Muguruza: Agnieszka czekała na moment dekoncentracji
Garbine Muguruza odniosła największy sukces w karierze, awansując do finału Wimbledonu po zwycięstwie nad Agnieszką Radwańską. - Wiedziałam, że czeka mnie trudny mecz - zaznaczyła hiszpańska tenisistka.
Rozstawiona z "20" Muguruza prowadziła 6:2, 3:1, ale wówczas zaczęła popełniać błędy i Radwańska doprowadziła do remisu - 1:1 w setach. W decydującej odsłonie Hiszpanka jednak wróciła na właściwe tory.
- Przyszło mi wówczas do głowy, że jestem jedyną osobą, która może przegrać ten mecz. Zaczęłam się denerwować. Agnieszka tylko czekała na ten moment. Pewnie myślała "ok, ona teraz gra dobrze, ale poczekam, aż przestanie sobie radzić z sytuacją". Zrobiła to, co trzeba - walczyła. Po drugim secie powiedziałam sobie "Uspokój się. Grasz z Agnieszką". Wiadomo było, że to będzie trudny mecz. Udało mi się wrócić do tego, co robiłam w pierwszym secie - grać bardziej agresywnie i nie bać się wygrać to spotkanie - podkreśliła niespełna 22-letnia zawodniczka.
Jak dodała, kluczowa okazała się koncentracja i skupienie na swojej grze, a nie na tym, co robi rywalka.
- Prawda jest taka, że z zawodniczkami takimi jak Agnieszka to jedyne wyjście. Ona gra cały czas mnóstwo dropszotów, slajsów, lobów - wyliczała.
Dopingować z trybun chcieli ją przebywający w Barcelonie rodzice, ale przesądna zawodniczka nie zgodziła się na to. - Powiedziałam "nie", bo mam zasadę, by niczego nie zmieniać. Nawet zęby myję o tej samej porze i wstaję z łóżka tą samą nogą. Teraz jednak spytam ich, czy przyjadą - zaznaczyła Muguruza.
Finał Wimbledonu to jej największy sukces w karierze. Mimo to stara się nie myśleć o wadze kolejnego spotkania.
- Na występ w tej fazie Wielkiego Szlema pracuje się całe życie. To jak sen, jak prezent za ciężką pracę. Ale staram się nie myśleć, że to finał. Zostaję przy rytmie mecz po meczu" - zastrzegła.
Wcześniej jej najlepszym wynikiem w imprezie tej rangi był ubiegłoroczny ćwierćfinał French Open. Doświadczenie wyniesione z tamtego występu pomaga jej w kolejnych ważnych meczach.
- Za każdym razem, jak wychodzę na kort przed ważnym spotkaniem to czuję, że już to przeżyłam wcześniej, że wiem, co robić i jak się zachować - przyznała.
W drodze do finału mogła liczyć na wsparcie Conchity Martinez, która przed czwartkowym sukcesem Muguruzy była ostatnią Hiszpanką, która dotarła do decydującego meczu Wielkiego Szlema. Miało to miejsce 15 lat temu w Paryżu.
- Śmiałyśmy się ostatnio, bo tuż po rozpoczęciu Wimbledonu mówiłam jej, że nie czuję się pewnie na trawie. Było to związane z tym, że turnieje poprzedzające przyjazd do Londynu nie poszły po mojej myśli. Conchita codziennie mnie wspierała i mobilizowała - podkreśliła 20. rakieta świata.
W finale czeka ją konfrontacja z liderką rankingu WTA Amerykanką Sereną Williams. - To najlepszy z możliwych scenariuszy, a jednocześnie najtrudniejszy z możliwych mecz - przyznała Muguruza.
Pochodząca z Wenezueli tenisistka przyznała, że nie potrafi powiedzieć, czy jest popularna w tym kraju, ponieważ nie przebywa w nim. W Hiszpanii jest za to wielu świetnych zawodników, zwłaszcza wśród mężczyzn. Mówi się, że to złote lata hiszpańskiego tenisa. Mam nadzieję, że dołączę do tego grona najlepszych. W czołówce z kobiet jest Carla Suarez-Navarro. Mam nadzieję, że razem stworzymy konkurencję naszym singlistom - dodała z uśmiechem Muguruza.
Komentarze