Wilk dla Polsatsport.pl: W Lechu, czy Lechii raczej już nie zagram

Piłka nożna
Wilk dla Polsatsport.pl: W Lechu, czy Lechii raczej już nie zagram
fot.lrytas.lt/D.Umbraso

Jeżeli dostanę zadowalającą ofertę z polskiej ligi to na pewno poważnie ją rozważę. Jednak nie mam dość pobytu za granicą, dlatego jestem gotów występować poza granicami kraju. Dostałem konkretną ofertę z Miedzi Legnica, ale ją odrzuciłem. Wolę poczekać na rozwój sytuacji – mówi w rozmowie z Polsatsport.pl Jakub Wilk.

Adrian Janiuk: Po tym jak skończył się Pana kontrakt z Żaglirisem Wilno, wciąż nie ma Pan nowego klubu. Zainteresowanie ze strony potencjalnych pracodawców jest czy nerwowo wyczekuje Pan na rozwój sytuacji?

 

Jakub Wilk: Zainteresowanie z kilku klubów się pojawiło, ale póki co brakuje konkretów w mojej sprawie. Czekam cierpliwie na odpowiedź zarówno z polskich klubów, jak i zagranicznych. Na razie nie panikuję. Wierzę, że otrzymam ciekawą propozycję.

 

Wolałby Pan nadal grać za granicą czy już czas wracać do kraju?

 

Jeżeli dostanę zadowalającą ofertę z polskiej ligi to na pewno poważnie ją rozważę. Jednak nie mam dość pobytu za granicą, dlatego jestem gotów występować poza granicami kraju. Ostatnie lata spędzone poza krajem spowodowały, że przyzwyczaiłem się do życia na obczyźnie.

 

Władze Żalgirisu Wilno nie chciały, aby Pan został w drużynie?

 

Doszedłem z władzami klubu do pewnego porozumienia. Mianowicie, mam 30 lat i zostało mi jeszcze trochę czasu, żeby pograć w piłkę na wyższym poziomie. Chciałbym występować w mocniejszej lidze niż litewska. Żalgiris to wielki klub na tamtejsze warunki, ale chcę spróbować czegoś nowego.

 

Żalgiris Wilno w ostatnich latach absolutnie zdominował rozgrywki ligowe. Czuć, że to największy klub na Litwie?

 

Od razu, gdy zacząłem tylko grać dla Żalgirisu dało się odczuć, że to największy klub w tym kraju. Organizacyjnie przewyższa pozostałe ekipy. Każdy zespół nastawia się na mecze z Żalgirisem wyjątkowo. Podobnie jak w Polsce inne kluby chcą utrzeć nosa Lechowi i Legii. Cieszę się, że byłem częścią tej drużyny przez blisko dwa lata. Z wileńską ekipą wiąże się wiele przyjemnych wspomnień. Na ligowym podwórku nie mieliśmy sobie równych, ale nadszedł czas na zmianę.

 

Gdy opuszczał Pan drużynę Lecha Poznań ludzie przecierali oczy ze zdumienia, gdy dowiedzieli się, że zagra Pan na Litwie. Nie miał Pan wówczas ofert z innych klubów?

 

Jedną nogą byłem w Szwajcarii. Byłem po słowie z FC Luzern, ale ostatecznie ten transfer nie wypalił w ostatniej chwili z różnych przyczyn. Ofertę Żalgirisu przyjąłem, bo nie chciałem przez pół roku pozostać bez klubu. Ważne było dla mnie podtrzymanie rytmu meczowego. Spędziłem trzy miesiące w lidze litewskiej, po czym przyszedł transfer do Rumunii.

 

Pobytu w rumuńskim Vaslui nie może zaliczyć Pan jednak do udanych?

 

Po podpisaniu kontraktu byłem zachwycony. Klub działał bardzo profesjonalnie, ale tylko przez pierwsze dwa miesiące. Potem zaczęły się problemy finansowe. Właściciel Vaslui to multimilioner, ale doprowadził klub do tragicznej sytuacji. Ja osobiście nie widziałem go nigdy na oczy.

 

Nie otrzymał Pan po rozwiązaniu umowy z Vaslui propozycji z innych rumuńskich klubów?

 

Propozycje były, ale po przygodzie w Vaslui zraziłem się do tego kraju. Nie chciałem dłużej kontynuować gry w lidze rumuńskiej. Pytała o mnie Astra Giurgiu czyli klub, którego do niedawna piłkarzem był mój stary znajomy z Lecha Hubert Wołąkiewicz.

 

Rumuński kierunek wśród polskich piłkarzy zrobił się w ostatnich latach bardzo popularny. Polscy zawodnicy są cenieni w tym kraju?

 

Rumuni cenią polskich piłkarzy. Dobrą markę wyrobili sobie tam Łukasz Szukała oraz Paweł Golański, który wrócił niedawno do ligi rumuńskiej. Również Piotr Celeban czy Kamil Biliński świetnie sobie radzili w tamtejszej lidze. Przez wielu liga rumuńska jest niedoceniana, ale muszę przyznać, że poziom jest bardzo wysoki. Przynajmniej pięć drużyn gra o czołowe lokaty.

 

Pana dobry znajomy Kamil Biliński, który wraca do rodzinnego miasta podpisał kontrakt ze Śląskiem Wrocław. Przebył podobną drogę, co Pan. Świetnie grał na Litwie, potem był transfer do Rumunii, aż ponownie zawitał do Wrocławia. Pan po cichu liczy, że uda się wrócić do Poznania i zagrać znowu dla Lecha?

 

Jestem poznaniakiem i Lech na zawsze pozostanie w moim sercu. Jeśli chodzi o grę dla Kolejorza to wydaje mi się, że jest to już temat zamknięty. Nie łudzę się, że Kolejorz po mnie sięgnie. Na Bułgarskiej stworzono nowy, młody zespół, któremu mocno kibicuję. Jak mam tylko możliwość to oglądam mecze Lecha i mocno ściskam za nich kciuki.

 

Skoro przebywał Pan ostatnio na urlopie nad morzem, to może przy okazji negocjował Pan z Lechią Gdańsk? Pański były klub w tym oknie transferowym szukał skrzydłowych.

 

Nie przejeżdżałem przez Gdańsk (śmiech). Nie rozmawiałem z władzami Lechii. Gdańszczanie budują mocną drużynę, ale ja nie będę jej częścią. Krótki pobyt w stolicy Pomorza wspominam bardzo ciepło, ale na angaż w tym zespole raczej nie mam co liczyć. Od momentu, kiedy ja tam grałem dużo się zmieniło.

 

Bierze Pan pod uwagę grę na I-ligowych polskich boiskach?

 

Kluby z I ligi kontaktowały się ze mną. Dostałem konkretną ofertę z Miedzi Legnica, ale nie chciałem jej przyjąć. Kulturalnie podziękowałem za propozycję. Nie uważam, że zaplecze Ekstraklasy to zbyt niski poziom, ale chcę jeszcze poczekać zanim zwiążę się z jakimś klubem.

Adrian Janiuk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze