Tych dwóch snajperów zrobiło największe kariery wśród zdobywców korony króla strzelców zaplecza ekstraklasy, ale na liście najlepszych odnajdujemy wiele innych futbolowych sław, jak również lokalnych gwiazd oraz piłkarzy, których nazwiska niewiele dziś kibicom mówią.

Diabelska szarża


Podekscytowany taksówkarz wpadł do redakcji "Głosu Wybrzeża", wykrzykując coś o porywaczach ze Śląska, którzy w jego samochodzie rozmawiali o wielkich pieniądzach. Nie, to nie początek scenariusza jednego z odcinków serialu "07 zgłoś się". Historia wydarzyła się w Gdańsku w czerwcu 1972 roku, jej bohaterem był świeżo upieczony król strzelców drugiej ligi Andrzej Szarmach (15 goli w sezonie), a porywaczami przedstawiciele Górnika Zabrze.

Szybka reakcja dziennikarzy sprawiła, że działacze Arki ruszyli do restauracji "Gedania", w której złapali młodego napastnika na "gorącym uczynku" podczas dogadywania szczegółów umowy z zabrzanami. W "Głosie Wybrzeża" ruszyła lawina artykułów potępiających działaczy "mieszających młodym zawodnikom w głowach". Arka za wszelką cenę próbowała zatrzymać piłkarza,  ale straszenie biletem do jednostki wojskowej w Ustce przyniosło odwrotny skutek: Szarmach wsiadł do nocnego pociągu na Śląsk, gdzie czekał na niego pokój w klubowym hotelu. Zabrzanie dogadali transfer na najwyższych partyjnych szczeblach, bez udziału gdyńskich działaczy.

W Zabrzu - mimo iż grało tam wówczas pół reprezentacji Polski, a sprowadzenie Szarmacha kosztowało wiele zachodu - dobrze wiedzieli, kogo biorą. Już w rundzie jesiennej sezonu 1972/73 młody napastnik zdobył siedem goli w 11. meczach. Szybko trafił do reprezentacji i niespełna dwa lata po transferze do Górnika, w finałach MŚ 1974 straszył bramkarzy już  nie drugoligowych, ale tych ze światowej czołówki - ze słynnym Dino Zoffem na czele. 

 

bbbb4
Andrzej Szarmach pokonał słynnego Dino Zoffa. Dwa lata wcześniej był królem strzelców II ligi. / fot. PAP


Zyskał przydomek "Diabeł" i opinię napastnika, który "wkładał głowę tam gdzie inni baliby się włożyć nogę". Co ciekawe Szarmach - jeden z najlepszych snajperów w historii polskiego futbolu, dwukrotny medalista mistrzostw świata i król strzelców turnieju olimpijskiego (1976), nigdy nie zdobył tytułu najlepszego strzelca w ekstraklasie. Ta sztuka nie udała mu się ani w Polsce (Górnik, Stal), ani we Francji (AJ Auxerre - gdzie dwukrotnie zdobywał po 24 gole w sezonie).


Na Wybrzeżu wyciągnęli wnioski z szarży działaczy Górnika i nie wypuścili z rąk kolejnego króla strzelców drugiego frontu - Janusza Kupcewicza (1975/76 - 14 goli). Utalentowany pomocnik w znaczący sposób przyczynił się do zdobycia przez drużynę z Gdyni Pucharu Polski, a także jako piłkarz Arki pojechał na dwa mundiale: w 1978 i 1982 roku. W Hiszpanii był jedną z gwiazd turnieju, reżyserem gry biało-czerwonych - trzeciej drużyny świata.


Kto chce kupić Lewandowskiego?


W maju 2008 roku nikt nie robił wielkiej tajemnicy z wizyty trenera Lech Poznań Franciszka Smudy na stadionie w Pruszkowie. Pojawił się tam, by zobaczyć w akcji zmierzającego po koronę króla strzelców zaplecza ekstraklasy, Roberta Lewandowskiego. Jego przyjazd poprzedziły obserwacje skautów poznańskiego klubu, którzy zalecali władzom Kolejorza zakup tego niespełna 20. letniego napastnika.

Smuda miał okazję oglądać Lewandowskiego w meczu 29. serii spotkań, derbach Mazowsza z Polonią. Zdaniem  wielu obserwatorów Lewandowski rozegrał znakomitą partię: dwukrotnie (już w pierwszej połowie) pokonał byłego reprezentanta Polski Radosława Majdana, zdobywając 18. i 19. bramkę w sezonie (łącznie uzbiera 21 trafień), a Znicz wygrał to spotkanie 3:2. Mimo to Franciszek Smuda kręcił nosem i nie widział dla Lewandowskiego miejsca w prowadzonej przez siebie ekipie: "Nikt z tej drużyny nie nadaje się do gry w ekstraklasie" - wypalił pruszkowskim działaczom. Znicz wciąż walczył o awans (który przegrał ostatecznie po porażkach 0:1 z Lechią i Podbeskidziem), a za kulisami rozpoczął się wyścig o Roberta Lewandowskiego. Wyścig żółwi...


Mimo ciekawych propozycji ze strony Jagiellonii Białystok i Cracovii, menedżer piłkarza Cezary Kucharski brał pod uwagę tylko oferty z Lecha, Legii i Wisły. Ekipa z Warszawy wydawała się faworytem w tym wyścigu, choćby ze względu na sympatię, jaką Legia jest darzona w Pruszkowie i fakt, że piłkarz mieszkał wówczas w Warszawie. Mirosław Trzeciak - dyrektor ds. rozwoju sportowego Legii - najwyraźniej nie wyciągnął jednak wniosków z lektury "Janko Muzykanta" i zamiast za miedzą, talentów szukał na południu Europy. Ściągnął do Warszawy Mikela Arruabarrenę, ale Hiszpan nie stał się legendą Legii: w sześciu ligowych meczach, w których zagrał, nie zdobył ani jednej bramki. Gdy po rundzie jesiennej został wypożyczony do SD Eibar, Lewandowski był już wschodzącą gwiazdą ekstraklasy z reprezentacyjnym debiutem na koncie.

 

bbbb5
Franciszek Smuda i Robert Lewandowski - to nie była miłość od pierwszego wejrzenia... / fot. Cyfrasport


Brak zainteresowania ze strony Legii wykorzystał Lech, choć tam również inwestycja w napastnika Znicza nie była taka oczywista. Chcieli go działacze, ale wciąż niechętny transferowi był trener Smuda, który koniecznie chciał sprowadzić doświadczonego, blisko 34. letniego Tomasza Frankowskiego. Władze Lecha postawiły jednak na swoim, dzięki czemu Franciszek Smuda dołączył do szerokiego i rosnącego z roku na rok grona odkrywców talentu Roberta Lewandowskiego. Początkowo niechętny Lewemu trener szybko się jednak do niego przekonał, a młody napastnik zdobył bramkę już w pierwszym meczu o stawkę: przeciwko drużynie Xəzər Lenkoran w eliminacjach Pucharu UEFA, a następną w spotkaniu I kolejki ekstraklasy przeciwko GKS Bełchatów. W obu przypadkach wszedł na boisko z ławki rezerwowych. W sezonie 2009/10 zdobył z Lechem mistrzostwo kraju i powtórzył swe wyczyny z III i II frontu - zostając królem strzelców ligowych zmagań. Po tym sukcesie ruszył na podbój Bundesligi...


Plejada gwiazd


Obok Szarmacha, Kupcewicza i Lewandowskiego tytuł najlepszego strzelca zaplecza ekstraklasy zdobyło wielu znanych piłkarzy. Pierwszym napastnikiem, który swe umiejętności potwierdził koroną króla strzelców ekstraklasy (1960) był Marian Norkowski z Polonii Bydgoszcz. Dla odmiany Stanisław Hachorek z warszawskiej Gwardii najpierw wygrał wyścig snajperów w ekstraklasie, by sześć lat później triumfować klasę niżej (1961 - 25 bramek).

W latach sześćdziesiątych dwukrotnie triumfował w tej klasyfikacji zawodnik Gwardii Warszawa Joachim Marx (1966/67 - 26, 1968/69 - 16), który sławę zdobył po przejściu do Ruchu Chorzów. Z reprezentacją Polski wywalczył złoty medal igrzysk olimpijskich w Monachium.


W latach siedemdziesiątych koronę króla strzelców zgarnęło - obok wspomnianych wcześniej Szarmacha i Kupcewicza - kilku wybitnych graczy. Jerzy Sadek (ŁKS) - pierwszy piłkarz, który zdobył dla reprezentacji Polski bramkę w meczu z Anglikami, wyścig o  tytuł najlepszego snajpera II ligi wygrał już u schyłku swej ligowej kariery (1970/71 - 15). Z kolei Janusz Sybis (1972/73 - 15), jeden z najlepszych napastników w historii wrocławskiego Śląska dopiero startował do wielkiej piłki. Wojciech Tyc z Odry Opole - kolejny w tym gronie reprezentant Polski - w sezonie 1975/76 zajął pierwsze miejsce ex aequo z Kupcewiczem.


W 1995 roku najlepszym strzelcem drugiego frontu był Paweł Kryszałowicz, ściągnięty w trakcie sezonu do Amiki Wronki, z którą wywalczył historyczny awans do ekstraklasy. Kryszałowicz był trzecim (po Szarmachu i Kupcewiczu) królem strzelców II ligi, który zdobył później bramkę w finałach mistrzostw świata. Rok później koronę zgarnął Mariusz Śrutwa (26 goli) z Ruchu Chorzów, napastnik znany z boisk ekstraklasy. Dzięki jego trafieniom chorzowianie wrócili po rocznej banicji do ekstraklasy, a w tym samym sezonie sięgnęli po Puchar Polski. W 1999 roku najlepszym snajperem zaplecza był z kolei Łukasz Sosin - późniejszy czterokrotny król strzelców ligi cypryjskiej.


Prawdziwym kolekcjonerem snajperskich koron był w poprzedniej dekadzie Grzegorz Piechna. Najpierw - w 2003 roku - wygrał rywalizację strzelców w IV lidze (w barwach Ceramiki Paradyż - 35 goli), w następnym w III (HEKO Czermno - 23 gole), a w kolejnym - już w barwach Korony Kielce - w II lidze (17 goli). Po awansie z Koroną do ekstraklasy, znów sięgnął po koronę, zdobywając 21 bramek. Najlepszy strzelec czterech najwyższych klas rozgrywkowych, w ciągu czterech lat - bezprecedensowy wyczyn w historii polskiej piłki! Popularny Kiełbasa zadebiutował nawet w kadrze, ale bramką zdobytą w meczu z Estonią (3:2) nie przekonał do siebie Pawła Janasa. 


bbbb6
Grzegorz Piechna po awansie do ekstraklasy zyskał sporą popularność. / fot. PAP

 


Supersnajper podpisał kontrakt z Torpedo Moskwa i... zapomniał, jak się strzela gole. Próby powrotu do polskiej ligi (Widzew, Polonia) przyniosły rozczarowanie.


Lokalne gwiazdy, niespełnione talenty


Obok znanych nazwisk, na liście najlepszych snajperów drugiego frontu znajdziemy wielu piłkarzy, których możemy nazwać co najwyżej lokalnymi gwiazdami. Pierwszym triumfatorem klasyfikacji strzelców II ligi był w 1949 roku Mieczysław Nowak z Garbarni Kraków (24 gole), który przez całą piłkarską karierę związany był z klubem z Ludwinowa. Jedyny obok Norkowskiego trzykrotny król strzelców II ligi Manfred Urbas większą część kariery spędził w Unii Racibórz, grał również w Odrze Opole. Nie zrobił wielkiej kariery Jerzy Krawczyk (1973/74 - 17 goli), który z Motoru Lublin przeszedł do Stali Mielec.

Leszek Kosowski (1982/83) trafiał w ekstraklasie dla Górnika Wałbrzych i Widzewa Łódź, ale również nie zdołał przeskoczyć pewnego poziomu. Jerzy Kruszczyński, który w sezonie 1983/84 popisał się rekordem strzeleckim na drugim poziomie rozgrywek (31 goli), zapisał się w historii jako strzelec pierwszej bramki w dziejach Superpucharu Polski. W europejskich pucharach trafił do bramki Juventysu Turyn i - już w barwach Lech Poznań - FC Barcelony, ale w reprezentacji Polski nigdy nie zagrał. Trafienie dla Lecha w konfrontacji z Barceloną i to na Camp Nou ma na swoim koncie również Bogusław Pachelski, który wcześniej sięgnął po koronę króla strzelców II ligi w barwach stołecznej Gwardii. Kolejna lokalna gwiazda to Jacek Bayer z Jagiellonii Białystok (1986/87 - 23 gole), którego snajperskie popisy zainteresowały nawet selekcjonera reprezentacji Wojciecha Łazarka. Napastnik z Białegostoku wystąpił w "pamiętnym" meczu z Cyprem (0:0) w Gdańsku, ale nie zbawił drużyny narodowej i więcej powołania nie dostał.


Niedaleko poza Lubin sięgnęła sława Eugeniusza Ptaka (1988/89 - 16 goli), który pomógł Zagłębiu w powrocie do ekstraklasy, a niedługo po awansie zmienił klimat i kopał piłkę na Cyprze. Z kolei Daniel Dyluś po bardzo udanym sezonie w Miedzi Legnica (1991/92 - 19 goli + triumf w Pucharze Polski), wrócił do Zagłębia Lubin, później występował jeszcze w Sokole Pniewy, ale ekstraklasy nie zawojował. Dariusz Solnica (2001 - 16 goli) zmieniał kluby jak rękawiczki (czterokrotnie próbował szczęścia w Legii), ale wielkiej kariery również nie zrobił...


Kto po Lewandowskim?


W 2008 roku nastąpiła reforma rozgrywek, w myśl której drugi poziom ligowych zmagań nazwano I ligą. W pierwszym sezonie po zmianach koronę króla strzelców zaplecza ekstraklasy po raz pierwszy w historii sięgnął obcokrajowiec - Ilijan Micanski z Zagłębia Lubin. Bułgar zdobył 26 bramek i wyprzedził w klasyfikacji Marcina Robaka z Widzewa Łódź. Robak odbił sobie tę porażkę w sezonie 2009/10, gdy z 18 trafieniami na koncie zgarnął pierwszy w swej karierze tytuł króla strzelców. Kolejny uzyskał w sezonie 2013/14 - już w ekstraklasie, w barwach Pogoni Szczecin.

W ostatnich sezonach klasyfikację najlepszych strzelców I ligi wygrywali: Wojciech Kędziora (Piast Gliwice, 2011/12 - 18 goli), Maciej Kowalczyk (Kolejarz Stróże, 2012/13 - 22 gole) - obaj zawodnicy już po trzydziestce, z doświadczeniem w ekstraklasie; Dariusz Zjawiński (Dolcan Ząbki, 2013/14 - 21 goli) - po sezonie przeszedł do Cracovii, ale w pierwszym roku w Krakowie furory nie zrobił: zagrał 25 spotkań (4 w pełnym wymiarze), w których zdobył dwie bramki; Grzegorz Goncerz, który wygrał klasyfikację strzelców w ubiegłym sezonie (21 goli), w obecnym wciąż reprezentuje barwy GKS Katowice.

 

Królowie strzelców II (nowej I) ligi - statystyki:

Najwięcej tytułów:

3 - Manfred Urbas (Unia Racibórz: 1958, 1959, 1960)
3 - Marian Norkowski (Polonia Bydgoszcz: 1957, 1963, 1964)
2 - Ginter Lazar (Unia Racibórz: 1962, 1966)
2 - Joachim Marx (Gwardia Warszawa: 1967, 1969)
2 - Zbigniew Nowacki (Bałtyk Gdynia: 1978, 1980)

Najwięcej goli w sezonie:


31 - Jerzy Kruszczyński (Lechia Gdańsk: 1984)
30 - Zygmunt Schmidt (GKS Katowice: 1965)


Obcokrajowcy:

Ilijan Micanski (Bułgaria, Zagłębie Lubin: 2009)
Charles Uchenna Nwaogu (Nigeria, Flota Świnoujście: 2011)


Królowie strzelców II i I poziomu rozgrywek:

Marian Norkowski (1957, 1963, 1964/ 1960)
Stanisław Hachorek (1961/ 1955)
Mariusz Śrutwa (1996/ 1998)
Grzegorz Piechna (2005/ 2006)
Robert Lewandowski (2008/ 2010)
Marcin Robak (2010/ 2014)

W "klubie 100" ekstraklasy:


109 - Andrzej Szarmach
106 - Eugeniusz Lerch
103 - Mariusz Śrutwa
102 - Joachim Marx.

Gole w finałach mistrzostw świata:


7 - Andrzej Szarmach (1974, 1978, 1982)
1 - Janusz Kupcewicz (1982)
1 - Paweł Kryszałowicz (2002).

Gole w finałach mistrzostw Europy:


1 - Robert Lewandowski (2012).