Podczas gdy w kalifornijskim SAP Center trwają ostatnie szlify przed wielkim świętem esportu, nasi eksperci przygotowali kilka słów przed zbliżającym się wydarzeniem. Każdy z nich wskazał inne aspekty, na które warto zwracać uwagę w nadchodzących dniach, co najlepiej pokazuje jak wyrównana jest stawka tegorocznego turnieju w San Jose.

 

Filip „Testree” Mątowski, host esportowego studia Polsat Sport:

Na pierwszy rzut oka – wszystko wydaje się proste. Drużyny, które wszyscy dobrze znamy, tłum skandujący „TSM, TSM, TSM”, średni występ zespołu z Korei, zaskoczenie jednej drużyny ze Starego Kontynentu i koniec końców wygrana wędrująca w ręce Stanów. Tak w ciemno można byłoby opisać przewidywania większości turniejów Intel Extreme Masters. Jednak tym razem jest zupełnie inaczej. Typowanie wyników dla tego wydarzenia e-sportowego to niełatwe zadanie. Roszady, roszady i jeszcze raz roszady. TSM z nowym składem, z którym wiązane są ogromne nadzieje, ale na tym koniec. Bo z jednej strony wymiana prawie całego teamu może wyjść drużynie na dobre, a drugiej brak czasu na wypracowanie sobie odpowiednich strategii może okazać się zgubny. Mamy tutaj także UoL, które wystąpi na tych zawodach za sprawą… nieobecności Fnatic. W zeszłorocznej edycji IEM San Jose – drugie miejsce. W tym roku muszą powalczyć o dobrą lokatę, aby udowodnić swoim fanom, że mimo znacznego osłabienia jeszcze coś znaczą w e-sportowym świecie. To jednak nie koniec znaków zapytania. W turnieju będą grać również dwa wielkie rozczarowania tegorocznych Mistrzostw Świata – CLG i LGD. Jeśli można byłoby mówić tu o pewnej stabilności, to wskazałbym zespół Origen i Jin Air. Origen wymieniło co prawda swoją legendę – xPeke na PoE z Jednorożców, jednak wiatr jaki dostali w skrzydła na Worldsach, powinien ich ponieść wysoko i tym razem. Dlaczego Jin Air? Dlatego, że gra „w kratkę” Jin Air i tak jest jednym z najbardziej stabilnych punktów tego turnieju. Osobiście trzymam kciuki za Origen, chcę zobaczyć wyśmienite zgranie TSM i liczę na to, że UOL jest jeszcze nam coś w stanie udowodnić. Gdybym miał obstawić czarnego konia to… Niepewną ręką wskazałbym Jin Air. Jak będzie? Czas pokaże.

 

 

Fryderyk „Veggie” Kozioł, były trener ROCCAT, przewiduje prawdziwą eksplozje formy nowego TSM. Ekspert studia Polsat Sport jest zdania, że odmieniona drużyna może stanąć w szranki nawet z faworyzowanym Jin Air Green Wings:

5-6. CLG nie zrobiło zmian które napawają mnie optymizmem. Uważam, że przyczyną ich sukcesu w zeszłym sezonie było zaplecze trenerskie. ZikzLoL na pewno sam nie był źródłem tego sukcesu - nie wierzę, aby sam mógł zapewnić odpowiedni styl gry. Ich atutem jest kilku graczy którzy powinni już być ze sobą dostatecznie zgrani, ale uważam że przebłysk i motywacja nowych graczy UoL nie pozwoli im na osiągnięcie wyższej pozycji.

5-6. Uważam, że LGD jest dalej w rozsypce. Mimo świetnych indywidualności nie mają pomiędzy sobą synergii ani odpowiedniej mieszanki graczy. Dobre drużyny praktycznie zawsze grają najlepiej w przeciągu pierwszego półrocza od stworzenia. Nie widziałem tego w LGD i nie spodziewam się wysokiej formy na IEMie, obstawiam że zbytnia pewność siebie przegra im grę przeciwko amerykańskiemu gigantowi TSM.

3-4. Nie jestem do końca pewny postawy Unicorns of Love, ale szukam tutaj powtórki z rozgrywki z zeszłorocznego turnieju. Spodziewam się gresywnej gry ze względu na to, że zdecydowanie nie są faworytami. Liczę na intensywne walki drużynowe rozpoczynane przez Hylissanga - według mnie nie raz pokazywał pewność siebie związaną z tym aspektem gry i to może zaskoczyć zarówno weteranów, jak i nowych graczy CLG. Jedno jest pewne – potencjalny czarny koń nie ma szans przeciwko Jin Air nie mają szans.

3-4. Origen. Przewiduję tutaj syndrom starego FNC z Soazem (czyli brak motywacji do rozgrywania takiego turnieju). Xpeke ogłosił swoją połowiczną emeryturę, bo zawodnicy są po prostu są zmęczeni sezonem. Origen będzie się wykazywać stagnacją i taką samą grą jak podczas zeszłego miesiąca.

2. TSM. Korea raz po raz udowodniła że jest najlepszym rejonem pod względem strategiczno-taktycznym, więc drużyna gwiazd zachodu nie ma wystarczająco czasu na przygotowania (a ich nowe zaplecze trenerskie jeszcze nie zdążyło zaimplementować swoich metod). Strata GBM nic nie powinna znaczyć mimo tego, że historycznie gra TSMu toczyła się dookoła Bjergsena, pula talentu wyłoniła godnego zastępcę Kuzana.

1. Jin Air Green Wings. Dlaczego? Jestem praktycznie pewien że ta drużyna straci maksymalnie 1-2 mapy w ciągu całego turnieju. Drużyna SKT, obecny mistrz świata, zdążyła już przegrać mecz przeciwko zupełnie nieznanym graczom. To pokazuje jak blisko pomiędzy sobą znajdują się drużyny z Korei. Jin Air jnie jest na pewno tak dobre jak SKT, ale patrząc po mistrzostwach świata nie powinno być wielkich różnic pomiędzy nimi, a np. KT Rolster czy KOO Tigers, które spokojnie sobie poradziło przeciwko potęgom zachodu (3-0 vs. FNC).

 

 

Komentator Polsat Sport, Arkadiusz „Radjo_log” Popiel bez ogródek stawia na Team SoloMid i Jin Air Green Wings:

Świeżo zakończone mistrzostwa świata, sezon 5 i najważniejsze - okna transferowe! Całkiem nowi zawodnicy wkraczają na profesjonalną scenę i dają z siebie wszystko. Gracze wiedzą, że ta chwila może się już nie powtórzyć. Wiele drużyn, w tym tez amerykańska potęga – TSM, uważa że przepisem na zwycięstwo jest dobór składu i zmiana zawodników - dlatego też w ostatnim czasie wymienili prawie wszystkich, ostał się jedynie utalentowany Bjergsen. TSM utrzymuje swojego midlanera jako jedynego w składzie, zaś europejska potęga – Origen, obsadę właśnie tej pozycji zmienia (sięgając po PoverOfEvila). Oprócz TSM'u zaskoczyć może również formacja, która na IEM San Jose dostała się dosłownie "rzutem na taśmę" – Unicorns of Love pojawi się na turnieju jako następstwo niedyspozycji zdrowotnej jednego z graczy Fnatic.Osobiście uważam, że w finale spotka się koreańska formacja Jin Air Green Wings i legendarny Team SoloMid, lecz ciekawsze od tego spotkania może być półfinałowe starcie TSM vs Origen - liczę, że dane nam będzie zobaczyć mecze właśnie tych dwóch, niesamowitych zespołów.

 

 

Michał „Avahir” Kudliński, komentator Polsat Sport, nie stawia na konkretne zespoły ponieważ - jak twierdzi – stawka jest więcej niż wyrównana:

Prawdę mówiąc, nie potrafię wskazać żadnych odpowiedzi - IEM San Jose jest, jak zwykle, turniejem znaków zapytania. Drużyny się drastycznie pozmieniały, a aktualizacja gry się przesunęła. Nie mamy również zdecydowanych faworytów, każda z sześciu drużyn ma szansę sięgnąć po trofeum. Cóż, zawody wyglądają naprawdę interesująco na papierze, także proponuję odłożyć analizy, odpuścić sobie przewidywanie (które w obecnych, nowych warunkach jest jak strzelanie ślepakami) i po prostu usiąść z dobrą przekąską oraz cieszyć się smakiem League of Legends na najwyższym poziomie. Drużyny do szczególnego oglądani to LGD, TSM. Po tym turnieju można będzie powiedzieć o wiele więcej na temat ich przyszłości.