Lewandowski: Koszykówka to moja druga pasja!

Drużyna gwiazd dowodzona przez Marcina Gortata kontra Wojsko Polskie. W Krakowie w najbliższą niedzielę odbędzie się specjalny mecz koszykówki. Dochód ze spotkania zostanie przekazany na cele charytatywne. Jednym z bohaterów teamu Gortata będzie drugi rok z rzędu Martin Lewandowski. Współwłaściciel federacji KSW opowiedział nam o swojej pasji do koszykówki i znajomości z jedynym polskim zawodnikiem grającym w NBA.
Paweł Słodownik: Martin, wiele osób chciałoby zagrać razem z Marcinem Gortatem w jednej drużynie. Tobie to się udało w zeszłym roku. W niedzielę zagrasz po raz drugi. Jak zostałeś zwerbowany do tej wyjątkowej drużyny?
Martin Lewandowski: Wszystko zaczęło się od wspólnego sponsora, który współpracował z KSW oraz z Marcinem Gortatem. Spotkaliśmy się na gali w Łodzi. Marcin koniecznie chciał zobaczyć na żywo jak walczy Mariusz Pudzianowski. Akurat był w Łodzi a my robiliśmy tam kolejną galę. Tak się poznaliśmy. Później Marcin zaprosił mnie i Mameda Chalidowa do Waszyngtonu na Polską Noc NBA. Jest taki program, że każdy obcokrajowiec grający w lidze ma prawo do zaproszenia swoich rodaków na jeden mecz w roku. I jemu ten mecz jest dedykowany. Jest to takie trzydniowe spotkanie od kolacji, bankietów, spotkanie m.in. z ambasadorem RP w USA a kończąc właśnie na meczu. Marcin był gwiazdą wieczoru. Pamiętam, że koledzy z zespołu nagrali specjalne powitania w języku polskim, które były puszczane na telebimach. Było to dość zabawne. I tak to się zaczęło zaczęliśmy się kolegować. A przełożyło się to na mój czynny udział w meczu charytatywnym.
A skąd akurat koszykówka? Miałeś opory by wystąpić w takim meczu?
Nie, tym bardziej, że koszykówka była moją pierwszą ulubioną dyscypliną razem z pływaniem. Nie jestem najniższy, moich dwóch braci jest jeszcze wyższych ode mnie i razem graliśmy w kosza. Poza tym, kiedy byłem nastolatkiem to Wrocław był stolicą polskiej koszykówki. Wtedy każdy grał. Moi rodzice byli wielkimi fanami koszykówki. Miałem trzech przyszywanych wujków z WKS Śląska Wrocław więc chcąc nie chcą i ja grałem. Teraz mogę wrócić do tego.
Miałeś problemy z powrotem?
Kiedyś byłem rozgrywającym, teraz w drużynie Marcina gram na pozycji centra. Jest zabawnie bo za przeciwników mamy żołnierzy. Oni, z tego co wiem, przed tym meczem trenują zawzięcie przez dwa tygodnie. My z racji różnych obowiązków i porozrzucania po całej Polsce spotykamy się dzień przed. No i żołnierze grają ostro. Nie ma odpuszczania, jest spinka na wynik!
A wiedzą, że ty to jesteś ten od MMA?
Niestety tak i przez to dochodzi do twardej walki (śmiech...) choć ja jestem tylko promotorem. No, ale jak oni twardo ze mną, to i ja z nimi...!

I jak ta ostra rywalizacja przełożyła się na twoje osiągnięcia? Pomogłeś zespołowi?
Rzuciłem chyba ze dwa kosza ale miałem mnóstwo zbiórek. Chyba nie grałem najgorzej bo wychodziłem w każdej kwarcie (śmiech!) I mimo braku treningu udało nam się wygrać. Może przez to, że naszymi trenerami byli trenerzy z Washington Wizards. Bez nich pewnie byśmy przegrali...
A kto był liderem?
Igor Kwiatkowski z Kabaretu Paranienormalni. Mariolka ku naszemu zaskoczeniu szalała na parkiecie, rzuciła chyba kilka trójek. Podobno ostatni raz grał w koszykówkę w podstawówce. Bardzo dobrze grał były już siatkarz Piotr Gruszka.
W tym roku zapewne nie zabraknie też gwiazd?
To jest standard. Z tego co wiem i pamiętam to będzie Artur Siódmiak, Anna Lewandowska, Tatiana Okupnik, Robert Wardęga i wielu innych.
Wspomniałeś, że znasz się z Marcinem już jakiś czas. Co możesz o nim powiedzieć?
To jest wielki człowiek z wielkim serduchem. Wie skąd pochodzi i co osiągnął ale nie przeszkadza mu to w tym, by pomagać innym, by w przyszłości ktoś miał łatwiej niż on. Nie wiem czy jeszcze jakiś sportowiec w Europie otworzył swoją szkołę, w której uczą się przyszli koszykarze. Ma fundację, przez którą ten mecz jest organizowany. To, że gramy przeciwko Wojsku Polskiemu to też wydaje mi się nie jest przypadkiem. Wiesz, on na co dzień będąc w USA widzi jaki jest tam szacunek dla wojska i żołnierzy. U nas jest z tym duży problem. Marcin uznał, że coś w tym temacie trzeba zmieniać. Odwiedzał polskich żołnierzy na misjach, zna się bardzo dobrze z chłopakami z GROM-u.
A tak prywatnie? Byłeś w Stanach Zjednoczonych na jego zaproszenie. Mogłeś go bliżej poznać. Zresztą, Marcin niedawno był również na twoich urodzinach.
To jest bardzo otwarty człowiek. Nie stwarza barier, że jest wielką gwiazdą. Bo rzeczywiście nią jest. Tu w Polsce może nie wszyscy sobie z tego zdają sprawę. Ale w USA jest to odczuwalne na każdym kroku. Z tego co widziałem to znalazł czas dla każdego, by porozmawiać, zrobić sobie zdjęcie. Trzeba zdać sobie z tego sprawę, że NBA to jest potęga. MMA przy koszykówce tam to jest sport niszowy. Kiedy byłem w Waszyngtonie na meczu Marcin oprowadził mnie i Mameda po całej hali. Odkrył przed nami wszystkie zakamarki szatni, pokazując całe zaplecze. Ja mam wrażenie, że to co ma średni klub NBA to nie ma tego nawet reprezentacja Polski w piłce nożnej. Miałem wrażenie, że tylko od ciebie, od twojej pracy zależy co osiągniesz.
Co ciebie najbardziej zaskoczyło?
To ile osób pracuje na sukces zespołu. Ogromne zaplecze medyczne, treningowe. Widzieliśmy np. tablicę, na której każdy zawodnik rozpisany był pod kątem kontuzji. Tam nie ma przypadku. Wszystko jest rozłożone na czynniki pierwsze i dopracowane do perfekcji.
A byliście rozpoznawani w USA?
Zdarzyło się parę razy. Trzeba zdać sobie sprawę, że to są Stany Zjednoczone, tam ludzie myślą trochę inaczej. Przydarzyła się nam taka sytuacja, że na meczu podeszła do nas parka i poprosiła Mameda o zdjęcie. Tylko nie byli do końca pewni kim Mamed jest. On na to odpowiedział ze swoim wrodzonym wdziękiem, że jest piosenkarzem. Oczywiście uwierzyli w to mówiąc, że właśnie tak myśleli... Cały Mamed!

A jest coś, co chciałbyś adoptować do KSW jeśli chodzi o takie wydarzenie sportowe jakim jest mecz NBA?
Jest tego dużo. Przede wszystkim na mecze chodzą całe rodziny. Przychodzą wcześniej z założeniem, że będą się dobrze bawić niezależnie czy ich zespół wygra czy nie. Mają dobrze spędzić ten czas. I ci ludzie mają tą rozrywkę zapewnioną. Niestety nie wszystko da się przenieść na polski rynek. Jesteśmy zupełnie inni niż Amerykanie. Mam wrażenie, że przez ten bagaż historyczny, który wciąż dźwigamy jesteśmy społeczeństwem zamkniętym. Słyszałem niedawno w radiu, że były robione badania i wyszło, że ponad 30% Polaków nosi w sobie traumę związaną z historią. Żydzi 50 %, gdzie Amerykanie tylko 2%. Na takim evencie jakim jest gala KSW publiczność jest dość teatralna. Ludzie wychodzą zadowoleni z gali, ale przeżywają to raczej w sobie. Tak jakby bali się uzewnętrznić swoich emocji. A szkoda, bo w niczym nie jesteśmy gorsi od Amerykanów. Ludzie potrzebują więcej odwagi! Na szczęście to się powoli zmienia. Tu jeszcze chciałbym wspomnieć o zawodnikach MMA na przykładzie chociażby koszykarzy z NBA. To są profesjonaliści nie tylko na boisku. Tak jak Marcin doskonale zdają sobie sprawę z tego, że są częścią układanki i muszą się w tym odnaleźć. Wiedzą, że dzięki swojej otwartości na ludzi, media mogą tylko zyskać. My się tego uczymy.
Ale taki Mamed czy Pudzian nie muszą się chyba uczyć. Ich nie masz na myśli?
Nie, oni wykorzystują swoją szansę w 100%. To zwierzęta medialne. Zupełnie różne od siebie ale na końcu osiągają ten sam efekt, czyli popularność a to się przekłada na sponsorów i na pieniądze, które zarabiają za swój wysiłek. Mamed najpierw był dobrym sportowcem potem pokazał swój wesoły charakter. Pudzian odwrotnie. Przychodząc do MMA był bardzo znanym człowiekiem a później dopiero stał się pełnoprawnym zawodnikiem. Nie wszyscy to wciąż rozumieją, chociaż i tu jest duża poprawa.
A jak wasze gale ocenia Marcin Gortat, który na co dzień uczestniczy w tym wielkim show jakim są mecze koszykówki w Ameryce?
No będę tu dość nieskromny ale Marcin był pod wrażeniem organizacji, otwarcia gali ale też tego, jak to jest pokazane w telewizji.
Wracając do meczu to masz jakiś specjalny cel na ten rok?
Nie wypaść gorzej niż w poprzednim meczu. Przecież jestem reprezentantem MMA (śmiech). Ale tak poważnie, to jest tylko zabawa. Liczy się tylko cel, a ten jest szczytny!
Komentarze