Wszędzie, byle nie tam? Historia płocko-kieleckich transferów

Piłka ręczna
Wszędzie, byle nie tam? Historia płocko-kieleckich transferów
fot. PAP
Tomasz Paluch wychował się kilka kroków od hali Iskry Kielce. Mimo to zdecydował się odejść do Płocka

Możesz iść wszędzie, byle nie do Płocka. Możesz grać w każdym klubie, byle nie w Kielcach. Taka niepisana zasada pomiędzy Iskrą Kielce i Petrochemią Płock obowiązywała jeszcze jakiś czas temu w polskiej piłce ręcznej. Od pewnego czasu przypadków transferów miedzy dwoma klubami jest jednak coraz więcej. A bohaterem ostatniego spotkania został dezerter z Płocka, a obecnie gracz Vive Marin Sego.

Bramkarz mistrza Polski Vive Tauronu Kielce w drugiej połowie drugiego meczu finałowego PGNiG Superligi Mężczyzn dosłownie zamurował swoją bramkę. To głównie jego postawie kielczanie zawdzięczają zwycięstwo i prowadzenie 2-0 w serii do trzech wygranych. Jeszcze sezon temu Sego był jednak po przeciwnej stronie barykady, bowiem jego interwencje między słupkami Wisły doprowadzały do szału piłkarzy Vive. Latem Chorwat niespodziewanie zamienił Płock na Kielce. W przeciwieństwie do innych transferów na linii Vive (Iskra) - Wisła (Petrochemia) transfer Sego nie odbił się jednak szerokim echem.

Wyklęci dezerterzy

Od 1992 roku, czyli od sezonu, gdy Płock i Kielce stały się najważniejszymi miastami na polskiej mapie szczypiorniaka, pomiędzy klubami  trwa rywalizacja na śmierć i życie. Miała ona także odzwierciedlenie w braku transferów pomiędzy obydwoma klubami. No bo jak zasilić szeregi odwiecznego rywala, do którego całe twoje miasto pała nienawiścią? Kryzysowa sytuacja zmusiła jednak dwóch graczy Petrochemii Płock do radykalnego kroku i wstąpienia w szeregi "wroga" w 1998 roku.

Marek Witkowski i Artur Niedzielski przygotowania do sezonu 98/99 rozpoczęli z drużyną z Płocka. Obaj nie mieli jednak podpisanych kontraktów z Petrochemią, a władze zwlekały z przeprowadzeniem negocjacji. Wtedy właśnie do obu odezwała się Iskra. W pewnym momencie nie chcąc ryzykować własnego zdrowia Niedzielski i Witkowski podjęli trudną decyzję i zdecydowali się na grę w Kielcach.

Dezerterzy bardzo szybko zostali wyklęci przez płockie środowisko szczypiorniaka. Przede wszystkim to kibice nie mogli się pogodzić ze stratą dwóch Polaków na rzecz rywala i dla "zdrajców" przygotowali "powitanie" na meczu obu drużyn w Płocku. Niedzielski, na swoje szczeście, nie mógł zagrać w tym meczu. W kadrze Iskry znalazł się jednak Witkowski, który przez całe spotkanie musiał słuchać obelg na swój temat z trybun. Obaj rozegrali jeszcze kilka sezonów w Kielcach, ale swoje kariery kończyli... w Płocku, a winy zostały im odkupione.

Zielone BMW

Swoistym rewanżem za podwójny transfer z Płocka do Kielc była transakcja, której podmiotem był rok później Tomasz Paluch. Chłopak, który wychował się w kieleckiej Podkarczówce, kilkaset metrów od ówczesnej hali Iskry, kilka razy świętował w swoim rodzinnym mieście mistrzostwo Polski. Dlatego dla wielu osób szokiem był fakt, że po krótkim epizodzie w Czuwaju Przemyśł, Paluch zdecydował się na przyjęcie oferty Petrochemii.

Na początku został zatrudniony jako... specjalista ds. marketingu, ponieważ płocczanie chcieli tak obejść prawo, by nie zapłacić kielczanom ani grosza. Paluch grał więc na amatorskim kontrakcie, ale w swoje występy na parkiecie wkładał ogromne serce. W Wiśle występował do końca kariery, w czasie której zdobył dla niej ponad 1100 bramek. Jednocześnie nie wstydził się swojego kieleckiego pochodzenia i przez kilka pierwszych lat jeździł po Płocku charakterystycznym zielonym BMW na... kieleckiej rejestracji.

Podobną drogę jak Paluch przeszedł Mariusz Jurasik, który grać w piłkę ręczną także uczył się w Kielcach. Z Iskrą dwukrotnie sięgał po mistrzostwo Polski, ale w pewnym momencie nie względy sportowe, a finansowe skłoniły go do wykonania drastycznego ruchu. Klub z Płocka zaproponował "Józkowi" znacznie lepsze warunki kontraktu, niż te, na które mógł liczyć w stolicy województwa świętokrzyskiego. Jurasik oprócz sporej gaży, otrzymał także gwarancję, że po dwóch latach będzie mógł odejść za granicę.

 

Ciężkie życie

W ciągu dwóch lat spędzonych w Płocku, Jurasik nie miał jednak łatwego życia podczas spotkań rozgrywanych w hali na ulicy Krakowskiej w Kielcach. Reprezentant Polski był jednak zawodnikiem o bardzo silnej psychice i spokojnie dawał sobie radę z docinkami kibiców. Dlatego już w pierwszym sezonie pomógł Wiśle w zdobyciu mistrzostwa Polski. Z klubu odszedł rok później, bu udać się za naszą zachodnią granicę. Do Polski wrócił w 2009 roku i zasilił szeregi... Vive.

Już od sezonu 2015/2016 nowym zawodnikiem klubu z Kielc będzie natomiast Mariusz Jurkiewicz. Vive w pewnym sensie "wykradło" odwiecznemu rywalowi kluczowego gracza, bowiem już przed rokiem wynegocjowało potajemnie z "Kaczką" jego umowę po zakończeniu kontraktu z Wisłą. Płocczanie czuli się oszukani, bo Jurkiewicz zapewniał, że pierwszeństwo w rozmowach ma obecny klub. Dlatego sprawa została rozdmuchana, a pomiędzy prezesami klubów przez jakiś czas toczyła się medialna wojna.

Jurkiewicz był już bardzo blisko zasilenia Vive przed rokiem, ale Wisła postawiła zaporową cenę za swojego szczypiornistę. Rozgrywający cały czas grał więc w Płocku, ale w półfinale PGNiG Superligi Mężczyzn zerwał więzadła w kolanie. Jego rehabilitacja potrwa około pół roku, więc na razie kielczanie nie będą mogli skorzystać z jego usług. Popularny "Kaczka" być może zaoszczędzi sobie w ten sposób nieprzyjemnych słów, jakie mógłby usłyszeć pod swoim adresem w hali w Płocku...

Transmisja trzeciego spotkania finałowego Wisła kontra Vive w czwartek o 18:00. Pół godziny wcześniej zapraszamy do Polsatu Sport na przedmeczowe studio.

Paweł Ślęzak, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze