SKTelecom T1 zagra z Origen w pierwszym półfinale, a Fnatic z KOO Tigers w drugim. Oba spotkania (kolejno 24 i 25 października) pokażemy na żywo na antenie Polsat Sport News. Dwóch zwycięzców zagra w berlińskim finale 31 października.

 

Prawie wszyscy eksperci są jednomyślni – faworytami do zagrania w finale są drużyny SKTelecom T1 i Fnatic. Koreańska drużyna jest uznawana za faworyta turnieju od samego początku, a Fnatic z meczu na mecz zaskakuje wszystkich coraz bardziej. Szczególnie jeśli chodzi o ich zdolność adaptowania się do przeciwników i umiejętność odwracania przebiegu rozgrywki na swoją korzyść.

 

O ile Origen na pewno jest zdolne ugrać grę lub dwie zawodnikom SKT, to wydają się popełniać zbyt dużo drobnych błędów, które z uporem maniaka lubią wykorzystywać mistrzowie LCK. Być może Europejczycy będą w stanie podtrzymać postawę godną czarnego konia turnieju i to o nich będziemy mówić przed finałowym meczem.

 

Fnatic zdominowało swojego poprzednego przeciwnika z fazy pucharowej, Edward Gaming, w stylu godnym podziwu. Udało im się nawet powstrzymać Mordekaisera od EDG w nieoficjalnej drugiej grze. Druga z europejskich drużyn może nie tylko pokonać KOO Tigers, ale też stanąć w szranki z finałowym przeciwnikiem.

 

Europejskie mają też przewagę "własnego boiska". Każda z dotychczasowych publiczności okazywała mnóstwo sympatii drużynom z europejskiego LCS i pewne jest, że teraz nie będzie inaczej. Z drugiej strony dodaje to drobny element presji związanej z występami przed "swoją" publicznością, ale w ostatecznym rozrachunku to dwie europejskie drużyny mogą czuć się lepiej przed półfinałami.

 

Półfinały bez Gragasa


Spory wpływ na przebieg półfinałów będzie miał też fakt, że Riot Games zdecydowało o zbanowaniu Gragasa z reszty meczów w ramach Mistrzostw Świata po błędzie, który został znaleziony podczas meczu Fnatic z EDG.

 

W dwudziestej minucie drugiej gry ćwierćfinału, błąd nie pozwolił Gragasowi użyć jednej z jego umiejętności. Obie drużyny zgodziły się na powtórzenie spotkania, a Riot Games wyłączyło Gragasa z puli picków na resztę turnieju. To wszystko pomimo tego, że Gragas był wybrany w następnym meczu i tym razem nie spowodował błędu.

 

Riot usunął też Ziggsa i Lux, ponieważ – jak twierdzą – znaleźli u nich podobne błędy. "Nie chcemy doprowadzić do sytuacji, w której musielibyśmy powtarzać którąś z następnych gier" – mówią organizatorzy mistrzostw – "Drużyny mają cały tydzień na przygotowanie odświeżonych strategii. Już bez użycia Gragasa".

 

O ile wcześniej wspomnieni magowie nie byli wybierani podczas tegorocznych Worldsów, to Gragas był jednym z najpopularniejszych picków całego turnieju. Jungler był wybierany w 33 z 63 gier podczas tegorocznych mistrzostw (zajmuje 12 pozycję w kategorii najczęściej wybieranych i banowanych postaci).

 

W większości meczów drużyny decydowały się na wybór dwóch postaci z trójki Elise, Rek'Sai i właśnie Gragas, którego superumiejętność jest ekstremalnie użyteczna jako disengage w szeregu różnych kompozycji (nie tylko tych grających przy wykorzystaniu hypercarry jak Kog'Maw czy Jinx). Gragas to także silne narzędzie do rozpoczynania teamfightów, może być użyty do wymiany obrażeń przed teamfightem i oblężeń. Oprócz tego skaluje się niesamowicie dobrze do późnej fazy gry, więc jego brak będzie znaczącym utudnieniem dla sporej częśći drużyn.

 

Przede wszystkim dla europejskiego Origen, które najdogłębniej czerpało ze skillsetu tego championa. Amazing wybierał Gragasa w 4 z 10 gier, Reignover z Fnatic w dwóch z 9. Jungler SKT1 Bengi wybrał Gragasa raz, a Hojin z KOO Tigers nie zdecydował się na niego w ogóle.

 

Ban na Gragasa dotyka Origen najdotkliwiej także z innego względu. To jedyna drużyna, która tak efektywnie wykorzystywała tą postać przy dobieraniu team compów. Niels grał Kalistą, Jinx, Kog'Mawem czy Sivir i pomimo, że jego pozycjonowanie się w walkach drużynowych było bardzo dobre, to umiejętności Gragasa były bez dwóch zdań bardzo pomocne przy ochranianiu go podczas walk drużynowych. Zbanowany jungler nie był tylko ostatnim szlifem do drużynowej kompozycji Europejczyków. Stanowił pewien rodzaj rdzenia, na którym opierał się xPeke i spółka.

 

Brak Gragasa tworzy też lukę możliwą do wykorzystania w champion select. Drużyna znajdująca się po niebieskiej stronie może zbanować Rek'Sai'a albo Elise i jako pierwsza wybrać drugą opcję. W tym momencie strona niebieska ma alarmująco wysoką statystykę zwycięstw (62%) i sprawy mogą potoczyć się jeszcze gorzej, gdy drużyny zaczną wykorzystywać brak jednego z junglerów przy banowaniu i wybieraniu postaci.

 

Na szczęście w League of Legends pozostało jeszcze kilka championów, które z powodzeniem mogą junglować niemal na równi z głównymi pickami z tegorocznych Worldsów. Origen na pewno rozważy wybór Tahm Kencha który, pomimo niskiej presji we wczesnej fazie gry, gwarantuje sporo bezpieczeństwa dla AD carry i skaluje się bardzo dobrze w teamfightach. Nunu jest także możliwym wyborem dla kompozycji zorganizowanej pod kątem teamfightów, skalowania do późnej fazy gry i ochrony ADC. Jungler SKT1 jest także kojarzony jako zwolennik wybierania Nunu.

 

Hojin i Bengi mogą także spróbować zagrać Evelynn, ale to Lee Sin wydaje się być najbardziej oczywistą opcją. O ile Lee jest kontrowany przez trójkę Rek'Sai, Gragas i Elise, to dzięki banie Gragasa, będze dużo łatwiej całkowicie wyeliminować wspomnianą trójkę. Tym sposobem Lee Sin może stać się atrakcyjniejszy podczas nadchodzących meczów.

 

 

Gra pozorów w wykonaniu SK Telecom T1?

 

Koreańska drużyna stara się być cały czas jeden krok przed innymi drużynami i pokazywać się nie tylko jako posiadacze niezwykłych umiejętności, ale też wielbiciele dogłębnej analizy przeciwnika i planu na nadchodzące rozgrywki. Teraz rozpoczęli gierki ze swoimi przeciwnikami wystawiając Easyhoona jako swojego głównego mid lanera w pierwszym meczu i pozostawiając Fakera jako rezerwowego. To oczywiśice nie oznacza, że Easyhoon zagra w meczu przeciwko Origen – może to być tylko próba wyprowadzenia przeciwników z równowagi.

 

Analitycy Origen mają ręce pełne pracy przed meczem z najsilniejszą drużyną Korei. Każda godzina spędzona na analizowaniu przyszłych gier pod kątem występu Easyhoona, jest godziną mniej poświęconą na poznanie tajników Fakera. To nie brzmi jak bardzo wiele, ale trenerzy piłki nożnej, baseballu czy futbolu amerykańskiego przyzwyczaili kibiców do podobnych zagrywek. Teraz mamy z tym doczynienia w przypadku esportu.

 

Druga strona medalu to sytuacja, w której SKT faktycznie skorzysta z pomocy swojego rezerwowego mid lanera, który na obecnych mistrzostwach rozegrał tylko dwa mecze. To może brzmieć odrobinie nierealnie, bo nikt nie chciałby zastępować najlepszego gracza na świecie. Ale SKT może znaleźć nisze, w której zagranie z Easyhoonem w składzie może stworzyć różnice. Doskonale wiadomo, że jest on nierealnie dobrym Azirem i potrafi świetnie wykorzystać potencjał Viktora. Oprócz tego drużyna mogła uznać, że zmiennik lepiej poradzi sobie ze swoim przeciwnikiem z Origen (xPeke).

 

Zagrywka SKT nie jest bynajmniej ciosem w ich flagowego mid lanera. Zapewne powrócą do swojego wcześniejszego wyboru, a Easyhoon zostanie wykorzystany tylko do stworzenia ukrytej przewagi. Rezerwowy zawodnik SKT także może być uznawany za czołówkę światowych mid lanerów, więc wspomniana zmiana niekoniecznie musi okazać się problemem.

 

Jednak to wszystko może być tylko zmyślnie wykreowaną farsą i SK Telecom T1 będzie grało do końca mistrzostw z Fakerem w składzie. O tym, jakie są rzeczywiste zamiary trenerów SKT dowiemy się już w sobotę.

 

Ostatnie dni przed półfinałami dostarczają setki pytań bez odpowiedzi. Atmosfera jest gęstsza niż kiedykolwiek, a miłośnicy LoLa z całego świata już odliczają godziny do pierwszego pojedynku. W ciągu najbliższych dwóch dni będziemy analizować wszystko, co może okazać się istotne dla wyników półfinałów Mistrzostw Świata League of Legends. Stay tuned!