Kubot wściekły po porażce: Mogliśmy wygrać

Łukasz Kubot był zły z powodu porażki z amerykańskimi bliźniakami Mike'em i Bobem Bryanami w 1/8 finału debla wielkoszlemowego turnieju French Open. - Dziś była szansa wygrać z nimi - podkreślił 33-letni tenisista, któremu partnerował Francuz Jeremy Chardy.
- Wynik równie dobrze, mówiąc nieskromnie, mógł być w druga stronę. Prowadziliśmy w drugim secie, ale dwa razy przegrałem serwis. Widać nie jestem jeszcze w formie. Nie serwuję na tyle, na ile powinien, czy na ile mnie stać. Nie popełniliśmy za dużo niewymuszonych błędów, ale Amerykanie dobrze returnowali. Wygrali ostatnią piłkę. Szkoda. Piłki były dość ciężkie i warunki były takie, że na pewno można było z Bryanami wygrać - ocenił Kubot.
Przy stanie 2:1 w pierwszym secie dla polsko-francuskiej pary spotkanie zostało przerwane z powodu deszczu na ponad dwie i pół godziny. Zdaniem lubinianina nie miało to znaczenia dla gry jego oraz Chardy'ego.
- Każdy z nas próbował najlepiej, jak potrafił. Wiedzieliśmy, że będzie jedna, dwie szanse w secie. Ja zawsze chucham na zimne. Gdyby ktoś mi powiedział, że będę w trzeciej rundzie, to brałbym to w ciemno po takiej przerwie, jaką miałem - zaznaczył.
Kubot startem we French Open wrócił do rywalizacji w cyklu ATP po prawie dwóch i pół miesiącach przerwy związanej z kontuzją i operacją stopy. Bardzo krytycznie podszedł do swojego występu w Paryżu.
- Jeremy był, że tak powiem, kołem napędowym przez trzy mecze. Wszyscy to widzieli. Ja cieszę się, że mogłem zagrać u jego boku. Ten start dodał mi pewności, motywacji do dalszej pracy. Ale nie jestem jeszcze w formie i liczę się z tym, że jeszcze przez miesiąc nie będę. Muszę pracować. Najważniejsze, że mogę grać, nie odczuwam bólu. Każdy mecz rozegrany będzie teraz na wagę złota, nawet sparing - zaznaczył.
33-letni zawodnik w poprzedni sezonie w drugiej części roku stracił trzy miesiące z powodu kłopotów zdrowotnych, a w obecnym - dwa. Zadeklarował jednak, że nie zamierza składać broni i w dalszym ciągu będzie walczyć o powrót do gry w singlu.
- Moje starty w grze pojedynczej to wciąż duża niewiadoma. Najważniejsze, aby omijały mnie kontuzje. Będę próbować dalej, dopóki piłka w grze. Czasem człowiek wygrywa, czasem przegrywa, ale gra. Zrobię wszystko, by dalej rywalizować, dopóki zdrowie i ranking mi będą na to pozwalać. Czeka mnie trudny okres, ale zawsze ryzykowałem i dalej będę to robił. Zawsze powtarzam, że szczęście sprzyja przygotowanym i mam nadzieję, że chociaż w deblu słońce jeszcze dla mnie wzejdzie - podkreślił.
Podczas kolejnego turnieju wielkoszlemowego - Wimbledonu - nie będzie występował w grze podwójnej z Chardym, bowiem ten nie startuje w Londynie w grze podwójnej. Polak jest umówiony na tę imprezę z Białorusinem Maksem Mirnym.
Kubot po raz kolejny pochwalił Chardy'ego za start w Paryżu. 28-letni Francuz w poniedziałek zagra w 1/8 finału singla z rozstawionym z numerem trzecim Brytyjczykiem Andym Murrayem.
- Widać, że Jim jest w formie. Wczoraj zagrał fenomenalnie z Belgiem Davidem Goffinem. Może nawiązać walkę z Murrayem, jeśli będzie serwował i operował forhendem tak jak do tej pory. Aczkolwiek na pewno będzie to bardzo trudny mecz. Ogólnie w singlu mężczyzn mamy francuski turniej - aż pięciu reprezentantów gospodarzy jest w najlepszej 16 imprezy - zaznaczył.
Komentarze