Dwie drużyny zostały już rozstawione w półfinałach i będą oczekiwać na zwycięzców meczów ćwierćfinałowych. Origen zagra ze zwycięzcą meczu między TSM i LGD, a Jin Air Green Wings zmierzy się z CLG lub Unicorns of Love. Unicorns of Love, które dość niespodziewanie zajęło miejsce Fnatic. Europejska drużyna argumentowała swoją rezygnację problemami zdrowotnymi jednego z graczy, a zaktualizowana rozpiska prezentuje się następująco:

 

Pierwszy ćwierćfinał: Team SoloMid vs. LGD Gaming

Drugi ćwierćfinał: Counter Logic Gaming vs. Unicorns of Love

 

Pierwszy półfinał: Origen vs TSM/LGD

Drugi półfinał: Jin Air Green Wings vs CLG/UoL

 

Drabinka została skonstruowana tak, że drużyna przegrywająca swój mecz natychmiast odpada z turnieju. Ćwierćfinały i półfinały będą rozgrywane w systemie Best of 3, a wielki finał będzie esportowym świętem rozłożonym na – w najlepszym wypadku – pięć meczów.

 

TSM w poszukiwaniu rewanżu za zeszły rok.

Mocno odmienione Team SoloMid będzie chciało zrewanżować się za zeszłoroczną niespodziewaną porażkę 0-2 z ówczesną rewelacją turnieju - zespołem Unicorns of Love. Fani League of Legends z całego świata są ciekawi, jak zupełnie nowy skład drużyny odbije się na jej postawie podczas turnieju. Ze starego TSM na placu boju pozostał tylko Bjergsen i to na niego będą zwrócone oczy wszystkich fanów drużyny.

 

Team SoloMid od kilku lat jest czołową amerykańską drużyną, niezmiennie zajmując najwyższe lokaty w północnoamerykańskim LCS i rokrocznie kwalifikując się na finały Mistrzostw Świata. Jednak ostatnie trzy miesiące prezentowały się w nieco mniej kolorowych barwach. Najpierw TSM zajęło drugie miejsce w LCS (za odwiecznym rywalem – drużyną Counter Logic Gaming), by potem zakończyć zmagania na Mistrzostwach Świata już w fazie grupowej. Zespoły KT Rolster i Origen okazały się być nie do przeskoczenia dla Bjergsena i spółki, a co za tym idzie cała drużyna zakończyła mistrzostwa z kiepskim bilansem 1-5.

 

Jednak podczas IEM San Jose Team SoloMid startuje z kompletnie odmienionym, świeżym składem przepełnionym najlepszymi indywidualnościami z całego esportowego świata. Miejsce legendarnego Dyrusa na górnej alei zajmie Kevin „Hauntzer” Yarnell (były gracz Gravity Gaming), a neutralne miniony w dżungli będzie zabijał Dennis „Svenskeren” Johnsen (poprzednio grający dla SK Gaming). Współpraca tych dwóch zawodników powinna przebiegać bezproblemowo, ponieważ Svenskeren upodobał sobie gankowanie górnej alei. Pierwsza okazja by zobaczyć ich razem nadejdzie 21 listopada, gdy TSM zmierzy się z chińskim LGD Gaming.

 

Największym zaskoczeniem jest nowa obsada dolnej alei TSM. Były gwiazdor zespołu odwiecznych rywali – Doublelift z CLG – jest teraz zawodnikiem TSM. Peng będzie wspierany przez kaSinga poprzednio grającego dla H2k Gaming. Drużyna z czterema zupełnie nowymi graczami może zaprezentować się różnie. Przed TSM na pewno sporo pracy nad zespołową synergią i „chemią” między poszczególnymi graczami. Tak czy inaczej – oglądanie zupełnie nowego TSM będzie pierwszorzędnym widowiskiem dla wszystkich fanów League of Legends. 

 

@IEM
@IEM

 

Głodne zwycięstw LDG w drodze po tytuł

Wspierana przez sztab trenerów i strategów zbieranina imponujących talentów indywidualnych z Chin i Korei jest bardziej głodna sukcesów, niż kiedykolwiek wcześniej. Mocno faworyzowani zawodnicy światowej klasy nie zdołali wygrać ani jednego meczu podczas pierwszej serii spotkań w fazie grupowej Worldsów. Sytuacja wyglądała sporo lepiej, gdy trenerzy zmienili obsadę górnej alei z Arcona na Flame'a, ale dwa zwycięstwa na trzy możliwe nie wystarczyły by awansować do fazy pucharowej Mistrzostw Świata.

 

Nagła zmiana top lanera stawia wiele pytań przed występem LDG Gaming w San Jose. Czy drużyna powróci do korzystania z usług Arcona, który słynie ze stabilnej i przystosowawczej gry? Czy może zdecyduje się na Flame'a, który poprowadził ich do jedynych zwycięstw na największym turnieju tego roku? Odpowiedź na te i inne pytania poznamy już 21 października, gdy LDG zmierzy się z Team SoloMid.

 

Włodarze LDG muszą martwić się nie tylko o górną aleję. Pod sporym znakiem zapytania jest dyspozycja GODVA ze środkowej alei, który na Mistrzostwach Świata wydawał się być cieniem samego siebie z meczów w chińskiej lidze LPL. Sporym problemem jest postawa junglera. TBQ, bo o nim mowa, przyzwyczaił się do odrobinę leniwego stylu gry, w którym to jego koledzy z linii kreują przebieg rozgrywki. Jeśli podczas IEM San Jose będzie inaczej, to jego brak pewności siebie może boleśnie odbić się na postawie LDG.

 

Eksperci wskazując LDG jako faworytów turnieju często wymieniają nick impa. Piekielnie mocny indywidualnie Koreańczyk, który słynie z nieszablonowych zagrań niejednokrotnie upokarzał swoich przeciwników w najmniej spodziewanych momentach. Wraz z Pylem wyglądają, jakby urodzili się na dolnej alei. Ich pewność siebie może albo przełożyć się na efektowny sukces LDG, albo sprawić że nigdy już nie wynagrodzą swoim fanom blamażu na tegorocznych Worldsach.

 

 

@LDG

  

 

Jin Air Green Wings w drodze do międzynarodowej elity

Koreańczycy będą chcieli udowodnić, że powinni być rozpatrywani jako najwyższa esportowa liga. Pomimo niedawnego odejścia Lee „GBMa” Chang-seoka (mid laner przeszedł do NGR – przyp. red.), drużyna zrobi wszystko aby zaimponować fanom w SAP Center i na całym świecie.

 

To nie pierwszy raz gdy gracze Jin Air Green Wings stają w szranki na Intel Extreme Masters. Cpt Jack (były gracz CJ Entus Blaze) został mistrzem IEM w Sezonie 7. Drużyna ma z pewnością kilka innych statystyk, z których może być dumna. Warto wspomnieć o drugim miejscu podczas finału koreańskich „regionalsów” (1-3 vs. KT Rolster), miejsca 5-6 podczas 2015 KeSPA Cup czy pierwszego miejsca w Challengers Korea Summer 2015 Playoffs. Jin Air Green Wings nie sięgało nigdy po najbardziej pożądane trofea więc, jak sami mówią, są jeszcze bardziej zdeterminowani żeby teraz było inaczej.

 

Jun-yeong „SoHwan” Kim od kilku dni trenuje tylko wąskie spektrum postaci na górną aleję. Top laner postara się poprawić tegoroczne KDA (4.24 – przyp red.) przy użyciu takich postaci jak Ryze, Renekton czy Dr. Mundo (który ma się więcej niż dobrze po ostatnim, wzmacniającym go patchu). Chaser postara się grać jeszcze lepiej, niż w poprzednich 38 meczach w tym sezonie (możemy spodziewać się wielu niekonwencjonalnych picków), a Kuzan ze środkowej alei będzie chciał udowodnić, że postawienie na niego nie było złym wyborem.

 

O dolną aleje martwić się nie trzeba Cpt Jack i Chei zawsze udowadniają, że są najlepsi na swoich pozycjach. Pewność siebie i zaufanie do własnych umiejętności tworzą wybuchową mieszankę sygnowaną zielonymi skrzydłami. Teraz nie będzie inaczej, a przedsezonowe zmiany u wszystkich strzelców sprawią, że lubiący eksperymentować gracze będą czuli się jak ryba w wodzie.

 

Niewiadome w Counter Logic Gaming i Unicorns of Love

Mimo że do rozpoczęcia zmagań pozostało tylko trzy dni, ciągle nie znamy ostatecznego składu dwóch zachodnich drużyn. Amerykańscy mistrzowie, zespół CLG, ciągle nie ujawnili, kto będzie ich strzelcem na IEMie. W kuluarach mówiło się o możliwym transferze WildTurltle'a z TSM, ale najprawdopodobniej to Stixxay będzie razem z Aphromoo dzielił i rządził na dolnej alei.

 

Sytuacja jest jeszcze bardziej zagmatwana w przypadku zespołu Unicorns of Love. Ich dotychczasowy mid laner (PowerOfEvil – przyp. red.) odszedł do Origen, a pozycje junglera i strzelca wciąż są nieobsadzone. Plotki mówią o możliwym zaangażowaniu Foxa (byłego zawodnika SK Gaming) na środkową aleję. Organizacja nie ułatwia zadania zainteresowanym, wrzucając na swoje kanały oficjalne komunikacji zdjęcia takie jak to:

 

 

Obie drużyny, niezależnie od ostatecznych line-upów, na pewno będą stanowić spore wyzwanie dla rywali. CLG chce potwierdzić swoje międzynarodowe aspiracje, a UoL będzie starało się udowodnić, że ich pojawienie się na IEM w ostatniej chwili nie jest dziełem przypadku.

 

Odmłodzone Origen na szlaku do potwierdzenia dominacji

Ostatnio na łamach Polsatsport.pl informowaliśmy o przetasowaniach w drużynie rewelacji tegorocznych Worldsów. Na środkową aleję trafia odkrycie poprzedniego Intel Extreme Masters (PowerOfEvil), który będzie zmieniał się z xPeke w systemie znanym z SK Telecom T1 (Faker/Easyhoon). Origen będzie starało się przypieczętować – i tak już więcej niż udany – sezon 2015.

 

Komfortowe rozstawienie (Origen rozpocznie zmagania od półfinałów) może tylko ułatwić europejskiej drużynie zaprezentowanie się na miarę oczekiwań fanów. Europejscy fani na pewno nie mogą się doczekać hipotetycznego spotkania Origen vs. Unicorns of Love, w którym PowerOfEvil mógłby stanąć naprzeciw swojego byłego zespołu. O tym, jak będzie w praktyce przekonamy się ostatecznie 21 listopada.

 

Esportowe święto rusza już za trzy dni.

Zapowiadają się pierwszorzędne emocje. Będziemy świadkami dwóch przepełnionych akcją dni, podczas których odświeżone drużyny będą pokazywać swoje pomysły na zaadaptowanie się w przedsezonowej rzeczywistości. Zmiany w mechanice gry są bardzo duże, więc możemy spodziewać się wszystkiego. Jedno jest pewne – na pewno znajdzie się ktoś, kto wyjedzie z San Jose rozczarowany.