskiej pt.: Prezesi – oni rządzili TVP”, w której to instytucji, pod rządami trzech z nich spędziłem we Wrocławiu i Warszawie pięć lat swojego zawodowego życia. To lektura zajmująca i pouczająca zarazem, bo przypomniały mi się wszystkie dobre i złe chwile jakich doświadczyłem przy Karkonoskiej we Wrocławiu i na Woronicza.
Jednocześnie uprzytomniłem sobie, że na Woronicza czas jakby stanął w miejscu i pomiędzy Telewizja Polską - tą Janusza Zaorskiego z początku lat dziewięćdziesiątych i tą współczesną - Juliusza Brauna, można postawić mentalny znak równości. W imię zasad, zupełnie innych niż te o których pisze Patryk Vega, na Woronicza nigdy nie chodziło o Polskę czy o polską rację stanu. Tu zawsze chodziło o doraźne opanowanie potężnego medium z wielkimi pieniędzmi w obrocie i użycia tej machiny do celów sensu stricte politycznych. Do całkowitego podporządkowanych jednej lub drugiej grupie koalicyjnych partii.
Zatrzymałem się z ciekawością przy wspomnieniach Janusza Zaorskiego, który obarcza się winą sprzed dwudziestu lat za porażkę TVP w dziedzinie starań o prawa telewizyjne do imprez sportowych. Odnosząc się do ubiegłorocznego siatkarskiego Mundialu Janusz nawet mówi: „Doszło do paranoi, że prezydent państwa musiał prosić szefa telewizji prywatnej, by odkodował finał MŚ w siatkówce!”
Drogi Januszu, w imię zasad, opowiedz do końca i szczerze, bo przecież masz taka wiedzę, dlaczego TVP wolała, woli i pewnie będzie nadal kupować walki Mayweathera z Paquiao, a nie organizować i pokazywać bez kodowania siatkarskie mundiale w Polsce.
Komentarze