Jarosz: Teraz wystarczy postawić kropkę nad i

Siatkówka
Jarosz: Teraz wystarczy postawić kropkę nad i
fot. cyfrasport

Jakub Jarosz miał trudne zadanie zastąpienia Bartosza Kurka w Lidze Światowej siatkarzy. Na razie atakujący Transferu Bydgoszcz radzi sobie bardzo dobrze. Na mecze w Krakowie z USA dołączył jeszcze Dawid Konarski. - Trudno jest wejść i dobrze zagrać - przyznał Jarosz.

Niewykluczone jednak, że na piątek Kurek będzie już gotowy. W pierwszym treningu w Krakowie brał udział i normalnie atakował.

 

- Na pewno w Iranie nie byłem w komfortowej sytuacji, bo trudniej się gra, jeśli się wie, że moja obecność na boisku jest wymuszona kontuzją kolegi. Nie miałem jednak wyjścia. Poradziłem sobie i jestem w miarę zadowolony - powiedział Jarosz, który zwłaszcza w drugim meczu imponował skutecznością.

 

Trener Stephane Antiga przed decydującymi o awansie do Final Six meczami z USA (Polakom brakuje dwóch punktów z dwóch spotkań) ma do dyspozycji jeszcze Konarskiego jako atakującego, a także Artura Szalpuka na przyjęciu. Obaj dołączyli do kadry po zakończonych w niedzielę Igrzyskach Europejskich w Baku. Z drużyną jest także kapitan Karol Kłos, ale na razie nie trenuje jeszcze pełną parą.

 

- Najważniejsze, że po trzech tygodniach wróciliśmy szczęśliwie do domu i udało się wygrać trzy mecze. Szanse na awans do Final Six są bardzo duże. Niewiele nam brakuje do turnieju finałowego i teraz wystarczy postawić kropkę nad i  - dodał Jarosz.

 

Siatkarze liczą, że w piątek i sobotę wspierać ich będą polscy kibice. Po doświadczeniach w Teheranie nie mogą się już doczekać własnego dopingu.

 

- Pierwszy raz musiałem grać z wtyczkami do uszu. Tego nie było można wytrzymać. Szum po pierwszym meczu słyszałem dwa dni. By się między sobą komunikować musieliśmy mówić prosto do ucha. Najgorsze są te trąbki. Tam w hali jest jednostajny, stały, głośny sygnał i to powoduje, że jest taki harmider. Trudno się do tego przyzwyczaić. To na pewno ciekawe doświadczenie, ale nie chciałbym tego często - wspomniał 28-letni atakujący polskiej kadry.

 

Jarosz poczuł ulgę, że po trzech tygodniach w końcu wrócili do kraju i mogą zaprezentować się znowu polskiej publiczności.

 

- Gdy byłem młodszy jakoś inaczej to znosiłem. Z wiekiem chyba bardziej tęskni się za rodziną. W wieku 20 lat wszystko jest beztroskie i nowe, a teraz podróże dają w kość - przyznał.

 

Spotkania z Amerykanami odbędą się w piątek i sobotę. W dwóch meczach Polacy muszą zdobyć dwa punkty, by zapewnić sobie awans do turnieju finałowego w Rio de Janeiro (15-19 lipca). W Final Six wystąpią już na pewno Brazylia, Serbia, Włochy i USA.

Az, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze