Mistrz olimpijski: Z Serbią zagrajmy najmocniejszym składem

Zbigniew Zarzycki uważa, że polscy siatkarze nie powinni kalkulować w meczu z Serbami, by wybrać z kim zmierzą się w półfinale Final Six Ligi Światowej. - W sporcie zawsze płaciliśmy za to polskie cwaniactwo - przestrzegł mistrz świata i złoty medalista olimpijski.
- Moim zdaniem nie ma co kombinować, ale grać swoje. Trzeba uważać na wszystkich rywali. Widać to choćby po meczu z Włochami, którzy niby byli już w meczu z nami na łopatkach, ale jeszcze okazali się groźni. Niech wygrywają kolejne spotkania, ustanawiają rekordy. Takie rzeczy zostają w głowach na dłużej - przekonywał Zarzycki.
W czwartkowy wieczór biało-czerwoni wygrali z ekipą z Italii 3:1. Ta ostatnia dzień wcześniej wygrała z Serbami 3:2. Drugi mecz Polaków w grupie J z drużyną z Bałkanów zdecyduje o tym, czy to ona, czy też Włosi znajdą się w najlepszej czwórce LŚ. Przed rozpoczęciem tego spotkania w Rio de Janeiro rozstrzygnie się też sytuacja w grupie I.
W czwartek podopieczni Stephane'a Antigi pokazali się z dobrej strony, ale kilka razy zdarzyły się im jednak przestoje.
- Odnieśli zwycięstwo, a to wynik idzie w świat. Są też już w strefie medalowej. Jestem przekonany, że nasi zawodnicy mogą grać jeszcze lepiej. A najważniejsze, że oni także to wiedzą - czytałem wypowiedź jednego z naszych siatkarzy, który przyznał, że stać ich na więcej - podkreślił mistrz świata z 1974 roku.
Jest on zdania, że Antiga powinien wystawić w meczu z Serbią najmocniejszy skład, a nie rezerwowy.
- Nawet w meczu granym na poważnie jest okazja do dokonywania zmian podczas meczu i sprawdzenia różnych opcji. Widać to było podczas pojedynku z Włochami - argumentował.
Zarzycki dodał, że w grze biało-czerwonych widać pewność siebie. Widać, że znają swoją wartość. Górują nad pozostałymi zespołami wyszkoleniem indywidualnym. Chodzi o takie rzeczy jak wystawa, zagrywka, czyli teoretycznie najprostsze, ale w praktyce najtrudniejsze - zwrócił uwagę.
Według niego tylko u Polaków i Francuzów widać swobodę i radość z gry. Pozostałe drużyny są - jego zdaniem - zagonione taktycznie.
- Amerykanie za dużo myślą o taktyce. Włosi tak samo. Jeśli chodzi o Brazylijczyków, to chyba w ogóle koniec tej ekipy. Mają wielu starszych zawodników, a nie widać błysku w postaci młodych graczy. Francuzi i Polacy poza ustaleniami wprowadzają fantazję. Trójkolorowi bawią się siatkówką. To bardzo niebezpieczne dla rywali, ale fajne z punktu widzenia kibiców - ocenił mistrz olimpijski z Montrealu.
Chciałby, aby zespoły te spotkały się w finale LŚ. - Myślę, że byłby to bardzo ciekawy pojedynek i przyjemny dla oka, biorąc pod uwagę styl gry obu ekip - uzasadnił.
Były szkoleniowiec reprezentacji Polski (1992–93) pochwalił także za czwartkowy występ Michała Kubiaka. 27-letni przyjmujący, który pełni rolę kapitana, był liderem zespołu.
- Wprowadził fajny, agresywny styl gry. On ma taki charakter i równie wspaniale grał wcześniej. Tak było za czasów trenera Anastasiego, ale później siedział na ławce, gdy w składzie były tuzy typu Bartosz Kurek i Michał Winiarski - zaznaczył
Komentarze